Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

piątek, 14 listopada 2014

6. A lie can be hal­fway round the wor­ld be­fore the truth has got its boots on



Dziękuję za komentarze :*! Wiedziałam, że poprzedni rozdział przypadnie wam do gustu :) 
Jak wam się podoba mój kursor? Ile się go naszukałam w tych interenetach, ale jest xD

Ashley
Ja pierdolę! Myślałem, że się nie wyrwiemy z tego piekła. Nie mam niczego do zarzucenia naszym fanom, ale to było przegięcie. Kilka młodych dziewczyn zaatakowały nas i nie chciały puścić, mimo że zrobiły sobie z nami milion zdjęć, a autografy pokryły ich bluzki i odkryte ciała po brzegi. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy robią zakupy, bo taka kolej rzeczy. Trzeba było zamówić produkty przez internet… Zabiję Jake, za tą długą listę! Drogę do studia przebrnęliśmy w ciszy. Na miejscu, CC wyskoczył z auta jak poparzony, oglądając go ze wszystkim stron, szukając najmniejszego defektu.
- Chcesz rentgena, albo chociażby lupę? – zadrwił Andy, pokładając się ze śmiechu. CC spojrzał na niego z szałem w oczach, szczerze, to nigdy nie widziałem u niego takiego spojrzenia. Biersack’owi aż zrzedła mina.
- Zaraz ci wepchnę bakłażana w dupę, to ci się odechce takich żartów! – odszczekał się perkusista, przyglądając się masce. – No, jest nieskazitelny!
Wraz z Biersack’iem ruszyliśmy w stronę budynku. W pół kroku, usłyszeliśmy wściekły głos za sobą. O, CC jeszcze nie ochłonął po scysji.
- A zakupy, kurwa, się same wyciągną?!
Spojrzeliśmy na siebie z Andy’m, wymownie. Westchnąłem, odwracając się ponownie do samochodu.
*
- Kurwa! – syknął zziajany Andy rzucając swój kościsty tyłek na kanapę.
- Tak… dużo zakupów… schodów – wystękał CC, siadając obok niego.
- A ja czuję się jak młody bóg – powiedziałem dumnie. – Nie palę papierosów, od razu lepsza kondycja, gnojki! – Poruszyłem sugestywnie brwiami. – Co wasze panny na to? Ahaaa, zapomniałem, że nie masz dziewczyny CC.
Perkusista spojrzał na mnie pobłażliwie. – W sumie to ty też nie.
- Racja, ale to żadna filozofia, miśku.
I wtem do pomieszczenia wparowali chłopaki.
- Jedzenie! – syknął Jinxx dobierając się do najbliższej reklamówki.
Jake sprawdzał, czy abyśmy kupili wszystko.
Kiedy wczoraj Lisa wyszła, zostaliśmy sami, zasypiając gdzie popadnie. Jake ze mną usnął na kanapie, Andy na fotelu, CC na drugim, a Jinxx leżał w dziwnej pozycji na podłodze z nogami na stoliku. Rano opróżniliśmy lodówkę tak, że nie został nawet wyschnięty liść sałaty. Ze względu na to, że jesteśmy tutaj gośćmi, wypadałoby jedzenie kupować za swoje pieniądze, jak i alkohol i napoje. Nie będziemy przecież jakimiś cholernymi pasożytami! Kiedy spałaszowaliśmy trzy czwarte zakupów naszły nas wspomnienia.
- Musimy ogarnąć ten syf jak najszybciej, dochodzi dziesiąta – powiedziałem, rozglądając się dookoła. Chaos to byłoby mało powiedziane.
- I przyjdzie Lisa! – pisnął spanikowany Jeremy.
Z Jinxx’em i CC omietliśmy pomieszczenie wzrokiem i szybko rzuciliśmy się do boju. Zaczęliśmy pomieszczenie i kuchnie ogarniać jak tornado, co chwilę na siebie wpadając. Gdy Jake oberwał po raz któryś z plastikowego kubła na śmieci, bo kłóciliśmy się o niego, nie wytrzymał.
- Pojebało was?! I to wszystko dla jakieś laski! – Pitts machał opakowaniem od sałaty, który niespodziewanie wyrwał mu CC.
- Jakiej laski?! – powiedzieliśmy chórem, z Jinxx’em.
- Chcecie mi powiedzieć, że sprzątacie rekreacyjnie?!
- Dlaczego nie?
Jake pokiwał głową z dezaprobatą, mówiąc:
– Patrzcie, Lisa idzie!
- Gdzie?! – ryknęliśmy chórem, taranując siebie nawzajem w drodze do okna.
- O tym właśnie mówię!
- Ale mnie ona nie interesuje w ogóle – westchnął urażony Jinxx. – Dla mnie ona wisi i powiewa jak chorągiewka na wietrze.
- To ja ją zaklepuję – mruknął Andy, klepiąc biedny fotel, niczym najlepszego przyjaciela po ramieniu.
- Co?! Ty nie możesz! – burknął oburzony Ferguson. – Ty masz dziewczynę, to się nie liczy!
Od tych jęków zaczęła mnie boleć głowa. Miałem tego dość, trzeba było to jakoś naukowo rozwiązać. Tylko jak? Jeżeli czegoś zaraz nie wymyślę, to sobie skoczymy do gardła wzajemnie. I czego Andy znowu chce? Ma swoją Juliet, niech się jej trzyma!
- Mam pomysł! – wrzasnąłem, uśmiechając się cwanie.
- Ashley Purdy ma pomysł, gratuluję. A już myślałem, że twoja makówka totalnie wyschła na wiór.
- Dzięki, Jake. Potrafisz człowieka utrzymać na duchu – westchnąłem. Potrząsnąłem głową, odgarnąłem włosy z oka i zacząłem: - Umówię się z nią.
I zaczęli się śmiać. Ze mnie. Wszyscy. Kurwa!
- Że jak? Że co, ja pierdolę, Ash, ale ona odbiega nieco od twojego ideału nie uważasz? Twoja ostatnia dziewczyna była… - zaczął swój wywód Jinxx.
- Miała duże, stojące cycki! – dodał CC, demonstrując mi i kumplom wirtualne walory. – O, takie kurwa duże!
- Ej no, nie przesadzajmy, ona wcale nie ma takich małych. Wręcz przeciwnie, idealne do miętoszenia – stwierdziłem. Chłopaki przyznali mi rację.
- Ale to nie zmienia faktu, że ona się z tobą nie umówi. Ona nie z tych, co polecą na twoje skinienie i ściągną majty w progu – Andy zaczął swój wywód.
Przerzuciłem oczami, nie miałem zamiaru tego słuchać, doskonale wiedząc, na co się piszę. Lisa nie była łatwym kąskiem, lecz to nie dyskryminowało mnie do działania. Wystarczyło odpowiednie podejście do dziewczyny, pułapka i bęc, jest moja. Tylko na razie nie miałem na to pomysłu, gdy pozbędę się konkurencji, będę miał na to od groma czasu.
- Ustalmy jedno, to może być coś w sumie zakładu. Jutro idziemy na urodziny do Jeff’a, nie? Wykorzystam ten fakt i zaproszę ją na imprezę. Jeśli się zgodzi, wy się wycofujecie, jeśli mi się nie uda, chowam się w cień. Ok?
Jinxx i CC spojrzeli na siebie, ale szybko odpowiedzieli niemalże chórem, jedno słowo, które napędziło mnie tylko do działania: tak! Pewnie myśleli, że nie dam rady, ale ja im pokażę.
- Nie podoba mi się to – westchnął Jake, uśmiechając się kwaśno.
- Co ci się nie podoba?
Usłyszeliśmy. A żaden głos nie należał do nas. Ze względu na to, że stałem odwrócony plecami do ściany, wykrzywiłem twarz w grymasie, w głowie szukając jakiejś odpowiedzi. W zasięgu mojego wzroku wisiał zegar, który wybił właśnie godzinę 10:02. Ha! Mam! I odwróciłem się w jej stronę, z uśmiechem chytrym jak przebiegły lis.
- Spóźniłaś się o dwie minuty!
Ona spojrzała na mnie jak na debila, aż mną trzepło na sekundę. Potrząsnęła głowa, a jej zielone oczy zalśniły rozbawione.
- U mnie jest punkt dziesiąta, właśnie… - Spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu. – Teraz!
- Ale tutaj jest po! – fuknąłem rozżalony jak dziecko.
- Musisz zsynchronizować zegarek ze mną, słońce – powiedziała, kładąc dłonie na biodrach. Miałem ochotę być tymi rękoma i ją trochę tak, o, wrrrr…
- Słońce? Och, podoba mi się.
- Nie przyzwyczaj się tak chłopie. Od spóźniania się tutaj jest tylko ja, nie wy. – Wskazała na nas palcem. Uśmiechnęła się do mnie bezczelnie, mijając nas już bez słowa.
- Wczoraj była milsza – westchnął cicho CC.
- Powodzenia, stary – dodał Jinxx, klepiąc mnie po plecach. – Przyda ci się.
*
Próbowałem, kurwa, wszystkiego. Jak wszystkiego, to mówię wszystkiego! Ale może to i dobrze, ci kretyni mogą się za nią brać. To zimna suka, która roztapia lody tylko pod wpływem alkoholu. Nie będę się babrać w takim błocie, nie warto. Posyłałem jej tak słodkie uśmiechy, od których laski wariowały, a ona nic. Kompletni nie reagowała, jedynie w odpowiedzi posyłała mi mordercze spojrzenie, albo kazała mi się wziąć do roboty. Jak na pierwszy dzień w studio było nudno, podpinanie kabelków, aby sprzęt do siebie nawzajem podpasować. Przy takiej ilości osób, aż dziwne abym się nie nudził. Chyba ją zakatrupię, uduszę i zakopię w ogródku.
- Ashley, pomóż mi, potrzymaj go – bąknęła Lisa, machając mi przed oczami jakimś kablem.
Chwyciłem go i z kwaśną miną szukałem jakiegoś ciekawego punktu do obserwacji. Akurat dziewczyna w tym samym momencie, musiała się schylić, prezentując przede mną swoją pupę w obcisłych, czarnych rurkach. Nagle usłyszałem czyjś śmiech, a raczej rechot. Spiorunowałem wzrokiem źródło dźwięku-perkusistę, który miał czelność się ze mnie naśmiewać. CC jeszcze na domiar złego, pokazał mi jak się klepie po tyłku. Żałowałem, i nie mam laserowego spojrzenia. Wyobrażacie sobie jego, z napisem na policzkach „skurwiel”?
- Pomóż mi, do cholery! – warknęła na mnie, bijąc mnie czymś po głowie.
- Może delikatniej, co?! – burknąłem, masując obolałe miejsce.
Chciałem jej nawet wysłać te cholerne róże. Czego nigdy, dla nikogo nie zrobiłem. Rozmyśliłem się, bo była dla mnie taka wredna. Nie czuła, w chuj, aż to mnie doprowadzało do jakiejś gorączki. Dobrze, że nie założyłem się o coś poważniejszego, na przykład: pieniądze. Inaczej podchodziłbym do tego bardziej profesjonalnie, na mój tatuaż Outlaw, albo…
- Kurwa, zamorduje cię! – syknęła, łapiąc mnie za ucho i ciągnąc je prawie do podłogi. – CC! – warknęła, kiedy mnie już puściła. – Zamień się z nim, bo go zamorduję bez wahania!
- Proszę bardzo! – syknąłem, rzucając wszystko, co miałem w rękach, na podłogę.
Wstałem gwałtownie i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, wyszedłem, do kuchni. Tam spotkałem, opierającego się o blat, Jinxxa, który zawadiacko się do mnie szczerzył. Kurwa, jeszcze jego mi tutaj brakowało.
- Coś kiepsko ci idzie, mistrzu.
- Stul pysk – warknąłem, wyciągając z lodówki Jacka Danielsa, którego napiłem się z gwinta. Ostry napój, który podrażnił mi gardło i przełyk to było coś, czego mi do szczęścia brakowało. Westchnąłem, unikając spojrzenia przyjaciela od siedmiu boleści.
- Polegniesz stary, a ja będę spijał wspaniałe nektary.
- Zapomnij, jeszcze nie skończyłem – westchnąłem, upijając kolejny łyk alkoholu. Jinxx zmotywował mnie do dalszego działania. Nie odpuszczę tak łatwo, ale przebiorę nieco inną taktykę. Chwyciłem za kraniec bluzki.
- Co ty robisz?!
Ściągnąłem t-shirt szybko, zakręciłem go w powietrzu i rzuciłem w stronę zszokowanego Jinxx’a. No, na takie ciało to musi spojrzeć, no chyba, że jest lesbijką. I jak gdyby nic, wróciłem, do studia. Lecz nie zważając na dziewczynę, ominąłem ją jak gdyby nic, i podszedłem do Andy’ego, który zmierzył mnie tylko wzrokiem. Uniósł pytająco brew.
- No co, piękne ciałko, nie? Trochę nad nim pracuję. – Ucałowałem swojego bicka.
- Weź się puknij, o tutaj! – Wskazał palcem na moje czoło.
Wzruszyłem ramionami, zajmując czymś ręce. Prezentowałem się jak najlepiej, niczym rasowy model, który chciał na swoje ciało przyciągnąć jak najwięcej gapiów. Przypadkowo zawsze byłem w okolicy Lisy, udając, że wcale jej nie widzę. Kilka razy przyłapałem się na tym, iż pragnę zerknąć w jej stronę. Musiałem swoje pragnienia trzymać w ryzach, w klatce, aby się nie zdradzić.
Popołudniu zrobiliśmy sobie przerwę na obiad. Razem z chłopakami udaliśmy się do pobliskiej greckiej restauracji.

Lisa
Zamówiliśmy z Taylor’em pizzę. Chłopaki z Black veil Brides i z Bob’em poszli gdzieś do restauracji.
Ashley był dzisiaj jakiś taki… dziwny. Nachalny, słodki, a zarazem wkurwiający. Jedno trzeba mu było przyznać, na czarowaniu znał się jak mało kto, a urodą także nie grzeszył. Mogłam na niego wrzeszczeć, na początku, kiedy był ubrany kompletnie. Gdy wyleciał ze studia wzburzony, odetchnęłam z ulgą, na wieść, że rodzące napięcie rozwiąże się ze supła. Jednak radość nie trwała długo, i kiedy wrócił bez koszulki, aż zachłysnęłam się powietrzem. Natychmiastowo spuściłam wzrok, szukając spontanicznie jakiegoś pracochłonnego zadania. Jego tatuaż na brzuch, jego tors przyprawił mnie zawrót głowy. Weź się w garść – karciłam się w duchu. I idiota, specjalnie wokół mnie chodził, delikatnie mnie szturchając, abym przypadkowo na niego spojrzała. To jakiś diabeł wcielony w diabelsko seksownym ciele.
- Kogo chcesz zabić?
Usłyszałam głos Taylora. Jego brązowe oczy bacznie świdrowały mnie wzrokiem, czekając na odpowiedź.
- Nikogo.
- Jasne, a to pastwienie się nad biedną pizzą to rekreacyjnie?
- Purdy to dupek, tyle ci powinno wystarczyć – mruknęłam.
- To fajny gość, może…
- Może, powinieneś się zamknąć?! – syknęłam, odgryzając kolejny kęs.
- Wiesz, masz dwadzieścia pięć lat, a ja nigdy nie widziałem cię z facetem. Wiem, że masz nieciekawą przeszłość, ale mogłabyś się trochę otworzyć.
- Otworzyć? Ze wszystkich możliwych partii mężczyzn na tym świecie, musiałeś uprzeć się akurat na jego? Zmieńmy temat…
- I tak żaden ci nie odpowiada…
- A ty, też uciekasz. Tyle że od prawdy – wyrzuciłam w jego stronę. – Co, zdziwiony? Twoja żona chodzi nieszczęśliwa, bo ty obracasz kota ogonem!
- Aleś temat zmieniła, aby mnie oczerniać. Ciebie nie można, ale innych to już tak? Nie potrafisz tego zrozumieć. – westchnął, unikając mojego spojrzenia.
- Bo nie jestem facetem, tak? Jakbym tobą była, już dawno zrobiłabym badania na płodność, aby dowiedzieć się, jaka jest prawda. Zamiast patrzeć każdej nocy, jak żona stosuje co kroć nowe techniki na zajście w ciążę, mierzy temperaturę rano i z płaczem wyrzuca negatywny test ciążowy!
- Boję się tego jak cholera. Nie wiem, czemu tak jest, ale to prawda. Tylko strach przed tym, że jestem jakiś dysfunkcyjny…
- Jak tego nie sprawdzisz, to się nie dowiesz. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, technika cały czas się unowocześnia. No chyba, że chcesz, aby Alice zaczęła cię traktować jedynie, jako sprzęt do reprodukcji. Wtedy twoje małżeństwo, za kilka lat, hm, maksymalnie za trzy się rozpadnie.
- Zrobię to, jak pójdziesz ze mną.
Oczy zrobiłam tak duże, że dziwie się, iż nie wypadły.
- Nie będę twoim natchnieniem do masturbacji! – fuknęłam na niego.
- Nie to miałem na myśli. Nie żebym myślał, że jesteś jakaś brzydka czy aseksualna, ale wiesz dobrze, że traktuje cię jak młodszą siostrę. – Puścił mi perskie oczko.

3 komentarze:

  1. Super rozdzial, hah *-*
    Ashley bez koszulki, zazdro :c
    Czekam na next *0*

    OdpowiedzUsuń
  2. Więc nie będę się rozpisywać tylko to ujmę jednym słowem rozdział był zaje***ty. Najbardziej mi się chciało śmiać z tym o Lisie ,że nie jest lesbijką =D ogólnie to zapraszam też do siebie na 2 rozdział
    http://iambulletproofbvb.blogspot.com/2014/11/rozdzia-2.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Kobieto, to było genialne.Ashley ma trudny orzech do zgryzienia.

    OdpowiedzUsuń