I jak tam, podekscytowani koncertem? Jedziecie? :)
Ostatnio pisałam nowe rodziały, i jestem na 8 :D, aż sama jestem w szoku. Korzystaw kiedy mogę z tej weny, która jeszcze się tli. Następny rozdział dodam, za ładne komentarze, rozdział 5 jest bardzo zabawny z punktu widzenia Ash'a :D i ogólnie singlom z BVB odbije szajba.
Ostatnio pisałam nowe rodziały, i jestem na 8 :D, aż sama jestem w szoku. Korzystaw kiedy mogę z tej weny, która jeszcze się tli. Następny rozdział dodam, za ładne komentarze, rozdział 5 jest bardzo zabawny z punktu widzenia Ash'a :D i ogólnie singlom z BVB odbije szajba.
Lisa
Pierwszy
raz widziałam jak człowiek, a raczej jego skóra przerabia wszystkie możliwe
odcienie począwszy od czerwonego, a skończywszy na fiolecie. Andy mógłby robić
za kucyka w bajce dla dzieci. A to wszystko przez to, że nie zgodziłam się na
jeden podpunkt z jego cholernej listy! Dziewięć innych zachcianek mogłam
spełnić, ale nie to! Na niebiosa, do diabła!
-
Ale czemu nie? – spytał Jake, wachlując kolegę.
-
Bo nie – burknęłam. – Nie ma takiej opcji. Wszystko, ale nie to.
Wymyślili
sobie, że… chcą mieć każdy weekend wolny. Mało tego, chcieli przyjeżdżać do
studia na jedenastą. Tyle cennego czasu zaprzepaści. Rockameni od siedmiu
boleści.
-
Ale podaj mi konkretny argument?! – Andy lekko znowu się wściekł, choć nie dał
tego po sobie poznać.
-
Nie, bo nie! Chcecie sobie marnować swój bezcenny czas na balangi? Proszę
bardzo, ale nie w godzinach pracy! Po
nagraniu albumu, hulaj dusza!
-
Sztywniak z ciebie jest – mruknął Jake.
-
Bo jestem perfekcjonistką.
-
Bob możesz mi wyjaśnić, dlaczego… - Biersack spojrzał na Rock’a z nadzieją w
oczach. - … ona dyktuje tutaj warunki, a nie ty?
Facet
spojrzał na niego, jakby spytał go o jakiś skomplikowany wzór chemiczny. Bob
wzruszył rękoma, wracając do papierów.
-
Wszelkie zażalenia możesz składać swojego menadżerowi, albo prawnikowi - powiedziałam
dumnie, bijąc się w pierś. Zabrzmiałam to tak inteligentnie, że nie mogłam
wyjść z podziwu.
-
Świetnie, trafiła nam się nudziara i pantoflarz – mruknął tak cicho Andy, że
tylko ja i Jake mogliśmy to usłyszeć.
-
Ej, koleś mogę się stać niemiła – ostrzegłam. – Ale też słodka jak miód, i dać
wam wolne w zamian za owocną współpracę. Coś w zamian, a będzie wam dane wasze
najskrytsze pragnienie.
To
akurat powinno być dla nich logiczne i motywujące. Będzie zadowalającą partia
materiału, będzie dzień wolnego, nie będzie niczego twórczego – zarwana nocka.
Ja sobie ich wyszkolę po swojemu.
-
Zupełnie jak święty mikołaj – westchnął ironicznie Pitts, wykrzywiając usta w
ironicznym uśmiechu.
-
Dokładnie, usiądziecie mi na kolanach i opowiecie; jacy to byliście dzisiaj
grzeczni. – Podjęłam jego wizję, a co mi tam.
Czułam,
że będzie gorzej, a raczej ciekawiej, kiedy spotkam resztę zespołu.
*
-
Chcę to usłyszeć jeszcze raz – nalegał Rob, dławiąc się ze śmiechu.
-
Umówiliśmy się w The Vault na dwudziestą trzecią. My z Jake byliśmy jako
pierwsi, co było trochę dziwne, bo przecież nie znamy ich od wczoraj, nie?
Wypiliśmy jedną kolejkę, drugą. A tu nagle wpada do nas zziajany CC i jęczy coś
o „penisach”, „rzygam”. Ash wraz z Jinxx’em przybyli zaraz po nim paplając coś
o The Virgo Cluster i zboczeńcach. Wypili po kolejce, drugiej.
-
I wtedy Jinxx wyjęczał, że faceci za laski się przebierają i z biednych facetów
robią jaja. - Jake szczerzył zęby tak jakby reklamował nową pastę do zębów.
Zresztą Andy nie był lepszy.
Historia
zabawna, ale po co ją w kółko wałkować?
-
W pierwszej chwili myśleliśmy, że po prostu pomylili klub. No wiesz, trzeźwi nie
byli już na pewno. Mogło się zdarzyć, nie? – Andy powinien opowiadać bajki na
dobranoc. Głosem potrafił zdziałać cuda, to trzeba było mu przyznać. – Oni
zobaczyli napis „go-go”, więc od razu tam wparowali. Kit z tym, co było dalej
napisane. Po co czytać wszystko, nie?
Andy
Biersack opowiadałby straszne opowieści. Albo powieść erotyczną pisaną z punktu
widzenia kobiety, wyobraźcie sobie: „Ręką sunęłam po jego umięśnionym torsie.
Czułam wulkan rozkoszy, który zbliżał się do erupcji.” Wybuchłam gwałtownym,
niepohamowanym śmiechem. Wszystkie pary męskich oczu skierowały się na mnie.
-
No, co?! – wyjąkałam, kiedy udało mi się odpocząć od śmiechu. Powstrzymywałam
się bardzo.
-
O czym pomyślałaś? – spytał Taylor, oczekując pilnej odpowiedzi.
Co
miałam mu/im odpowiedzieć? Wymyśliłam na poczekaniu:
-
Skojarzyło mi się to z filmem Kac Vegas. No wiecie jak bohater dowiedział się o
tym, że facet z doczepianymi cyckami go przeleciał.
Myślałam,
że faceci z Black Veil Brides, poślą mi grobowe miny, oskarżając przy tym o
zniesławienie kolegów. Nic takiego nie nastąpiło, wręcz przeciwnie. Jake i Andy
mi zawtórowali, rechocząc jak żaby. Może jeszcze była dla nich jakaś nadzieja.
I kiedy już sytuacja biednych singli z BVB została już unormowana psychicznie,
nadszedł czas na zemstę.
-
Chyba ich nie skrzywdzisz – jęknął błagalnie Andy, gdy Nicholson oznajmił słowo
zaczynające się na literę „z”.
-
Oczywiście, że nie. No trochę… Tylko odrobinę ich pokiereszuję.
Nawet
ja, nieznająca tych zboczeńców, wybałuszyłam na niego oczy. Co jak co, ale
nieuzasadnionej przemocy nie popierałam.
-
Nie możesz! – pisnął wokalista, nerwowo trzęsąc nogami. Czy on ma jakiś tiki?
-
Och, maleństwo. – Jego menadżer posłał mu zawadiacki uśmiech.
Ja
pierdolę! Dostałam się do centrum spotkania dla gejów. Oczywiście, nic do nich
nie mam.
-
No dzięki ci wielkie, że robisz ze mnie miękkiego żelka.
-
Dobra, nieważne – syknął Rob. – Trochę ich postraszę, żeby zobaczyć jak trzęsą
im się tyłki ze strachu przede mną. No i, kurwa, skruchę!
*
Zachciało
mi się naleśników z twarogiem. Znałam bardzo dobry bar mleczny na drugim końcu
Los Angeles. Benzyna nie miała tutaj znaczenia, w walce ze smakiem. Andy dosyć
mnie zmęczył, aż potrzebowałam uzupełnić zapasy energii. Rob doskonale wymyślił
tą całą sytuację; udawaną wściekłość dla uzyskania od chłopaków skruchy. Należy
im się. Praca i imprezy, te dwie rzeczy trzeba umieć połączyć. Dochodziła czternasta,
a ja już byłam po obiedzie. Bardzo dobrym i sytym. Pomasowałam się po
zadowolonym brzuchu, wzdychając głośno. Mam nadzieję, że doczłapię się do auta.
Nie
chciałam się zgodzić na jedenastą godzinę, bo szkoda było cennego czasu.
Przecież przez trzy godziny można tyle zrobić, a przecież szkoda marnować
długie wieczory, prawda? Bob dał mi wolną rękę do ustaleń warunków z zespołem,
co też zrobiłam, z pewnością zgodziłby się ze mną.
Czasami
ciężko mi było oddychać. Niekoniecznie fizycznie jak po przebiegnięciu kilku
metrów biegiem. Po prostu mózg, niekiedy podsyłał takie myśli, od których
uśmiech uciekał do środka organizmu. Ciążyły one niemiłosiernie, będąc jak kula
przyczepiona do nogi. Cień przeszłości nigdy mnie nie opuści, nawet w snach
przychodzi bestialsko traktując moją duszę. Potrząsnęłam głową, nie mogłam się
w to zatracić, nie teraz.
Półgodziny
zajął mi powrót do studia. Dzisiaj i tak nic sensownego nie zrobimy. Weszłam do
pierwszego pomieszczenia, nikogo nie było, mimo to słyszałam czyjeś głosy. Przerzuciłam
oczami z dezaprobatą, współpraca z tym zespołem będzie cholernie męcząca.
Poprawiłam bluzkę i weszłam do środka. Dostrzegłam kilka twarzy nowych, których
nie znałam. Wejście miałam wręcz fenomenalne, ja jak to ja, zmajstrowałam sobie
uwagę tak: przypadkiem, potknęłam się o futerał od gitary, który z hukiem spadł
na podłogę.
-
Cholera – jęknęłam wściekle, mrucząc pod nosem przekleństwa pod adresem
właściciela sprzętu.
-
Moje maleństwo! – jęknął Jinxx, gitarzysta zespołu. I w ekstremalnie szybkim
tempie znalazł się obok mnie, a raczej gitary. Wyciągnął ją natychmiastowo z
futerału, czule głaszcząc. – Jesteś cała, na szczęście! – Posłał mi mordercze
spojrzenie.
-
Czemu ją tutaj postawiłeś!? To twoja wina!
- powiedziałam z pretensją w głosie.
-
To trzeba patrzeć pod nogi!
-
Ej! Spokój, ludzie! – Między nami pojawił się Ashley Purdy.
Ashley
Myślałem,
że nic mnie dzisiaj już miłego nie spotka. Najpierw męczący kac, który
wywiercał dziurę w głowie i żołądku. Później Rob, który pastwił się nad nami jak
nad ofiarą seryjnego mordercy. A teraz wściekły Jinxx i nieznajoma. Dobrze, że
tabletka zaczęła działać, bo przysięgam, że rozszarpałbym ich obydwaj począwszy
o Fergusona. Kretyn, zawsze rzuca wszystko tak, że zabić się można! Dziewczynie
mógłbym od biedy wybaczyć. Była ładna i to cholernie. W ułamku sekundy poczułem
pozytywne uczucia, które podwyższały temperaturę ciała. Co się w sumie działo?
Poczułem natychmiastową chęć skoczenia ze spadochronem, jakbym dostał ampułkę
adrenaliny, i mógł osiągnąć wszystko, co wcześniej zamarzyłem. Lubię blondynki
– pomyślałem, jednocześnie potrząsając głową, gdy zrodziła się taka myśl. I
wtedy zrobiłem coś, o co bym siebie nie posądzał. Jak gdyby nic, powiedziałem:
- Witam mademoiselle, jestem Ashley Purdy – powiedziałem szarmancko, ujmując jej dłoń i całując. - A twoje imię, my lady?
Nieznajoma była mocno zaskoczona, aż mogła zbierać szczękę z podłogi. A ja upajałem się dumą, która napełniła moje komórki. Wyszczerzyłem zęby w diabelskim uśmiechu. Jej zielone oczy zapłonęły, aż uśmiech mi zszedł, zrobiłem krok do tyłu.
-
Lisa. I nie będę tolerowała spóźnialskich!
Ok,
dobra, jej zachowanie nieco mnie zaskoczyło. Byłem przyzwyczajony do reakcji
odwrotnych, pisków i rzucania się na szyję, a nie chłodu. Aż podkuliłem ogon,
trochę się wycofując – w duchu, na powierzchni przybrałem obojętną maskę, która
nie zważała na jej reakcję, krzycząc, że ona i tak będzie moja. Poczułem się
jak dziecko.
-
Dobra, sorry laska, to ja nieumyślne postawiłem tutaj swój sprzęt. Wybacz, ale
jestem mistrzem bałaganu i rzucania wszystkiego byle gdzie, więc wiesz? – Jinxx
ratował swoją sytuację. Co za zdrajca, pomyślałem.
Lisa
pokiwała głową, mijając nas. Zerknąłem na kumpla szaleńczym i pytającym
wzrokiem. Ten tylko w odpowiedzi wyszczerzył bezczelnie zęby. Chwyciłem go
mocno za ramię, pytając:
-
Co ty wyprawiasz?! – syknąłem na niego. Jego mina wbijała we mnie taką
nienawiść, od której pąsowiały mi policzki.
- Jak to co!? Topię lody, Purdy.
Zaraz,
to on leciał na nią?!
Lubie tego bloga a po tekście topie lody zbierałam się ze śmiechu z podłogi ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Rzadko czytam opowiadania hetero, ale to zapowiada się naprawdę ciekawie.
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i pozdrawiam :*