Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

poniedziałek, 29 grudnia 2014

15. A man can be des­troyed, but not de­feated


 Ze względu na to, że zbliża się nowy rok, muszę oznajmić iż: rozdziały będę dodawać minimum raz w tygodniu! Muszę zacząć pisać pracę magisterską!
A tak w ogóle to wszystkiego dobrego w Nowym Roku, miłej zabawy :*
Ładną Ash ma sypialnię? :D


Obudziłam się spragniona, lecz gdy ujrzałam różowo-szare całkiem nieznane mi ściany, wpadłam w panikę. Zerknęłam pośpiesznie pod kołdrę, naga nie byłam, ale bluzki, którą wczoraj na wieczór założyłam też nie. I gdzie były kurwa moje spodnie? Przyjrzałam się bardziej swojej koszulce; Black Veil Brides – było odpowiedzią na moje wszelkie pytania. Wyskoczyłam z łóżka jak z procy. Trochę na oślep ruszyłam przed siebie, szukając wściekle tego, który mi to zrobił. Znalazłam winowajcę w kuchni.
- Ty zboczeńcu! Wykorzystałeś mnie! – syknęłam, wskazując palcem na spokojnie pijącego kawę Ashley’a. Facet aż zachłysnął się napojem. – Jak mogłeś?!
- Może by tak „cześć, jak ci się spało?”. I tam masz całe dwa litry wody do dyspozycji. Chcesz tabletkę przeciwbólową? – Jego miękki głos trochę mnie zbił z pantałyku.

wtorek, 23 grudnia 2014

14. Ex­pe­rien­ce is the na­me that eve­ryone gi­ves to his mis­ta­kes



Dobra, dodaję rozdział szybko i lecę ozdabiać choinkę :D.
Wesołych Świąt życzę! :*

Lisa
- Wolę cię w tradycyjnym ubraniu – powiedziałam, ciągnąc go mocno za materiał sukienki.
Ostatnio złamałam obietnicę dotyczącą tańca, teraz postanowiłam się z tego wywiązać. Nie przeczę, że alkohol nie odegrał tutaj małej roli. Jednakże nie tak wyobrażałam sobie nas pierwszy taniec. Jak w spódniczce, on w sukience. To jakiś obłęd, ale pieprzyć to. Niech sobie ludzie myślą co chcą.
- Zaraz, czy to są damskie perfumy? – spytałam, próbując się nie zaśmiać.
- Dobry węch, pozwoliłem sobie je pożyczyć od Juliet. W sumie to ona mi je wcisnęła, zanim zdążyłem się sprzeciwić – szepnął mi do ucha, mocno obejmując mnie w talii.
Czułam się jak… No właśnie, jak? Dobrze, wyśmienicie, czując, że znajduję się w odpowiednim miejscu, we właściwym czasie. To było niesłychanie zaskakujące. I chodź zamykałam oczy, dając się ponieść emocjom, wciąż czułam ten damski zapach.
- To jest dziwne, pachniesz jak laska – westchnęłam rozbawiona, odsuwając się od niego na kilka centymetrów. – To nie przejdzie.
- Zaraz się rozbiorę – rzucił, a na jego usta wskoczył łobuzerski uśmiech.

wtorek, 16 grudnia 2014

13. Being a wo­man is a ter­ribly dif­fi­cult task, sin­ce it con­sis­ts prin­ci­pal­ly in dealing with men



A co do dzisiejszego rozdziału, mam nadzieję, że będziecie się przy nim dobrze bawić, tak jak ja, gdy go pisałam i sprawdzałam.
UWAGA! PROSZĘ SIĘ CZEGOŚ TRZYMAĆ CZYTAJĄC. SZCZEGÓLNIE JAK DOJDZIECIE DO PUNKTU WIDZENIA LISY! ZA WSZELKIE USZCZERBKI NA ZDROWIU, NIE ODPOWIADAM! :D ZAŻALEŃ NIE PRZYJMUJĘ TAKŻE.
 No to jazda:

Ashley
Czemu odpływając myślami gdzieś daleko, myślałem o niej? Tylko o niej. Każda myśl była związana z tą dziewczyną, a nawet nie wiem o niej praktycznie nic. Wiem jedynie jak wygląda, ale to mi nie wystarcza. Chcę ją poznać bardziej i bardziej jak nikt dotąd. Pominę już jej blond włosy, które pod promieniami słońca iskrzyłyby się na złoto oraz jej oczy, które są skrawkiem trawnika wiosną. Jej malinowe i pełne usta… Cholera! Tak na marginesie, nie chodzi mi o to co ma pod ubraniami, tylko to co ma w środku - w głębi duszy. Co się ze mną dzieję? Mi nie chodzi tylko o seks. To na pewno, ale... w głębi duszy, czuję strach. A jak już zbieram odwagę, chcę się zmienić, to ktoś lub coś mi to nie umożliwia, a ja głupi nie umiem powiedzieć STOP lub NIE. Cholera. Jestem nie asertywny. Co się ze mną dzieje? Czymże ja jestem? Człowiekiem, który jako dziecko się zagubił. Mimo wszystko, idę jego krokami, będąc niestałym w uczuciach. Nie mogę przestać. Błądzę nadal świadomie. Co za, cholerne błędne koło. A co najgorsze, nie mogę na głos, wypowiedzieć tego słowa.

piątek, 12 grudnia 2014

12. My one reg­ret in li­fe is that I am not so­meone el­se



Dziękuję za komentarze :*. Tadam, rozdział 12, czyli już po weekendzie wstawię 13  yes, yes.
Jestem ciekawa waszych reakcji na ten rozdział.

Ashley
Odchodziłem od zmysłów. Będąc niewolnikiem samego siebie. Moje serce zrobiło fikołka, gdy żołądek uniósł się wprost do przełyku. Czy facet może zemdleć ze strachu? CC szturchał mnie w ramię bezskutecznie, tak bardzo zatonąłem we własnym świecie; we wspomnieniach, które mną ogarnęły ze dwojaką siłą.
- Stary, przerażasz mnie. Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha.
- A jeśli ci powiem, że tak jest. Uwierzyłbyś?
Obróciłem się w jego stronę tak, aby zakryć twarz. Nazwać można to jak chcecie, nawet ukrywaniem się, mam to w dupie.
- Tam jest Jessica – szepnąłem unikając jego wzroku.
- No i co z tego? Minęło, już tyle lat, Ash. No chyba ty jej jeszcze… - CC nie dokończył zdania.
- Nie! – zaprzeczyłem gwałtownie.
- To czemu się chowasz? Powinieneś mieć ją w dupie, znaleźć jakąś fajną laskę i pokazać całemu światu swoją zajebistość.
- Ależ ja jestem zajebisty – powiedziałem odruchowo.
- Nie słyszę cię.
- Jestem najlepszym facetem na świecie!  - warknąłem ostro, uderzając mocno w stół.
- Ale to zaraz po mnie – zaśmiał się perkusista.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

11. The good ti­mes of to­day are the sad thou­ghts of to­mor­row



Dziękuję za komentarze <3
Za rozdział 12 możecie mnie znienawidzić, ale wynagrodzę wam to rozdziałem 13 :).


Ashley
Widziałem, że dziewczyna nie była zadowolona z miejsca, które sama wybrała. Śmiać mi się chciało, gdy widziałem jak Lisa sączy tą przeklętą kawę, usiłując udawać, że jej smakowała. Ja wziąłem herbatę, bezpieczniejszy wybór. Gdy wyjawiła mi, że nie ma rodziców, poczułem coś takiego magicznego w środku mnie, coś jakby zrozumienie. Paląca się iskra zapłonęła gwałtownie, a w głowie zrodziła się myśl: bratnia dusza. Wcześniej się nad tym zastanowiłem raz, wyciągając wniosek, iż nie wierzę w coś takiego. Teraz, gdy poznałem Greene, sam nie wiedziałem już, co w życiu mogło być możliwe, a co nie. Z czasem rodziła się między nami więź czysto przyjacielska, kiedy to zaczęliśmy opowiadać sobie nawzajem historie, które akurat przychodziły nam do głowy. Starałem się być sobą, hamując swój popęd seksualny, aby jej nie zrazić do siebie. Nie wiem, czy dostałbym od niej kolejną szansę.
Mimo zwierzeń Lisa w jakimś tam stopniu była skryta, stwierdziłem, gdy zasypiałem w swojej pościeli, a wokół rozchodził się zapach lawendowego płynu do prania. Nie tylko wyzwaniem, ale też i prezentem-niespodzianką, gdzie nie wie się, co jest w środku. Pragnąłem poznać każdy zakamarek duszy. I z takim postanowieniem, usnąłem.

czwartek, 4 grudnia 2014

10. Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by

Ostatnie dni - brak weny. Cholerne PMS i depresyjny stan, ale już ok. Męczę pisać rozdział 16 :).
Rozdziału nie sprawdzam przed dodaniem, bo mi się nie chcę. Wróciłam z zakupów, gdzie miałam sobie kupić prezenty na gwiazdkę i urodziny :P.




Ashley
Pomysł z pójściem do studia po alkoholu, nie był mądrym posunięciem. Schody wydawały się być bardziej strome niż zapamiętałem i chyba było ich nawet więcej. A drzwi prowadzące do pokoju dziennego w studiu, ciężko się otwierały. Wpadłem na kogoś, przewracając zaskoczoną osobę i lądują na nim, jakby to był zwykły dywan.
Długie blond włosy, to ona. Moja wybawicielka, mój anioł. Uśmiechnąłem się w jej stronę. Tajemnicza euforia opanowała moje ciało, czułem się taki lekki i szczęśliwy, jakbym miał zaraz odfrunąć. Dostałem skrzydła i mogłem latać…
- Cześć, Piękna – powiedziałem, uśmiechając się szelmowsko.
- Idioto – warknął… Andy?
Moment.
Ocknąłem się, to była tylko... Iluzja? Fatamorgana?
- Możesz z łaski swojej, zejść ze mnie?
- Tak, tak... - wyjąkałem. Nie spuszczając z kolegi wzroku, zeszłemu z niego.
- Nie patrz się tak na mnie. Ja cię bardzo lubię, ale ty i ja: to nie wchodzi w grę. Przykro mi. Zdecydowanie wolę dziewczynki, ty chyba też, tak, więc… Ash? Wszystko z tobą w porządku? Zrobiłeś się taki blady.

sobota, 29 listopada 2014

9. Coura­ge is to re­sist fear, mas­te­ry of fear - not ab­sence of fear



Niektórzy wspominali, że musiałam być wkurzona pisząc poprzedni rozdział. To nie tak, na złość wprawia mnie jedynie w to, że nie mam weny, tyle. :P Potrafię pisać depresyjne rozdziały będąc szczęśliwa i odwrotnie :D.
Witam, nowe czytelniczki :* jak miło.


Lisa
Nazajutrz wstałam z uczuciem, że stanie się coś dobrego. Nie wiem, po prostu coś takiego czułam. Kąciki ust aż same powędrowały do góry. Pragnienie zaraz dało o sobie znać; alkohol, noc, Jinxx i Ash. Ostatnia noc wróciła do mnie z powrotem. Tam gdzie wcześniej była radość, zagościł smutek. Czemu faceci są tacy beznadziejni? Najpierw Ashley dał mi nadzieję, tak, nadzieję, którą odebrał w chamski sposób. Chciałam się na nim jakoś odegrać, wplątując w to biednego Jinxx’a. W sumie on aż taki biedny to nie był. Zdradził swoją żonę, tego to akurat się po nim nie spodziewałam. Nie lubiłam zdrady pod żadną postacią. Stykałam się z nią w życiu tak często, mimo to szokowała tak samo, i bolała… Odkryłam się, czując chłód tam, gdzie nocna koszulka nie zakrywała skóry. Poszłam wpierw do łazienki, suchość w gardle wdała się we znaki, na co musiałam upić kilka solidnych haustów wody prosto z kranu. Przyszykowałam się dość szybko, patrząc nerwowo na zegar. W nocy do mieszkania Fergusona nie doszłam, pogadaliśmy jeszcze chwilę tak od serca i się rozdzieliliśmy, on poszedł do domu, a ja wsiadłam do taksówki, którą uparcie opłacił z góry. Na przyjaciela się nadawał, czy na kogoś więcej? Potrzebowałam siły na stracie z Purdy’m, dzisiejszego dnia.

wtorek, 25 listopada 2014

8. Each day is dri­ve through his­to­ry

Jestem bardzo rozżalona. Zamówiłam na Alternative Press paczkę: plakat z autografami i gazetę z BVB. Miesiąc czekania, jest paczka, a tam tylko plakat :(. Wybaczcie, że się żalę, ale muszę. Nawet plakat mnie nie cieszy teraz...

Ten rozdział wstawiam bez poprawek, więc za błędy przepraszam :) Ale przejdźmy do rozdziału:
I bym zapomniała: Dziękuję za komentarze <3 :*



Lisa
Jinxx nie miał oporów. Ja też nie. Przyznam szczerze, że alkohol robił tutaj sporo i to bardzo. Potrafiłam w takiej parze tańczyć jak tylko facet chciał. Nie wyglądaliśmy wcale na parę przyjaciół. Nasze ciała stykały się ze sobą tak blisko, niewidzialna siłą ciągnęła nas do siebie, działając jak magnez. Wiedziałam, że będę żałować wszystkiego, co stanie się dzisiejszej nocy. Czułam supeł podniecenia w podbrzuszu, facet napalał się jeszcze bardziej z każdą sekundą. Jednak nie mogłam wyluzować w pełni, kłamiąc sobie prosto w oczy, wmawiałam sobie, iż nie szukałam w tłumie brązowych ciemnych jak węgiel oczu, seksownych kości policzkowych i czupryny ciemnych włosów. Imię tego człowieka gdzieś zawisło w przestrzeni, jakby bało się, że zostanie rozszarpane przez głód języków ognia płonących w duszy. Wieki temu obiecałam sobie jedno, nie pozwolę już nigdy przenigdy się zakochać i zranić przed tego samego mężczyznę. Nasz taniec był amatorski, zabawny i jednocześnie erotyczny. Jinxx z czasem wyluzował, nie rozumiałam, dlaczego, widząc, że byłam chętna na dosłownie wszystko. No, prawie…

wtorek, 18 listopada 2014

7. Sex al­le­viates ten­sion, lo­ve causes it


Następny rozdział nie wiem kiedy dodam, mam masę nauki :(

Ashley
W mieszkaniu usiadłem na fotelu przed telewizorem, upijając łyk świeżo otwartego piwa. Ostrość gazu drażniła przyjemnie mój język i podniebienie, kiedy próbowałem obmyślić plan. Wytężyłem mózg, nie mogąc na nic konkretnego wpaść. W głowie totalna pustka, gdzie wiał wiatr z jednego ucha do drugiego. To doprowadzało mnie do totalnego szału. Wyciągnąłem nogi na stolik, beznamiętnie wpatrując się w kolorowy ekran. Nie mogłem przegrać, za wszelką cenę, nawet mój lekko wyrzeźbiony tors nie sprawił, że uklękła mi do stóp. Ciężki orzech do zgryzienia. Upiłem kolejny łyk i jeszcze jeden, myśląc i analizując jak jakiś cholerny filozof. Mój telefon się odezwał, raz i kolejny, leżał tak daleko, aż na drugim końcu kanapy. Tyle kilometrów nie chciało mi się przemierzać, byłem zmęczony, a nawet padnięty. Niczym padlina czyhająca na sępa.
- Dajcie mi święty spokój – mruknąłem w stronę dzwoniącego telefonu. – Jestem, kurwa, cholernie zajęty. – Napiłem się piwa.

piątek, 14 listopada 2014

6. A lie can be hal­fway round the wor­ld be­fore the truth has got its boots on



Dziękuję za komentarze :*! Wiedziałam, że poprzedni rozdział przypadnie wam do gustu :) 
Jak wam się podoba mój kursor? Ile się go naszukałam w tych interenetach, ale jest xD

Ashley
Ja pierdolę! Myślałem, że się nie wyrwiemy z tego piekła. Nie mam niczego do zarzucenia naszym fanom, ale to było przegięcie. Kilka młodych dziewczyn zaatakowały nas i nie chciały puścić, mimo że zrobiły sobie z nami milion zdjęć, a autografy pokryły ich bluzki i odkryte ciała po brzegi. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy robią zakupy, bo taka kolej rzeczy. Trzeba było zamówić produkty przez internet… Zabiję Jake, za tą długą listę! Drogę do studia przebrnęliśmy w ciszy. Na miejscu, CC wyskoczył z auta jak poparzony, oglądając go ze wszystkim stron, szukając najmniejszego defektu.
- Chcesz rentgena, albo chociażby lupę? – zadrwił Andy, pokładając się ze śmiechu. CC spojrzał na niego z szałem w oczach, szczerze, to nigdy nie widziałem u niego takiego spojrzenia. Biersack’owi aż zrzedła mina.
- Zaraz ci wepchnę bakłażana w dupę, to ci się odechce takich żartów! – odszczekał się perkusista, przyglądając się masce. – No, jest nieskazitelny!

poniedziałek, 10 listopada 2014

5. To be or not to be, that is the ques­tion

Tadam, przedstawiam wam rozdział, przy którym doskonale się bawiłam. Oczywiście do nastolatek nic nie mam :). 
Zapraszam do czytania i komentowania!



Lisa
Odechciało mi się pracy całkowicie. Wiedziałam, że poznanie Black Veil Brides niczego konkretnego nie wniesie, ale żebym na wstępie czuła takie zażenowanie. Jinxx najpierw mnie opierdolił za to, że jest bałaganiarzem, Ashley natomiast pokazał, jakim jest wspaniałym lowelasem. Jedynie CC trzymał się solidnie, wzbudzając we mnie namiastkę sympatii. Ta jego zabawna część sprawiała, że zapomniałam, z kim mam styczność rozmawiać. Z czasem jakieś spięcia zanikły, a my mogliśmy zacząć spokojnie spędzać ze sobą czas, poznając się przy tym bliżej. Nie zaprzeczę, że alkohol nie odegrał tutaj ważnej funkcji. Jako że faceci są fanami Jack’a Danielsa, ten trunek przejął dowodzenie, mieszając się z colą dla mnie. Purdy jakoś dziwnie na mnie patrzył z Jinxx’em, nie wiem, jak jakaś para psychopatów, czy coś. Najpierw przedyskutowaliśmy sprawy odnośnie nowego albumu, Andy machał mi przed oczami swoim notesem, z którego pokazał mi tekst pierwszej piosenki, od której chciał zacząć. Jedno trzeba mu było przyznać, facet był dość narwany i wszędzie go pełno, już nie wspomnę o przekazywaniu informacji, których było tak mnóstwo, że zdążyłam zapamiętać ledwie połowę. W dalszej części spotkania, gdy języki zaczęły się powoli plątać, przeszliśmy na bardziej osobiste tereny.

czwartek, 6 listopada 2014

4. Whe­re the­re is doubt the­re is freedom



 I jak tam, podekscytowani koncertem? Jedziecie? :)
Ostatnio pisałam nowe rodziały, i jestem na 8 :D, aż sama jestem w szoku. Korzystaw kiedy mogę z tej weny, która jeszcze się tli. Następny rozdział dodam, za ładne komentarze, rozdział 5 jest bardzo zabawny z punktu widzenia Ash'a :D i ogólnie singlom z BVB odbije szajba.

Lisa
Pierwszy raz widziałam jak człowiek, a raczej jego skóra przerabia wszystkie możliwe odcienie począwszy od czerwonego, a skończywszy na fiolecie. Andy mógłby robić za kucyka w bajce dla dzieci. A to wszystko przez to, że nie zgodziłam się na jeden podpunkt z jego cholernej listy! Dziewięć innych zachcianek mogłam spełnić, ale nie to! Na niebiosa, do diabła!
- Ale czemu nie? – spytał Jake, wachlując kolegę.
- Bo nie – burknęłam. – Nie ma takiej opcji. Wszystko, ale nie to.
Wymyślili sobie, że… chcą mieć każdy weekend wolny. Mało tego, chcieli przyjeżdżać do studia na jedenastą. Tyle cennego czasu zaprzepaści. Rockameni od siedmiu boleści.
- Ale podaj mi konkretny argument?! – Andy lekko znowu się wściekł, choć nie dał tego po sobie poznać.

sobota, 1 listopada 2014

3. Drink pro­vokes the de­sire but ta­kes away the per­forman­ce



Wczoraj kurier przywiózł mi płytę, cieszyłam się jak małe dziecko. Crown of thorns, Drag me to the grave i Walka away grają mi naprzemiennie w głowie xD.
Nie wiem kiedy następny, pisze się co prawda, ale przed najbliższe tygodnia nie mam dnia przerwy więc musicie zrozumieć. Postaram się dodać r.4 w następnym tygodniu koło czwartku, ale nie obiecuję :). Wiecie, że to moja pierwsza wolna sobota od czerwca?
Aha, dziękuję za wszystkie komentarze <3, są cholernie motywujące! Na wykładach piszę fragmenty, których  użyję kiedyś w przyszłości :D
_____________________________________________

Lisa
Weekend minął mi nieubłaganie szybko. Zadbałam o siebie porządnie, tj. kosmetyczka, fryzjer i inne bzdety. A co mi tam, zrelaksowałam się, zbierając energię na długi męczący czas, który mnie czekał. Dwa dni wolnego, sprawiły, że zdałam sobie sprawę, iż nie wyobrażam sobie życia bez muzyki od podszewki. Cholera, nawet siedząc na obrotowym krześle u fryzjerki, zastanawiałam się nad jakimiś nowymi motywami. Czy to nie jest już chore? Od pracoholizmu wcześniej uciekałam, a teraz się w nim zatracałam. Dwie sprzeczności, które nacierają na siebie.

wtorek, 28 października 2014

2. So­me thin­gs will ne­ver chan­ge



Tak na wstępie, muszę się pochwalić jaka ze mnie blondynka i poliglotka. Pracuję w sklepie, i ostatnio podchodzi do mnie facet i po angielsku; gdzie jest cukier? Co mu odpowiedziałam: Tutaj. This is Zucker. Zucker = sugar. Polski, angielski i niemiecki xD. Geniusz.
Nie mogę się dogadać z bloggerem odnośnie czcionki. Ostatnio zrobiłąm jakieś czary-mary i było dobrze. A kit z tym...

Ashley
Ten głód znowu mnie dopadł. On zawsze do mnie wracał jak wierny pies, z tą różnicą, że to nie ja byłem panem. Chwyta mnie w swoje szpony, wyśmiewa prosto w oczy i gardzi jak szmacianą, starą lalką. Zakuwa w kajdany, które wpijają mi się aż do krwi w nadgarstki. Tak, jestem słaby. Czy kiedyś zdołam się od tego uwolnić? Pomóż mi się stąd wydostać! – krzyczę głośno w myślach. Tonę… Czy ktoś usłyszy moje wołanie o pomoc?
Niektórzy mają wszystko, a inni nic. Mimo to, chowają się pod maską.
Czego chce Ashley Purdy? Może gwiazdki z nieba, co?

piątek, 24 października 2014

1. The fu­ture star­ts to­day, not to­mor­row

Proszę o wyrozumiałość, miałam półroczną przerwę i ciężko mi jest wkręcić się ponownie w pisanie. I do tego mam mało czasu. Następny rozdział będzie dłuższy, zabawniejszy i ciekawszy, bo u BVB :).

_______________________
Lisa
Słońce zachodzi za horyzontem ziemi, zostawiając za sobą pasmo odcieni błękitu i różu. Wtedy najlepiej się wam rozmyśla, prawda? Ciemność i gwiazdy – noc; ma w sobie jakąś magię, która sprawia, iż zanim zaśniemy, to marzymy, bądź analizujemy dzień albo planujemy następny. Różne rzeczy chodzą wam wtedy po głowie, bo w końcu każdy pragnie i dąży do czegoś innego. Nawet bliźniacy jednojajowi, identyczni z pozoru, są inni wewnątrz. Z każdym zachodem słońca, dociera to do was, że dni uciekają, w końcu ucieka miesiąc, a potem rok i tak dalej. Przybywa wam lat, wszystko w koło się zmienia, nic nie jest takie samo. A lata młodzieńcze, te najbardziej beztroskie, odchodzą praktycznie w niepamięć. Życie nie jest kartką papieru, którą zapisaną można wyrzucić do kosza. Oddałabym wszystkie skarby świata, aby istniała taka możliwość. Jak za machnięciem różdżki, wymazać cały wstrętny koszmar i zacząć od nowa. Odetchnięcie z ulgą, byłoby tym, co zrobiłabym jako pierwsze. Lecz niemożliwość była tak namacalna, że nie zostało nic innego jak przyodzianie grubego płaszcza, który niczym mur, chroniłby przed złem.

czwartek, 23 października 2014

Prolog



Opowiadanie o Black veil brides :). Zaczynamy:

I feel alive inside I won't be terrorized, I'll take all the blame.
This Heart of Fire is burning proud
I am every dream you lost and never found
This Heart of Fire is stronger now
Build your walls but you cant keep me out,
I'll burn them down.



PROLOG

Bałam się spojrzeć mu w twarz. Czułam wstyd, który ze mnie emanował jak żarzący węgiel. Moje oczy zaszkliły się kotarą łez, mruganie wcale nie wyostrzało obrazu. Może tak było lepiej, nie musiałam patrzeć na jego złą i rozczarowaną twarz, co tylko pogłębiłoby mój smutek. Wtedy z miliona igieł wbijających się w serce, zrobiłoby się biliard. To co we dwójkę mogliśmy stworzyć, w jednej chwili miało upaść jak domek z kart. Wiedziałam doskonale, że to z mojej przyczyny. Wszystko przez kłamstwa, które przed nim ukrywałam, tworząc problem, którego nie dało się odwlec. Oczywiście, chciałam mu o tym powiedzieć, tylko że czekałam na odpowiedni moment. Który nigdy nie nadszedł… Bomba tykała cały czas, co dzień, coraz głośniej. Aż w końcu wybuchła podwójnie, pochłaniając wszystko, co spotkała na swojej drodze.