_______________________
Lisa
Słońce
zachodzi za horyzontem ziemi, zostawiając za sobą pasmo odcieni błękitu i różu.
Wtedy najlepiej się wam rozmyśla, prawda? Ciemność i gwiazdy – noc; ma w sobie
jakąś magię, która sprawia, iż zanim zaśniemy, to marzymy, bądź analizujemy
dzień albo planujemy następny. Różne rzeczy chodzą wam wtedy po głowie, bo w
końcu każdy pragnie i dąży do czegoś innego. Nawet bliźniacy jednojajowi,
identyczni z pozoru, są inni wewnątrz. Z każdym zachodem słońca, dociera to do
was, że dni uciekają, w końcu ucieka miesiąc, a potem rok i tak dalej. Przybywa
wam lat, wszystko w koło się zmienia, nic nie jest takie samo. A lata
młodzieńcze, te najbardziej beztroskie, odchodzą praktycznie w niepamięć. Życie
nie jest kartką papieru, którą zapisaną można wyrzucić do kosza. Oddałabym
wszystkie skarby świata, aby istniała taka możliwość. Jak za machnięciem
różdżki, wymazać cały wstrętny koszmar i zacząć od nowa. Odetchnięcie z ulgą,
byłoby tym, co zrobiłabym jako pierwsze. Lecz niemożliwość była tak namacalna,
że nie zostało nic innego jak przyodzianie grubego płaszcza, który niczym mur,
chroniłby przed złem.
Kocham książki. Czytam,
kiedy tylko znajdę czas. W metrze, kawiarni, przed snem, a nawet w pracy… Kiedy
zatonę w kartkach opowieści, świat wokół mnie jakby się zatrzymuje, a słowa
docierają do mnie jakby przez mgłę. Wykreowany przez autora świat, staje się
wtedy moim, choćby na jakiś czas.
- Lisa!
Zagryzałam paznokcie,
podekscytowana. Akcja nabrała tak tempa, że już za kilka stron miałam poznać
mordercę! Jack został związany, a jego porywacz, powoli ściągał maskę. I
okazało się, że…
- Lisa, do cholery! –
warknął jakiś mężczyzna, wyrywając mi książkę z ręki.
Nie doczytałam zdania
do końca!
- Co ty robisz?! – warknęłam
na Taylora, który wściekle pożerał mnie wzrokiem. – Nie wiem jak ona się
skończy!
- To się dowiesz
później. Jesteś w pracy, zapomniałaś?
- Nie zaznaczyłam
numeru strony, nie będę wiedziała, gdzie skończyłam. Pozwól mi to zrobić,
pliiiiis – wyjęczałam błagalnie, przybierając jak najbardziej smutny wyraz
twarzy.
Mężczyzna jęknął,
oddając mi książkę. Po chwili znalazłam odpowiednią stronę, zaznaczając ją czym
popadnie – w tym przypadku papierkiem od cukierka. I z wielkim bólem mu ją
oddałam.
Taylor Greene był
inżynierem dźwięku, moim szefem, przyjacielem i dalekim kuzynem. Ze swoim
wzrostem mógł patrzyć na mnie z góry, bo natura zastąpiła mi kilku centymetrów
dużym biustem. Nie byliśmy do siebie wcale, ale wcale podobni. Tay miał
dłuższe, brązowe włosy ułożone tak, że wyglądał jakby wstał dopiero z łóżka.
Brązowe oczy, koloru gorzkiej czekolady, łupały na mnie szaleńczym spojrzeniem,
kiedy nie wywiązywałam się ze swoich obowiązków. Jednak braterska opiekuńczość,
którą mi dawał, dodawała mi sił.
- Greene, do roboty! –
usłyszałam głos Boba Rocka.
Nie, nie krzyczał na
Taylora, lecz na mnie. Nosiłam to samo nazwisko, co mój kochany kuzyn. Taylor był
Taylorem, ja natomiast mała albo Greene, tak romantycznie.
- Zgadnij, co robiła? –
spytał retorycznie Taylor, wykrzywiając usta w łobuzerski uśmiech.
Tak bardzo, chciałam
uderzyć go gitarą, która akurat stała obok.
- No nie, Greene, tobie
te książki mózg wypalą. Księżulek sam z siebie nie przyjedzie, jeśli go nie
zachęcisz odpowiednio. – Poruszył znacząco brwiami.
Zmroziłam go
spojrzeniem, odpyskowując: - Tak się składa, że dowiedziałam się jak zabić i
nie zostawić żadnych śladów.
Faceci spojrzeli na
siebie wymownie, całkowicie zmieniając temat.
Kończyliśmy właśnie
pracę nad płytą nowego zespołu. Nad którą to ja trzymałam główną pieczę. To
moje pierwsze tak poważne zadanie, nad którym zarwałam niejedną noc, wypijając
hektolitry kawy czarnej jak smoła i ścierając ryzy nerwów. Skończyłam szkołę
muzyczną dwa lata temu, od razu wiedząc, czym chciałabym zająć się w przyszłości.
Kiedy przyjechałam do Los Angeles, krótko po skończeniu osiemnastu lat,
szukałam celu w życiu. Taylor wprowadził mnie w ten świat, którego pokochałam i
chciałam oddać cząstkę siebie.
Uśmiechnęłam się do
siebie, spoglądając na gablotę obok, gdzie widniały przedmioty będące dowodami
osiągnięć Boba Rocka. W szybie dostrzegłam swoje słabe odbicie. Proste, długie
blond włosy związane w kucyk, a długa grzywa wpadała mi w oczy. Faceci często
mi wspominali, że nie mam zakrywać swoich pięknych, podobno wielki, zielonych
oczu. Często powtarzali także, że mogłabym zostać modelką, zamiast marnować się
w takiej, nic znaczącej dla kobiety branży. Westchnęłam, gdy zacierałam w
myślach narastające wspomnienie, które chciało się wydostać.
- Dałabym na koniec
refrenu echo – stwierdziłam, gdy przesłuchaliśmy fragment po raz milionowy.
Bob zmierzwił swoje
blond włosy, zmarszczył czoło i zerknął na Taylora.
- No przyznaj to,
stary, że ten pomysł od początku ci się podobał – wtrącił Greene, szczerząc
zęby.
Spojrzałam w górę,
jakby miała na suficie znaleźć odpowiedz na pytanie: dlaczego muszę pracować z
takimi dziwakami?
- Wiem doskonale, że z
bólem przyznacie mi rację. Z bólem, bo jestem kobietą. – Skrzyżowałam ręce na
piersi.
- Doprawdy? Kobietą?
Nie zauważyłem. – Taylor musiał się ze mną drażnić, inaczej nie byłby sobą.
Stary facet, a taki dzieciuch.
Faktycznie, wyjściowo i
kobieco nie wyglądałam. Czy do pracy trzeba ubierać się w seksowne sukienki i
obcasy? No chyba, że jest się modelką… Ja nie widziałam niczego złego w wytartej
koszuli w kratę i dziurawych dżinsach.
- Na szczęścia, Greene,
potrafi oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych. – Komplement od Rock’a był na
wagę złota, szczególnie, jeśli chodziło o pracę. – Od nowego tygodnia, do
naszego studia wprowadzi się nowy zespół. Będę ich producentem muzycznym, a ty…
- Wskazał na mnie palcem. – Będziesz mi pomagać. To nie jest nowy zespół
Greene, tak więc będzie trzeba mu poświęcić więcej uwagi niż dotychczas.
Będziesz na każde moje skinienie. Jak zapragnę spędzić noc nad danym
fragmentem, zrobisz to bez marudzenia, zrozumiano?
Zamrugałam oczami,
sprawdzając czy aby to nie jest sen. Zerknęłam na Taylora, wcale się nie śmiał.
To musiała być prawda. Szczebel wyżej do wielkiej kariery, bosko!
- Jaki zespół? –
spytałam.
- Dowiesz się w
poniedziałek, a teraz spływaj w cholerę.
Popadłam w jakąś
desperację.
- Metallica? 30 seconds
to mars? Evanescence? – jęczałam jak w transie.
- Ha! I tak się tego
nie dowiesz, dobrze o tym wiesz. Idź na miasto, na zakupy, imprezę, zabaw się.
Przybrałam minę
obrażonego dziecka, wychodząc. Wcale to nie było łatwe, podekscytowanie
znacznie mi to uniemożliwiało. Wyrzucili mnie, dobrze.
Whatever.
Do swojego mieszkania
miałam kilka zakrętów i milion schodów. Nie wiem, nie liczyłam ich, ale było
ich sporo. I żadnej windy. Od studia nagrań potrzebowałam przejść około
pięćdziesiąt metrów w górę, tak, praca po sąsiedzku. Powierzchnia znacząco
odbiegała od apartamentu, ale wystarczało to zdecydowanie jednej osobie. Mały
prowizoryczny korytarzyk, po metrze wprowadzał do dużego pomieszczenia
tworzącego; salon, kuchnie i jadalnię. Aranżacja wnętrza nie była godna
najlepszego dekoratora wnętrz, jednak myśl, że te cztery kąty należały do mnie napełniała
mnie dumą. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej – tutaj czułam się przytulnie.
Chwilę później już
stałam w drzwiach wyjściowych, ubrana w świeże, bardziej kobiece ciuchy –
według teorii mojego kuzyna, i cienką kurtkę, bo jak na styczeń było chłodno.
Wysłałam szybko smsa do mojej przyjaciółki, miałam godzinę do spotkania i nie
bardzo wiedziałam, co z taką ilością zrobić. Tam skąd pochodzę, zielone parki
można spotkać na każdym kroku. Tak bardzo lubiłam spacerować, wśród zieleni. Co
też mną pokierowało, że wybrałam miejsce najbardziej przekształcone przez
człowieka? Nie narzekam, nie było tutaj wcale źle – wszędzie blisko. Sklepy,
biblioteki, kawiarnie i kluby, wszystko praktycznie zza rogiem. Człowiek nigdy
się tutaj nie zanudzi.
Do kawiarni Starbucks
weszłam dziesięć minut przed umówionym spotkaniem, i nie zdziwiłam się, że nie
zastałam tam jeszcze Alice. Mimo tego zajęłam już nam miejsce w widocznym
miejscu, składając dla siebie zamówienie; mrożoną kawę i sałatkę owocową. Zanim
dostałam zamówienie, przede mną stanęła brunetka mojego wzrostu o oczach koloru
nieba. Żona mojego kuzyna. Przywitała mnie uśmiechem od ucha do ucha.
- Cześć – wyszczerzyłam
w jej stronę zęby.
- Co tam? – spytała,
bacznie mi się przyglądając. – Zaskoczył mnie twój sms. Myślałam, że czasu,
przed następne dni, nie będziesz dla mnie miała, bo doszlifujecie płytę. A tu…
- Kazali mi spadać.
Obydwaj. – Wzruszyłam ramionami.
- Dziwne, myślałam, że
lubią cię wykorzystywać.
- No właśnie to będą
robili od poniedziałku. Jakiś zespół, znany,
będzie korzystał z naszych usług, od poniedziałku. I w sumie, to mam dwa dni
wolnego.
- No tak, Tay coś mi
napomknął na ten temat.
- Wiesz, co to za
zespół? – spytałam z nadzieją w głosie.
Wzruszyła ramionami. No
to będę miała niespodziankę.
- A jak tam wasze
sprawy, no wiesz…
Temat macierzyństwa był
dla niej nielekki. Pięć lat po ślub, a nie mieli jeszcze dziecka. Alice nie
mogła się doczekać, aż na teście ciążowym zobaczy dwie kreski. Dotychczas
spotkała się z rozczarowaniem, a zegar biologiczny tyka.
- Bezmian. Dopóki
Taylor nie zmieni zdania na temat in
vitro. Nie chcę być częścią bezdzietnego małżeństwa z tuzinem kotów.
Alice zrobiła nawet
badania na płodność, gdy Taylor nie chciał o tym słyszeć. Czemu faceci w takich
chwilach unoszą się dumą?
Hej! Dziękuje za komenatarz :) Kobieto jak ty wyszłas z wprawy, to ja jestem dobra z matematyki ( Jam z matmy noga ;-;xd).Rozdział genialny, świetnie to wszystko opisujesz. Mam prośbe, informuj mnie o kolejnych. Chce być na bierząco :)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo :* Oj wyszłam, wyszłam :D Wyobrażasz sobie, że mam umysł ścisły? A piszę sobie :)
UsuńDobra powiem prosto z mostu. Umiesz pisać!:* I to bardzo dobrze pisać :** Przyjemnie mi się czytało i na pewno będę stałym czytelnikiem :) Hah, u ciebie Taylor w wersji man, a u mnie w wersji woman ahaha :D Ja niestety nie jestem wielką fanką czytania książek, dlatego też nie wiem jakim cudem pisze. Bo w życiu przeczytałam raptem pięć książek, z czego doczytałam tylko jedną yhyhy :D Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Dużo weny Ci życzę i czekam na następny post :** Buziaki :D kc miś!
OdpowiedzUsuńhttp://rebelyellbvb.blogspot.com/
A myślałam o Taylor Momsen, ale stwierdziłam, że lepiej żeby ona śpiewała dalej :P.
UsuńJa kocham czytać książki, mam na tym punkcie obsesję jak z muzyką i kolekcjonuję książki jak CD. Ale ostatnio mam brak czasu, i jednak książka leży rozpoczęta :(.
Dziękuję bardzo za miłe słowa :*
http://demoniczna-melancholia.blogspot.com/ zapraszam na 1:3
OdpowiedzUsuńO fuck...TO JEST ZAJEBISTE!!!!
OdpowiedzUsuńMasz mnie tu pisać więcej i więcej bo nie wyczymie xD
Czekam na next :3
dobry adwokat rzeszow sprawy karne
OdpowiedzUsuń