Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

piątek, 24 października 2014

1. The fu­ture star­ts to­day, not to­mor­row

Proszę o wyrozumiałość, miałam półroczną przerwę i ciężko mi jest wkręcić się ponownie w pisanie. I do tego mam mało czasu. Następny rozdział będzie dłuższy, zabawniejszy i ciekawszy, bo u BVB :).

_______________________
Lisa
Słońce zachodzi za horyzontem ziemi, zostawiając za sobą pasmo odcieni błękitu i różu. Wtedy najlepiej się wam rozmyśla, prawda? Ciemność i gwiazdy – noc; ma w sobie jakąś magię, która sprawia, iż zanim zaśniemy, to marzymy, bądź analizujemy dzień albo planujemy następny. Różne rzeczy chodzą wam wtedy po głowie, bo w końcu każdy pragnie i dąży do czegoś innego. Nawet bliźniacy jednojajowi, identyczni z pozoru, są inni wewnątrz. Z każdym zachodem słońca, dociera to do was, że dni uciekają, w końcu ucieka miesiąc, a potem rok i tak dalej. Przybywa wam lat, wszystko w koło się zmienia, nic nie jest takie samo. A lata młodzieńcze, te najbardziej beztroskie, odchodzą praktycznie w niepamięć. Życie nie jest kartką papieru, którą zapisaną można wyrzucić do kosza. Oddałabym wszystkie skarby świata, aby istniała taka możliwość. Jak za machnięciem różdżki, wymazać cały wstrętny koszmar i zacząć od nowa. Odetchnięcie z ulgą, byłoby tym, co zrobiłabym jako pierwsze. Lecz niemożliwość była tak namacalna, że nie zostało nic innego jak przyodzianie grubego płaszcza, który niczym mur, chroniłby przed złem.
Kocham książki. Czytam, kiedy tylko znajdę czas. W metrze, kawiarni, przed snem, a nawet w pracy… Kiedy zatonę w kartkach opowieści, świat wokół mnie jakby się zatrzymuje, a słowa docierają do mnie jakby przez mgłę. Wykreowany przez autora świat, staje się wtedy moim, choćby na jakiś czas.
- Lisa!
Zagryzałam paznokcie, podekscytowana. Akcja nabrała tak tempa, że już za kilka stron miałam poznać mordercę! Jack został związany, a jego porywacz, powoli ściągał maskę. I okazało się, że…
- Lisa, do cholery! – warknął jakiś mężczyzna, wyrywając mi książkę z ręki.
Nie doczytałam zdania do końca!
- Co ty robisz?! – warknęłam na Taylora, który wściekle pożerał mnie wzrokiem. – Nie wiem jak ona się skończy!
- To się dowiesz później. Jesteś w pracy, zapomniałaś?
- Nie zaznaczyłam numeru strony, nie będę wiedziała, gdzie skończyłam. Pozwól mi to zrobić, pliiiiis – wyjęczałam błagalnie, przybierając jak najbardziej smutny wyraz twarzy.
Mężczyzna jęknął, oddając mi książkę. Po chwili znalazłam odpowiednią stronę, zaznaczając ją czym popadnie – w tym przypadku papierkiem od cukierka. I z wielkim bólem mu ją oddałam.
Taylor Greene był inżynierem dźwięku, moim szefem, przyjacielem i dalekim kuzynem. Ze swoim wzrostem mógł patrzyć na mnie z góry, bo natura zastąpiła mi kilku centymetrów dużym biustem. Nie byliśmy do siebie wcale, ale wcale podobni. Tay miał dłuższe, brązowe włosy ułożone tak, że wyglądał jakby wstał dopiero z łóżka. Brązowe oczy, koloru gorzkiej czekolady, łupały na mnie szaleńczym spojrzeniem, kiedy nie wywiązywałam się ze swoich obowiązków. Jednak braterska opiekuńczość, którą mi dawał, dodawała mi sił.
- Greene, do roboty! – usłyszałam głos Boba Rocka.
Nie, nie krzyczał na Taylora, lecz na mnie. Nosiłam to samo nazwisko, co mój kochany kuzyn. Taylor był Taylorem, ja natomiast mała albo Greene, tak romantycznie.
- Zgadnij, co robiła? – spytał retorycznie Taylor, wykrzywiając usta w łobuzerski uśmiech.
Tak bardzo, chciałam uderzyć go gitarą, która akurat stała obok.
- No nie, Greene, tobie te książki mózg wypalą. Księżulek sam z siebie nie przyjedzie, jeśli go nie zachęcisz odpowiednio. – Poruszył znacząco brwiami.
Zmroziłam go spojrzeniem, odpyskowując: - Tak się składa, że dowiedziałam się jak zabić i nie zostawić żadnych śladów.
Faceci spojrzeli na siebie wymownie, całkowicie zmieniając temat.
Kończyliśmy właśnie pracę nad płytą nowego zespołu. Nad którą to ja trzymałam główną pieczę. To moje pierwsze tak poważne zadanie, nad którym zarwałam niejedną noc, wypijając hektolitry kawy czarnej jak smoła i ścierając ryzy nerwów. Skończyłam szkołę muzyczną dwa lata temu, od razu wiedząc, czym chciałabym zająć się w przyszłości. Kiedy przyjechałam do Los Angeles, krótko po skończeniu osiemnastu lat, szukałam celu w życiu. Taylor wprowadził mnie w ten świat, którego pokochałam i chciałam oddać cząstkę siebie.
Uśmiechnęłam się do siebie, spoglądając na gablotę obok, gdzie widniały przedmioty będące dowodami osiągnięć Boba Rocka. W szybie dostrzegłam swoje słabe odbicie. Proste, długie blond włosy związane w kucyk, a długa grzywa wpadała mi w oczy. Faceci często mi wspominali, że nie mam zakrywać swoich pięknych, podobno wielki, zielonych oczu. Często powtarzali także, że mogłabym zostać modelką, zamiast marnować się w takiej, nic znaczącej dla kobiety branży. Westchnęłam, gdy zacierałam w myślach narastające wspomnienie, które chciało się wydostać.
- Dałabym na koniec refrenu echo – stwierdziłam, gdy przesłuchaliśmy fragment po raz milionowy.
Bob zmierzwił swoje blond włosy, zmarszczył czoło i zerknął na Taylora.
- No przyznaj to, stary, że ten pomysł od początku ci się podobał – wtrącił Greene, szczerząc zęby.
Spojrzałam w górę, jakby miała na suficie znaleźć odpowiedz na pytanie: dlaczego muszę pracować z takimi dziwakami?
- Wiem doskonale, że z bólem przyznacie mi rację. Z bólem, bo jestem kobietą. – Skrzyżowałam ręce na piersi.
- Doprawdy? Kobietą? Nie zauważyłem. – Taylor musiał się ze mną drażnić, inaczej nie byłby sobą. Stary facet, a taki dzieciuch.
Faktycznie, wyjściowo i kobieco nie wyglądałam. Czy do pracy trzeba ubierać się w seksowne sukienki i obcasy? No chyba, że jest się modelką… Ja nie widziałam niczego złego w wytartej koszuli w kratę i dziurawych dżinsach.
- Na szczęścia, Greene, potrafi oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych. – Komplement od Rock’a był na wagę złota, szczególnie, jeśli chodziło o pracę. – Od nowego tygodnia, do naszego studia wprowadzi się nowy zespół. Będę ich producentem muzycznym, a ty… - Wskazał na mnie palcem. – Będziesz mi pomagać. To nie jest nowy zespół Greene, tak więc będzie trzeba mu poświęcić więcej uwagi niż dotychczas. Będziesz na każde moje skinienie. Jak zapragnę spędzić noc nad danym fragmentem, zrobisz to bez marudzenia, zrozumiano?
Zamrugałam oczami, sprawdzając czy aby to nie jest sen. Zerknęłam na Taylora, wcale się nie śmiał. To musiała być prawda. Szczebel wyżej do wielkiej kariery, bosko!
- Jaki zespół? – spytałam.
- Dowiesz się w poniedziałek, a teraz spływaj w cholerę.
Popadłam w jakąś desperację.
- Metallica? 30 seconds to mars? Evanescence? – jęczałam jak w transie.
- Ha! I tak się tego nie dowiesz, dobrze o tym wiesz. Idź na miasto, na zakupy, imprezę, zabaw się.
Przybrałam minę obrażonego dziecka, wychodząc. Wcale to nie było łatwe, podekscytowanie znacznie mi to uniemożliwiało. Wyrzucili mnie, dobrze.
Whatever.
Do swojego mieszkania miałam kilka zakrętów i milion schodów. Nie wiem, nie liczyłam ich, ale było ich sporo. I żadnej windy. Od studia nagrań potrzebowałam przejść około pięćdziesiąt metrów w górę, tak, praca po sąsiedzku. Powierzchnia znacząco odbiegała od apartamentu, ale wystarczało to zdecydowanie jednej osobie. Mały prowizoryczny korytarzyk, po metrze wprowadzał do dużego pomieszczenia tworzącego; salon, kuchnie i jadalnię. Aranżacja wnętrza nie była godna najlepszego dekoratora wnętrz, jednak myśl, że te cztery kąty należały do mnie napełniała mnie dumą. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej – tutaj czułam się przytulnie.
Chwilę później już stałam w drzwiach wyjściowych, ubrana w świeże, bardziej kobiece ciuchy – według teorii mojego kuzyna, i cienką kurtkę, bo jak na styczeń było chłodno. Wysłałam szybko smsa do mojej przyjaciółki, miałam godzinę do spotkania i nie bardzo wiedziałam, co z taką ilością zrobić. Tam skąd pochodzę, zielone parki można spotkać na każdym kroku. Tak bardzo lubiłam spacerować, wśród zieleni. Co też mną pokierowało, że wybrałam miejsce najbardziej przekształcone przez człowieka? Nie narzekam, nie było tutaj wcale źle – wszędzie blisko. Sklepy, biblioteki, kawiarnie i kluby, wszystko praktycznie zza rogiem. Człowiek nigdy się tutaj nie zanudzi.
Do kawiarni Starbucks weszłam dziesięć minut przed umówionym spotkaniem, i nie zdziwiłam się, że nie zastałam tam jeszcze Alice. Mimo tego zajęłam już nam miejsce w widocznym miejscu, składając dla siebie zamówienie; mrożoną kawę i sałatkę owocową. Zanim dostałam zamówienie, przede mną stanęła brunetka mojego wzrostu o oczach koloru nieba. Żona mojego kuzyna. Przywitała mnie uśmiechem od ucha do ucha.
- Cześć – wyszczerzyłam w jej stronę zęby.
- Co tam? – spytała, bacznie mi się przyglądając. – Zaskoczył mnie twój sms. Myślałam, że czasu, przed następne dni, nie będziesz dla mnie miała, bo doszlifujecie płytę. A tu…
- Kazali mi spadać. Obydwaj. – Wzruszyłam ramionami.
- Dziwne, myślałam, że lubią cię wykorzystywać.
- No właśnie to będą robili od poniedziałku. Jakiś zespół, znany, będzie korzystał z naszych usług, od poniedziałku. I w sumie, to mam dwa dni wolnego.
- No tak, Tay coś mi napomknął na ten temat.
- Wiesz, co to za zespół? – spytałam z nadzieją w głosie.
Wzruszyła ramionami. No to będę miała niespodziankę.
- A jak tam wasze sprawy, no wiesz…
Temat macierzyństwa był dla niej nielekki. Pięć lat po ślub, a nie mieli jeszcze dziecka. Alice nie mogła się doczekać, aż na teście ciążowym zobaczy dwie kreski. Dotychczas spotkała się z rozczarowaniem, a zegar biologiczny tyka.
- Bezmian. Dopóki Taylor nie zmieni zdania na temat in vitro. Nie chcę być częścią bezdzietnego małżeństwa z tuzinem kotów.
Alice zrobiła nawet badania na płodność, gdy Taylor nie chciał o tym słyszeć. Czemu faceci w takich chwilach unoszą się dumą?

7 komentarzy:

  1. Hej! Dziękuje za komenatarz :) Kobieto jak ty wyszłas z wprawy, to ja jestem dobra z matematyki ( Jam z matmy noga ;-;xd).Rozdział genialny, świetnie to wszystko opisujesz. Mam prośbe, informuj mnie o kolejnych. Chce być na bierząco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :* Oj wyszłam, wyszłam :D Wyobrażasz sobie, że mam umysł ścisły? A piszę sobie :)

      Usuń
  2. Dobra powiem prosto z mostu. Umiesz pisać!:* I to bardzo dobrze pisać :** Przyjemnie mi się czytało i na pewno będę stałym czytelnikiem :) Hah, u ciebie Taylor w wersji man, a u mnie w wersji woman ahaha :D Ja niestety nie jestem wielką fanką czytania książek, dlatego też nie wiem jakim cudem pisze. Bo w życiu przeczytałam raptem pięć książek, z czego doczytałam tylko jedną yhyhy :D Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Dużo weny Ci życzę i czekam na następny post :** Buziaki :D kc miś!
    http://rebelyellbvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałam o Taylor Momsen, ale stwierdziłam, że lepiej żeby ona śpiewała dalej :P.
      Ja kocham czytać książki, mam na tym punkcie obsesję jak z muzyką i kolekcjonuję książki jak CD. Ale ostatnio mam brak czasu, i jednak książka leży rozpoczęta :(.
      Dziękuję bardzo za miłe słowa :*

      Usuń
  3. http://demoniczna-melancholia.blogspot.com/ zapraszam na 1:3

    OdpowiedzUsuń
  4. O fuck...TO JEST ZAJEBISTE!!!!
    Masz mnie tu pisać więcej i więcej bo nie wyczymie xD
    Czekam na next :3

    OdpowiedzUsuń