Dziękuję za komentarze :*. Tadam, rozdział 12, czyli już po weekendzie wstawię 13 yes, yes.
Jestem ciekawa waszych reakcji na ten rozdział.
Ashley
Odchodziłem od zmysłów.
Będąc niewolnikiem samego siebie. Moje serce zrobiło fikołka, gdy żołądek
uniósł się wprost do przełyku. Czy facet może zemdleć ze strachu? CC szturchał
mnie w ramię bezskutecznie, tak bardzo zatonąłem we własnym świecie; we
wspomnieniach, które mną ogarnęły ze dwojaką siłą.
- Stary, przerażasz
mnie. Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha.
- A jeśli ci powiem, że
tak jest. Uwierzyłbyś?
Obróciłem się w jego
stronę tak, aby zakryć twarz. Nazwać można to jak chcecie, nawet ukrywaniem
się, mam to w dupie.
- Tam jest Jessica –
szepnąłem unikając jego wzroku.
- No i co z tego?
Minęło, już tyle lat, Ash. No chyba ty jej jeszcze… - CC nie dokończył zdania.
- Nie! – zaprzeczyłem
gwałtownie.
- To czemu się chowasz?
Powinieneś mieć ją w dupie, znaleźć jakąś fajną laskę i pokazać całemu światu
swoją zajebistość.
- Ależ ja jestem
zajebisty – powiedziałem odruchowo.
- Nie słyszę cię.
- Jestem najlepszym
facetem na świecie! - warknąłem ostro,
uderzając mocno w stół.
- To co, kamikaze i na
podryw? – spytałem szczerząc zęby.
CC zamrugał oczami w szoku: - A Lisa?
- Nie ma jej tutaj. To czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
- Ok – szepnął niepewnie.
– Jak sobie chcesz.
Z Lisą łączył mnie
niewinny flirt. Tyle. Ne byliśmy parą i to w najbliższym czasie, nie miało się
zmienić. Potrzebowałem rozrywki i rozluźnienia, a do tego potrzebna była
kobieta. Taka prawda. Wspomnienia związane z Jess ciążyły niemiłosiernie,
musiałem je z siebie ściągnąć. Konfrontacja? To mogło być to. Odetchnąłem z
ulgą. Szybko wokół nas pojawiły się dwie śliczne brunetki w kusych sukienkach.
Chętne i seksowne, czego można chcieć więcej? Po kilku kolejnych drinkach
wszelka namiastka niepewności została rozmazana. Amanda, a może Ann, nie wiem,
nie zakodowałem jej imienia, wiła się na moich kolanach niczym wąż,
naprzemiennie ssąc i gryząc szyję. Mało podniecające, jednak fakt ukazującej
chęci na niezobowiązujący seks, sprawiała, że to znosiłem. Jinxx, który
wcześniej zniknął gdzieś tłumie na dłuższy czas, nagle wrócił oznajmiając nam,
że wychodzi. Gdy CC posłał mu lubieżny sygnał ten zaprzeczył, wzruszając
ramionami. Biedny, czekała go samotna noc.
- O Ashley! Tyle czasu!
– Usłyszałem doskonale znany mi głos.
- Cześć, Jess.
Pogadałbym, ale jestem strasznie
zajęty. – Ścisnąłem mocno tyłek mojej nowej koleżanki A… Ta zapiszczała
podekscytowana w odpowiedzi jak idiotka, przygryzając płatek mojego ucha.
- Ale chciałam pogadać.
O nas. Tak dawno się widzieliśmy, że
moglibyśmy…
- Jessica, skończ. Mam
już fajne towarzystwo i ciebie już mi nie potrzeba do szczęścia. – Pochyliłem
się w jej stronę. – Spóźniłaś się, suko, o dobre trzy lata. – Zwróciłem się w
stronę panny A. – Skarbie, jedziemy do mnie.
Dojazd do mojego
mieszkania zajął nam dobre kilka minut. Zostawienie w klubie oniemiałej byłej,
sprawiło, że zrodziło się we mnie takie uczucie rozpierające od środka. Nie
myślałem, że stanięcie twarzą w twarz ze zmorą z przyszłości przyniesie takie
ukojenie. Przez ten czas moja towarzyszka nie odrywała się ode mnie nawet o
milimetr.
Do zdradzieckiej szmaty
nigdy bym nie wrócił. Co sława i pieniądze potrafiły zrobić z człowiekiem. Inaczej Jess nawet by mnie nie zauważyła…
- Kocie! – wymruczała mi
brunetka do ucha.
Kiedy zdałem sobie sprawę gdzie jestem i
co chcę zrobić, przed oczami stanęła mi roześmiana twarz Lisy. A w
rzeczywistości miałem przed sobą chętną brunetkę, której nie znałem. I co
teraz? Wciekłość zniknęła, oddając wolne miejsce pożądaniu.
Poszarpałem swoje skrzydła, a teraz nie
mogę latać. Wpadłem w sidła. Nie umiem sobie z nimi poradzić. A może nie chcę?!
To będzie ostatni raz, ostatni raz... o tak. Obiecuję.
Nowa
era. Nowy czas. Nowy ja.
Od jutra zacznę kreować nowego siebie.
Całowałem ją żarliwie. Ręce błądziły
desperacko pod jej kusym ubraniem. Chciałem już się wyrwać z tego więzienia
zwanego pożądaniem. Gdy zsunąłem z jej opalonego ciała sukienkę, panna A leżała
pode mną ubrana jedynie w skąpe czerwone stringi. I wtedy mnie to trafiło. Poczucie winny, które
wypalało piętno na mojej dość poharatanej duszy. Czułem się zdrajcą, który…
który kogoś zdradził.
- Ej, kocie, czemu przestałeś?
- Nie nazywaj mnie kotem! – syknąłem, zsuwając się z niej. – Wyjdź stąd. Teraz!
- Teraz? Gdy jestem tak podniecona?
- Wypad! – warknąłem, wskazując na
drzwi.
- Ale… ja nie mam na taksówkę.
- Nie obchodzi mnie to. Spadaj z mojego
domu!
- Sukinsyn! – warknęłam, na pożegnanie.
Mimo że nie lubiłem samotności, takowa w
tym momencie była jak na wagę złota. Czy się z tego cieszyłem? Sam nie
potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. Chyba ziarna dumy, gdzieś się skrywały
we mnie; za płucem, żołądkiem, sercem…
*
Nazajutrz czułem się jak idiota. Kretyn
do kwadratu i debil. Naprawdę byłem dziwny, żeby nie powiedzieć; pojebany.
Smutny, przeżuty i wypluty, niestrawiony, zmarnowany i przygnębiony.
- A tobie, co? – szepnął do mnie Jinxx,
szturchając łokciem. – Kiepska była? Bo CC w porównaniu do ciebie, lata w
skowronkach.
- A twoja? Weź się zamknij!
- Unikasz Lisy. Sumienie się w tobie
obudziło? – stwierdził.
- Zamknij się! No chyba, że chcesz
drugiego siniaka pod okiem.
Wcale, ale to wcale jej nie unikałem. Po
prostu, ja… Ja, co? Nie mogłem jej spojrzeć w oczy, nie wiedząc czemu. Lisa
była w punkcie A, ja w B i odwrotnie niczym magnesy o tych samych biegunach,
które się odpychają. Zachowywałem się wręcz będąc jak na dźwigni.
- Ash.
Usłyszałem. Przełknąłem głośno ślinę,
spuszczając wzrok na guziki w panelu nagraniowym.
- Mówię do ciebie, słyszysz mnie?
- Yhym – mruknąłem w odpowiedzi.
- To co powiedziałam? – Z pewnością Lisa
skrzyżowała teraz ręce na piersi.
Ciarki pokryły chyba całe moje ciało,
gdy poczułem jak staje tuż obok mnie. Dobra, miałem wyrzuty sumienia. Lisa
cholernie mi się podobała i to jej chciałem poświęcić czas. Ale to co teraz
czułem, to było kurewsko dziwne.
- Spójrz na mnie – poprosiła.
Nie zrobiłem tego, co chciała.
- Słyszysz?! Co się stało, Ashley?
- Nic, zostaw mnie.
- Przecież widzę, co się dzieję. Jesteś
jakiś zamyślony, cały nieswój i taki jakiś, no nie wiem… smutny?
Co miałem jej powiedzieć?
- Mam zły dzień, daj mi dzisiaj spokój –
poprosiłem miękko.
Lisa objęła mój policzek dłonią,
napierając na niego tak, abym musiał zwrócić głowę w jej stronę.
- Masz bardzo rozżalone oczy. Chcesz
pogadać o tym?
- I tak tego nie zrozumiesz… - Sam, tego
nie rozumiem.
- Chodź, opowiesz mi wszystko. Możesz mi
zaufać. – I pociągnęła mnie za rękę do wyjścia. Nie miałem jej nic do
powiedzenia, więc, po co to wszystko?
Lisa
Jego brązowe oczy przesycał smutek,
taki, od którego ściskało serce. Coś go gryzło, dało się to wyczytać z jego
twarzy. Potrzebowałam wiedzieć, o co chodziło. Pokłócił się z chłopakami? Nie,
to niemożliwe, przecież rozmawiają ze sobą normalnie. Objęłam jego twarz, tak
ciepłą i miłą w dotyku, aby przekazać mu mentalną część swojej odwagi. Mogę
wysłuchać wszystkiego. Ash odsunął
się ode mnie delikatnie, tak, że ręce zsunęły się na jego kark. Facet przysunął
się znacznie bliżej, stykając swoje czoło z moim. Słodki oddech owionął twarz,
a ja straciłam panowanie nad swoim ciałem. Mogłam go pocałować, w tej właśnie chwili.
- Popełniłem drobny błąd, ale zdążyłem
się wycofać w czas. Nie zrobiłem czegoś, przez co nie mógłbym tak swobodnie
stać blisko ciebie. Choć tak bardzo chciałem to zrobić. Nawet nie wiesz jak bardzo. – Przymknął na chwilę powieki,
pobierając wielki haust powietrza.
- Co cię powstrzymało?
Westchnął: - To, że nie mógłbym cię pocałować,
chociaż raz. Sumienie by na to nie pozwoliło.
Chyba się domyślałam, co miał na myśli.
Ash zmarszczył czoło, przyglądając mi się bacznie. Przybliżał twarz do mojej
tak powoli, że oczekiwanie na to, co zaraz miało się stać, było nie do
wytrzymania. Jego usta znalazły się tuż przy moich, że mogłam… Ale potem się
ode mnie odsunął. Jedynie palcami czule pogładził moją dolną wargę. Ciepło na
niej pozostało znacznie dłużej, po tym jak odszedł.
Jak miałam opisać, to co teraz czułam? Z
mózgu została jedynie sieczka. Próbowałam odtworzyć wszystko, co się wydarzyło
w przeciągu ostatnich minut. Nadaremnie.
Ashley się nie pojawił. Przynajmniej do
obiadu. Koło godziny trzynastej, kiedy zrobiliśmy sobie przerwę na obiad.
Postanowiłam zrobić im coś dobrego do jedzenia. CC z Jinxx’em zrobili szybkie
zakupy, Andy zapierał się rękoma i nogami, że nigdzie nie idzie. Podobno ma
jakiś uraz z zakupami, nie wiem, o co chodzi. Jake postanowił mi pomóc.
- Umiesz gotować? – spytałam, go unosząc
brew.
- Daję radę, moja dziewczyna ma fioła na
punkcie zdrowego odżywiania, którym mnie zaraziła. Co chcesz nam przyszykować?
- A co powiesz na cannelloni z mięsem
mielonym w sosie pomidorowym, zapiekane w beszamelu i serem mozzarella?
- Brzmi przepysznie. Ale beszamel
niskokaloryczny to nie jest. – Wyszczerzył zęby.
- No tak, ale już nie przesadzajmy.
Białko jest budulcem wielu funkcji w organizmie, więc nie marudź. Zresztą,
potrzebujecie dużo energii. Dziwię się, że na CC spodnie mają jeszcze, na czym
wisieć. – Wytknęłam mu język.
- Nie mów tego głośno, bo się obrazi –
szepnął. - Co mam robić?
- W tamtej szafce znajdziesz woka z
powierzchnią ceramiczną, weź go na ogień, a ja przyszykuję przyprawy. – W
moździerzu roztarłam ziarenka pieprzu z suszoną papryczką chili. – Wrzuć teraz
mięso i doprawimy. – Wrzuciłam do niego wcześniej wymieszaną mieszankę,
dorzuciłam trochę soli i czosnku.
I patrzyłam jak Jake podsmaża mięso,
mieszając drewnianą łopatką.
- Co lubicie gotować? – spytałam.
- Szczerze, to rzadko mamy czas, aby to
robić. Ona często wyjeżdża na sesje zdjęciowe, jest modelką, a ja na koncerty.
Zastanowiłam się chwilę nad pytaniem,
zanim je zadałam.
- Nie jest wam ciężko przez tą rozłąkę?
- Jesteśmy ze sobą już sporo czasu,
przyzwyczajeni to takiego obrotu sprawy. Po prostu pracujemy w takiej, a nie
innej branży, która wymaga poświęcenia ponad wszystko.
- Dobra, czas wrzucić przecier
pomidorowy. Będziesz musiał, co jakiś czas to mieszać, póki płyn odpowiednio
nie odparuje. A ja w tym czasie przygotuję drugi sos.
- Wiesz, wyglądasz jak szatan przy tych
wszystkich garnkach. Co się stało w ogóle Purdy’emu?
Robiąc zasmażkę, spojrzałam chwilę na
niego wzrokiem zdezorientowanym.
- A skąd ja mogę wiedzieć? To twój
przyjaciel. Próbowałam z nim porozmawiać, ale niczego konkretnego mi nie
wyjawił, tylko kazał go zostawić w spokoju. – Wzruszyłam ramionami. – Ma pewnie
zły dzień, tyle.
- Był cały nieswój rano – zamyślił się
na moment. – Dziwny, jak nie on.
- Andy! Rusz tutaj swój tyłek! –
wydarłam się niespodziewanie. – Dobra, już sosy są dobre. Tylko wystarczy je
doprawić, jeśli czegoś brakuje. No tak, bazylia. – Puknęłam się w czoło
demonstracyjnie.
- Co się stało? – wparował do kuchni
Biersack, rozglądając się nerwowo na boki. – Gdzie się, kurwa, pali?!
- Tutaj. – Wskazałam na czerwony sos. –
Nie byłeś na zakupach, nie pomagałeś gotować. No to musisz napełnić ten
makaron, tym mięsno-pomidorowym sosem. – Podsunęłam mu pod nos pudełko
wypełnione makaronowymi rurkami.
- Ale… - zaczął.
- Jeśli nic nie robisz, to nie jesz.
Proste! Chodź, Jake, idziemy odpocząć. Jak skończysz, to daj znać, Andy.
- Jak niby mam to zrobić, mądralo?!
- Pewnie, łyżeczką. Nie rozbrajaj mnie,
jesteś przecież mężczyzną i doskonale wiesz jak się wkłada.
Z Jake’m wybuchliśmy śmiechem,
zostawiając w kuchni Andy’ego.
Hejka <3
OdpowiedzUsuńJak zwykle mi się podobało. Sorka ale jestem wkurwiona i nie wiem co pisać a nie chcę palnąć jakieś głupoty.
Pozdrawiam.
Umieram hahaha ,,Nie rozbrajaj mnie, jesteś przecież mężczyzną i doskonale wiesz jak się wkłada'' XD
OdpowiedzUsuńKońcówka najlepsza ever *.*
Szkoda mi Ashley'a.Nie wiem czemu, bo w ostatnim rozdziale sprawiłaś, że go podświadomie nienawidziłam.Ash miał dziewczynę? Whoa! Jess jej na imie czy jak tam.
Przepraszam ale bardzo źle sie czuje i nie mam weny na komentarz.
Czekam na następny.
Weny w uj.Pozdrowionka.Zdrówka.
-Melody
Końcówka mnue rozwaliła XDD
OdpowiedzUsuńJednak sama część o Purd'ym mnie zaskoczyła. Czyżby nasz kobieciarz był w stanie się zmienić dla jednej dziewczyny. No ładnie. ładnie. Cholernie mi się podoba, czekam na następny
http://psychedelic-dance.blogspot.com/ zapraszam na nowy
UsuńDobry Wieczór. Ah, wspominałam już jaką mam słabość do tego opowiadania? Cudeńko moje kochane *.* Jessica powiadasz? Już samo imię wywołuje u mnie negatywne emocje. Purdy brawo! Piękne rozegranie tej całej akcji :3 Chodź muszę przyznać, że trochę mi go psujesz xD Lisa musiała mu naprawdę zawrócić w głowie :D Tak czy owak Like! *.* Nie no, chciałam napisać taki długi wyczerpujący komentarz, ale po przeczytaniu końcówki wszystko odpłynęło w siną dal i jest tylko to zdanie "Nie rozbrajaj mnie, jesteś przecież mężczyzną i doskonale wiesz jak się wkłada". System rozjebany, ponownie <3
OdpowiedzUsuńBuziaki kochanie, weny dużo i czekam z niecierpliwością na next'a ;) I pozwolę sobie ciebie zaprosić na 15 rozdział :)
http://rebelyellbvb.blogspot.com/