Dziękuję za komentarze :*! Wiedziałam, że poprzedni rozdział przypadnie wam do gustu :)
Jak wam się podoba mój kursor? Ile się go naszukałam w tych interenetach, ale jest xD
Jak wam się podoba mój kursor? Ile się go naszukałam w tych interenetach, ale jest xD
Ashley
Ja pierdolę! Myślałem, że się nie
wyrwiemy z tego piekła. Nie mam niczego do zarzucenia naszym fanom, ale to było
przegięcie. Kilka młodych dziewczyn zaatakowały nas i nie chciały puścić, mimo
że zrobiły sobie z nami milion zdjęć, a autografy pokryły ich bluzki i odkryte
ciała po brzegi. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy robią zakupy, bo taka kolej
rzeczy. Trzeba było zamówić produkty przez internet… Zabiję Jake, za tą długą
listę! Drogę do studia przebrnęliśmy w ciszy. Na miejscu, CC wyskoczył z auta
jak poparzony, oglądając go ze wszystkim stron, szukając najmniejszego defektu.
- Chcesz rentgena, albo chociażby
lupę? – zadrwił Andy, pokładając się ze śmiechu. CC spojrzał na niego z szałem
w oczach, szczerze, to nigdy nie widziałem u niego takiego spojrzenia. Biersack’owi
aż zrzedła mina.
- Zaraz ci wepchnę bakłażana w
dupę, to ci się odechce takich żartów! – odszczekał się perkusista,
przyglądając się masce. – No, jest nieskazitelny!
Wraz z Biersack’iem ruszyliśmy w
stronę budynku. W pół kroku, usłyszeliśmy wściekły głos za sobą. O, CC jeszcze
nie ochłonął po scysji.
- A zakupy, kurwa, się same
wyciągną?!
Spojrzeliśmy na siebie z Andy’m,
wymownie. Westchnąłem, odwracając się ponownie do samochodu.
*
- Kurwa! – syknął zziajany Andy
rzucając swój kościsty tyłek na kanapę.
- Tak… dużo zakupów… schodów –
wystękał CC, siadając obok niego.
- A ja czuję się jak młody bóg –
powiedziałem dumnie. – Nie palę papierosów, od razu lepsza kondycja, gnojki! –
Poruszyłem sugestywnie brwiami. – Co wasze panny na to? Ahaaa, zapomniałem, że
nie masz dziewczyny CC.
Perkusista spojrzał na mnie
pobłażliwie. – W sumie to ty też nie.
- Racja, ale to żadna filozofia,
miśku.
I wtem do pomieszczenia wparowali
chłopaki.
- Jedzenie! – syknął Jinxx
dobierając się do najbliższej reklamówki.
Jake sprawdzał, czy abyśmy kupili
wszystko.
Kiedy wczoraj Lisa wyszła,
zostaliśmy sami, zasypiając gdzie popadnie. Jake ze mną usnął na kanapie, Andy
na fotelu, CC na drugim, a Jinxx leżał w dziwnej pozycji na podłodze z nogami
na stoliku. Rano opróżniliśmy lodówkę tak, że nie został nawet wyschnięty liść
sałaty. Ze względu na to, że jesteśmy tutaj gośćmi, wypadałoby jedzenie kupować
za swoje pieniądze, jak i alkohol i napoje. Nie będziemy przecież jakimiś
cholernymi pasożytami! Kiedy spałaszowaliśmy trzy czwarte zakupów naszły nas
wspomnienia.
- Musimy ogarnąć ten syf jak
najszybciej, dochodzi dziesiąta – powiedziałem, rozglądając się dookoła. Chaos
to byłoby mało powiedziane.
- I przyjdzie Lisa! – pisnął
spanikowany Jeremy.
Z Jinxx’em i CC omietliśmy
pomieszczenie wzrokiem i szybko rzuciliśmy się do boju. Zaczęliśmy
pomieszczenie i kuchnie ogarniać jak tornado, co chwilę na siebie wpadając. Gdy
Jake oberwał po raz któryś z plastikowego kubła na śmieci, bo kłóciliśmy się o
niego, nie wytrzymał.
- Pojebało was?! I to wszystko
dla jakieś laski! – Pitts machał opakowaniem od sałaty, który niespodziewanie
wyrwał mu CC.
- Jakiej laski?! – powiedzieliśmy
chórem, z Jinxx’em.
- Chcecie mi powiedzieć, że
sprzątacie rekreacyjnie?!
- Dlaczego nie?
Jake pokiwał głową z dezaprobatą,
mówiąc:
– Patrzcie, Lisa idzie!
- Gdzie?! – ryknęliśmy chórem,
taranując siebie nawzajem w drodze do okna.
- O tym właśnie mówię!
- Ale mnie ona nie interesuje w
ogóle – westchnął urażony Jinxx. – Dla mnie ona wisi i powiewa jak chorągiewka
na wietrze.
- To ja ją zaklepuję – mruknął
Andy, klepiąc biedny fotel, niczym najlepszego przyjaciela po ramieniu.
- Co?! Ty nie możesz! – burknął
oburzony Ferguson. – Ty masz dziewczynę, to się nie liczy!
Od tych jęków zaczęła mnie boleć
głowa. Miałem tego dość, trzeba było to jakoś naukowo rozwiązać. Tylko jak?
Jeżeli czegoś zaraz nie wymyślę, to sobie skoczymy do gardła wzajemnie. I czego
Andy znowu chce? Ma swoją Juliet, niech się jej trzyma!
- Mam pomysł! – wrzasnąłem,
uśmiechając się cwanie.
- Ashley Purdy ma pomysł,
gratuluję. A już myślałem, że twoja makówka totalnie wyschła na wiór.
- Dzięki, Jake. Potrafisz człowieka
utrzymać na duchu – westchnąłem. Potrząsnąłem głową, odgarnąłem włosy z oka i
zacząłem: - Umówię się z nią.
I zaczęli się śmiać. Ze mnie. Wszyscy. Kurwa!
- Że jak? Że co, ja pierdolę,
Ash, ale ona odbiega nieco od twojego ideału nie uważasz? Twoja ostatnia
dziewczyna była… - zaczął swój wywód Jinxx.
- Miała duże, stojące cycki! –
dodał CC, demonstrując mi i kumplom wirtualne walory. – O, takie kurwa duże!
- Ej no, nie przesadzajmy, ona
wcale nie ma takich małych. Wręcz przeciwnie, idealne do miętoszenia –
stwierdziłem. Chłopaki przyznali mi rację.
- Ale to nie zmienia faktu, że
ona się z tobą nie umówi. Ona nie z tych, co polecą na twoje skinienie i
ściągną majty w progu – Andy zaczął swój wywód.
Przerzuciłem oczami, nie miałem
zamiaru tego słuchać, doskonale wiedząc, na co się piszę. Lisa nie była łatwym
kąskiem, lecz to nie dyskryminowało mnie do działania. Wystarczyło odpowiednie
podejście do dziewczyny, pułapka i bęc, jest moja. Tylko na razie nie miałem na
to pomysłu, gdy pozbędę się konkurencji, będę miał na to od groma czasu.
- Ustalmy jedno, to może być coś
w sumie zakładu. Jutro idziemy na urodziny do Jeff’a, nie? Wykorzystam ten fakt
i zaproszę ją na imprezę. Jeśli się zgodzi, wy się wycofujecie, jeśli mi się
nie uda, chowam się w cień. Ok?
Jinxx i CC spojrzeli na siebie,
ale szybko odpowiedzieli niemalże chórem, jedno słowo, które napędziło mnie
tylko do działania: tak! Pewnie
myśleli, że nie dam rady, ale ja im pokażę.
- Nie podoba mi się to –
westchnął Jake, uśmiechając się kwaśno.
- Co ci się nie podoba?
Usłyszeliśmy. A żaden głos nie
należał do nas. Ze względu na to, że stałem odwrócony plecami do ściany,
wykrzywiłem twarz w grymasie, w głowie szukając jakiejś odpowiedzi. W zasięgu
mojego wzroku wisiał zegar, który wybił właśnie godzinę 10:02. Ha! Mam! I
odwróciłem się w jej stronę, z uśmiechem chytrym jak przebiegły lis.
- Spóźniłaś się o dwie minuty!
Ona spojrzała na mnie jak na
debila, aż mną trzepło na sekundę. Potrząsnęła głowa, a jej zielone oczy
zalśniły rozbawione.
- U mnie jest punkt dziesiąta,
właśnie… - Spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu. – Teraz!
- Ale tutaj jest po! – fuknąłem
rozżalony jak dziecko.
- Musisz zsynchronizować zegarek
ze mną, słońce – powiedziała, kładąc
dłonie na biodrach. Miałem ochotę być tymi rękoma i ją trochę tak, o, wrrrr…
- Słońce? Och, podoba mi się.
- Nie przyzwyczaj się tak
chłopie. Od spóźniania się tutaj jest tylko ja, nie wy. – Wskazała na nas
palcem. Uśmiechnęła się do mnie bezczelnie, mijając nas już bez słowa.
- Wczoraj była milsza – westchnął
cicho CC.
- Powodzenia, stary – dodał
Jinxx, klepiąc mnie po plecach. – Przyda ci się.
*
Próbowałem, kurwa, wszystkiego.
Jak wszystkiego, to mówię wszystkiego! Ale może to i dobrze, ci kretyni mogą
się za nią brać. To zimna suka, która roztapia lody tylko pod wpływem alkoholu.
Nie będę się babrać w takim błocie, nie warto. Posyłałem jej tak słodkie
uśmiechy, od których laski wariowały, a ona nic. Kompletni nie reagowała,
jedynie w odpowiedzi posyłała mi mordercze spojrzenie, albo kazała mi się wziąć
do roboty. Jak na pierwszy dzień w studio było nudno, podpinanie kabelków, aby
sprzęt do siebie nawzajem podpasować. Przy takiej ilości osób, aż dziwne abym
się nie nudził. Chyba ją zakatrupię, uduszę i zakopię w ogródku.
- Ashley, pomóż mi, potrzymaj go
– bąknęła Lisa, machając mi przed oczami jakimś kablem.
Chwyciłem go i z kwaśną miną
szukałem jakiegoś ciekawego punktu do obserwacji. Akurat dziewczyna w tym samym
momencie, musiała się schylić, prezentując przede mną swoją pupę w obcisłych,
czarnych rurkach. Nagle usłyszałem czyjś śmiech, a raczej rechot. Spiorunowałem
wzrokiem źródło dźwięku-perkusistę, który miał czelność się ze mnie naśmiewać.
CC jeszcze na domiar złego, pokazał mi jak się klepie po tyłku. Żałowałem, i
nie mam laserowego spojrzenia. Wyobrażacie sobie jego, z napisem na policzkach
„skurwiel”?
- Pomóż mi, do cholery! –
warknęła na mnie, bijąc mnie czymś po głowie.
- Może delikatniej, co?! –
burknąłem, masując obolałe miejsce.
Chciałem jej nawet wysłać te
cholerne róże. Czego nigdy, dla nikogo nie zrobiłem. Rozmyśliłem się, bo była
dla mnie taka wredna. Nie czuła, w chuj, aż to mnie doprowadzało do jakiejś
gorączki. Dobrze, że nie założyłem się o coś poważniejszego, na przykład:
pieniądze. Inaczej podchodziłbym do tego bardziej profesjonalnie, na mój tatuaż
Outlaw, albo…
- Kurwa, zamorduje cię! – syknęła,
łapiąc mnie za ucho i ciągnąc je prawie do podłogi. – CC! – warknęła, kiedy
mnie już puściła. – Zamień się z nim, bo go zamorduję bez wahania!
- Proszę bardzo! – syknąłem,
rzucając wszystko, co miałem w rękach, na podłogę.
Wstałem gwałtownie i nie czekając
na jakąkolwiek odpowiedź, wyszedłem, do kuchni. Tam spotkałem, opierającego się
o blat, Jinxxa, który zawadiacko się do mnie szczerzył. Kurwa, jeszcze jego mi
tutaj brakowało.
- Coś kiepsko ci idzie, mistrzu.
-
Stul pysk – warknąłem, wyciągając z lodówki Jacka Danielsa, którego napiłem się
z gwinta. Ostry napój, który podrażnił mi gardło i przełyk to było coś, czego
mi do szczęścia brakowało. Westchnąłem, unikając spojrzenia przyjaciela od
siedmiu boleści.
-
Polegniesz stary, a ja będę spijał wspaniałe nektary.
-
Zapomnij, jeszcze nie skończyłem – westchnąłem, upijając kolejny łyk alkoholu.
Jinxx zmotywował mnie do dalszego działania. Nie odpuszczę tak łatwo, ale
przebiorę nieco inną taktykę. Chwyciłem za kraniec bluzki.
-
Co ty robisz?!
Ściągnąłem
t-shirt szybko, zakręciłem go w powietrzu i rzuciłem w stronę zszokowanego
Jinxx’a. No, na takie ciało to musi spojrzeć, no chyba, że jest lesbijką. I jak
gdyby nic, wróciłem, do studia. Lecz nie zważając na dziewczynę, ominąłem ją
jak gdyby nic, i podszedłem do Andy’ego, który zmierzył mnie tylko wzrokiem.
Uniósł pytająco brew.
-
No co, piękne ciałko, nie? Trochę nad nim pracuję. – Ucałowałem swojego bicka.
-
Weź się puknij, o tutaj! – Wskazał palcem na moje czoło.
Wzruszyłem
ramionami, zajmując czymś ręce. Prezentowałem się jak najlepiej, niczym rasowy
model, który chciał na swoje ciało przyciągnąć jak najwięcej gapiów.
Przypadkowo zawsze byłem w okolicy Lisy, udając, że wcale jej nie widzę. Kilka
razy przyłapałem się na tym, iż pragnę zerknąć w jej stronę. Musiałem swoje
pragnienia trzymać w ryzach, w klatce, aby się nie zdradzić.
Popołudniu
zrobiliśmy sobie przerwę na obiad. Razem z chłopakami udaliśmy się do
pobliskiej greckiej restauracji.
Lisa
Zamówiliśmy
z Taylor’em pizzę. Chłopaki z Black veil Brides i z Bob’em poszli gdzieś do
restauracji.
Ashley
był dzisiaj jakiś taki… dziwny. Nachalny, słodki, a zarazem wkurwiający. Jedno
trzeba mu było przyznać, na czarowaniu znał się jak mało kto, a urodą także nie
grzeszył. Mogłam na niego wrzeszczeć, na początku, kiedy był ubrany kompletnie.
Gdy wyleciał ze studia wzburzony, odetchnęłam z ulgą, na wieść, że rodzące
napięcie rozwiąże się ze supła. Jednak radość nie trwała długo, i kiedy wrócił
bez koszulki, aż zachłysnęłam się powietrzem. Natychmiastowo spuściłam wzrok,
szukając spontanicznie jakiegoś pracochłonnego zadania. Jego tatuaż na brzuch,
jego tors przyprawił mnie zawrót głowy. Weź się w garść – karciłam się w duchu.
I idiota, specjalnie wokół mnie chodził, delikatnie mnie szturchając, abym
przypadkowo na niego spojrzała. To jakiś diabeł wcielony w diabelsko seksownym
ciele.
-
Kogo chcesz zabić?
Usłyszałam
głos Taylora. Jego brązowe oczy bacznie świdrowały mnie wzrokiem, czekając na
odpowiedź.
-
Nikogo.
-
Jasne, a to pastwienie się nad biedną pizzą to rekreacyjnie?
-
Purdy to dupek, tyle ci powinno wystarczyć – mruknęłam.
-
To fajny gość, może…
-
Może, powinieneś się zamknąć?! – syknęłam, odgryzając kolejny kęs.
-
Wiesz, masz dwadzieścia pięć lat, a ja nigdy nie widziałem cię z facetem. Wiem,
że masz nieciekawą przeszłość, ale mogłabyś się trochę otworzyć.
-
Otworzyć? Ze wszystkich możliwych partii mężczyzn na tym świecie, musiałeś uprzeć
się akurat na jego? Zmieńmy temat…
-
I tak żaden ci nie odpowiada…
-
A ty, też uciekasz. Tyle że od prawdy – wyrzuciłam w jego stronę. – Co,
zdziwiony? Twoja żona chodzi nieszczęśliwa, bo ty obracasz kota ogonem!
-
Aleś temat zmieniła, aby mnie oczerniać. Ciebie nie można, ale innych to już
tak? Nie potrafisz tego zrozumieć. – westchnął, unikając mojego spojrzenia.
-
Bo nie jestem facetem, tak? Jakbym tobą była, już dawno zrobiłabym badania na
płodność, aby dowiedzieć się, jaka jest prawda. Zamiast patrzeć każdej nocy,
jak żona stosuje co kroć nowe techniki na zajście w ciążę, mierzy temperaturę
rano i z płaczem wyrzuca negatywny test ciążowy!
- Boję się tego jak cholera. Nie
wiem, czemu tak jest, ale to prawda. Tylko strach przed tym, że jestem jakiś
dysfunkcyjny…
- Jak tego nie sprawdzisz, to się
nie dowiesz. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, technika cały czas się
unowocześnia. No chyba, że chcesz, aby Alice zaczęła cię traktować jedynie, jako
sprzęt do reprodukcji. Wtedy twoje małżeństwo, za kilka lat, hm, maksymalnie za
trzy się rozpadnie.
- Zrobię to, jak pójdziesz ze
mną.
Oczy zrobiłam tak duże, że dziwie
się, iż nie wypadły.
- Nie będę twoim natchnieniem do
masturbacji! – fuknęłam na niego.
- Nie to miałem na myśli. Nie
żebym myślał, że jesteś jakaś brzydka czy aseksualna, ale wiesz dobrze, że
traktuje cię jak młodszą siostrę. – Puścił mi perskie oczko.
Super rozdzial, hah *-*
OdpowiedzUsuńAshley bez koszulki, zazdro :c
Czekam na next *0*
Więc nie będę się rozpisywać tylko to ujmę jednym słowem rozdział był zaje***ty. Najbardziej mi się chciało śmiać z tym o Lisie ,że nie jest lesbijką =D ogólnie to zapraszam też do siebie na 2 rozdział
OdpowiedzUsuńhttp://iambulletproofbvb.blogspot.com/2014/11/rozdzia-2.html
Kobieto, to było genialne.Ashley ma trudny orzech do zgryzienia.
OdpowiedzUsuń