Ze względu na to, że zbliża się nowy rok, muszę oznajmić iż: rozdziały będę dodawać minimum raz w tygodniu! Muszę zacząć pisać pracę magisterską!
A tak w ogóle to wszystkiego dobrego w Nowym Roku, miłej zabawy :*
Ładną Ash ma sypialnię? :D
Ładną Ash ma sypialnię? :D
Obudziłam się spragniona, lecz
gdy ujrzałam różowo-szare całkiem nieznane mi ściany, wpadłam w panikę.
Zerknęłam pośpiesznie pod kołdrę, naga nie byłam, ale bluzki, którą wczoraj na
wieczór założyłam też nie. I gdzie były kurwa moje spodnie? Przyjrzałam się
bardziej swojej koszulce; Black Veil Brides – było odpowiedzią na moje wszelkie
pytania. Wyskoczyłam z łóżka jak z procy. Trochę na oślep ruszyłam przed
siebie, szukając wściekle tego, który mi to zrobił. Znalazłam winowajcę w
kuchni.
- Ty zboczeńcu! Wykorzystałeś
mnie! – syknęłam, wskazując palcem na spokojnie pijącego kawę Ashley’a. Facet
aż zachłysnął się napojem. – Jak mogłeś?!
- Może by tak „cześć, jak ci się
spało?”. I tam masz całe dwa litry wody do dyspozycji. Chcesz tabletkę
przeciwbólową? – Jego miękki głos trochę mnie zbił z pantałyku.
- Wykorzystałeś mnie! –
powtórzyłam nieco ciszej.
- No chyba, kobieto, oszalałaś?!
Spaliśmy w jednym łóżku, owszem, ale trzymałem ręce przy sobie. Tak samo jak
ty!
- Jak to ja?!
- Nie pamiętasz nic, z tego co
zrobiłaś przed snem?
Pokręciłam głową. Cholera, nie
pamiętam jak znalazłam się w jego łóżku!
- Ale… nie zmienia faktu, że mnie
rozebrałeś! – fuknęłam, upijając solidny łyk wody. W ustach miałam Saharę.
- Sama to zrobiłaś. Byłaś taka
chętna do odegrania przede mną striptizu.
- Sama? Czemu nie wykorzystałeś
okazji? – spytałam spokojnie, siadając naprzeciw niego. Jego mokre ciemne włosy
zakrywały jedno oko, aż chciałam je odgarnąć. – Większość facetów by to
zrobiła.
- Dokładnie to samo mi
powiedziałaś, gdy oznajmiłem kategoryczne; nie. Nie kocham się z dziewczynami,
które nie potrafią ustać na nogach. – Pomachał mi przed oczami łyżeczką,
uśmiechając się delikatnie.
Kochać się? Czemu użył takie
słowo? To do niego nie pasowało…
- A czemu nie powiedziałeś:
bzykać, ruchać, pieprzyć…?
- Pieprzyć to można dziwkę, która
daje dupy na prawo i lewo, ale nie kobietę, którą się szanuje i kocha.
Westchnęłam. Przecież mnie nie kochasz…
To jednak utkwiło mnie w myśli, że są na świecie jacyś normalni faceci. Jest
szansa, że… Przygryzłam wargę, spuszczając wzrok. Moje ręce potrzebowały
zajęcia, ochoczo bawiąc się odchodzącą etykietą od butelki. Czemu tak bardzo
intrygowała mnie to, co mówił, a nie jak się wysławiał? Ashley zboczył z
tematu, pytając:
- Jesteś głodna? – Usłyszałam. –
Mogę ci coś zrobić. Jajecznicę, kanapki…?
- Chyba na razie zostanę przy
wodzie. Głowa na szczęście mnie nie boli, jakiś plus. Ale dzięki za propozycję.
- Ładną mam sypialnię? – spytał
Ash, wyszczerzając zęby.
- Bardzo profesjonalne zdjęcie.
Sam projektowałeś? – Na ustach zagościł mi uśmiech. Przed oczami stanęło
zdjęcie nagiej modelki w czarno-białej kolorystyce.
- No oczywiście, że tak! – Aż
klasnął w dłonie entuzjastycznie. – Co prawda zdjęcie wykupiłem, nie mając
wpływu na pozycję, ale jest genialne i tak.
- Doskonale cię odzwierciedla –
stwierdziłam. Ashley wytchnął mi język.
- Jak blisko łączą cię relacje z
Taylorem? Pytam z czystej ciekawości.
- Aha, w porządku. Nasze matki
były siostrami. Z tym, że moja wyjechała na studia do Wielkiej Brytanii.
- Wiesz, Lisa, mogę coś
stwierdzić?
- Proszę bardzo.
Purdy nachylił się w moją stronę,
a zza jego ust wypłynęło zdanie:
- Nie jesteście z Taylorem w ogóle
podobni – powiedział zamyślony. – W życiu nie powiedziałbym, że łączą was tak
bliskie więzy krwi.
- Bo on… jest adoptowany – wymyśliłam
na poczekaniu. - Ale ty nic o tym nie wiesz, jest przewrażliwiony na tym
punkcie.
- Lisaaa, jak się czujesz po wczorajszym?!
– zaszczebiotał mi do ucha, nagle perkusista. Odwzajemniłam jego wesoły
uśmiech.
- Trzymam się, nie widać? –
Wytchnęłam mu język. – A jak tam Sam i Jinxx?
- Jinxx bardzo dobrze, drażliwy
jest jak zawsze, więc ok. A Sam, to już grubsza sprawa, masz cięższą głowę niż
ona.
- Zaraz, złapał ją kac-morderca?
– wtrącił Ash, po czym wybuchł gromkim śmiechem. CC dołączył do niego
natychmiastowo, a ja nie bardzo widziałam w tym cokolwiek śmiesznego…
*
Czułam się cholernie źle z
faktem, iż go okłamałam. Kłamstwo ciążyło mi tak nieprzyjemnie w żołądku, że aż
straciłam sens na wszystko. Nawet zaczerpnięcie świeżego haustu powietrza nie
urodziło we mnie ukojenia. Taylor mnie zamorduje z zimną krwią. Co z tego było
gorsze? Maleńki płomyczek nadziei, który ledwo co się tlił w sercu, utwierdzał
mnie, że może mój kuzyn w jakimś stopniu mnie zrozumie. I co najważniejsze,
poprze.
W studiu wzięłam Taylora na
słówko.
- Powiedziałam Ashley’owi, że
jesteś adoptowany – bąknęłam szybko, czekając na jego odpowiedź niczym skazaniec.
- Że co?! Czyś ty oszalała?!
- Bo on zaczął mówić, że nie
jesteśmy do siebie w ogóle podobni, jak na dzieci sióstr. To palnęłam bez
namysłu. Nie mogłam przecież powiedzieć, że ja, bo przecież wcześniej
powiedziałam, iż moja matka zmarła krótko po mojej osiemnastce. Sam rozumiesz, nie?
- No właśnie nie! Skoro pozwalasz
mu się tak do siebie zbliżyć, to wypadałoby powiedzieć prawdę. Zamiast brnąć w
coraz gorsze kłamstwa. Lisa, sama kopiesz sobie grób, i nie zdziw się jak
kiedyś w niego wpadniesz.
Słyszałam jak odchodzi,
zostawiając mnie z brutalnymi myślami. Taylor, cholera miał rację, ciężko to
przyznać. Jednakże, co miałam z tym zrobić? Przyznać się i urosnąć w jego
oczach, jako bezlitosny kłamczuch? Uważa się, że to mózg i świadomość
odpowiadają za nasze czyny. Podejmowane decyzje, najpierw przeanalizowane,
dopiero wtedy wychodzą na światło dzienne. Wyjątkowo można stwierdzić, że
czynniki, które znacząco odrywają nas od racjonalizmu, odpowiadają za
niezrozumiałe poczynanie. Utwierdza się, zatem fakt, że człowiek rutynowo
popełnia błędy, rzadko kiedy wyciągając z nich wnioski. Tonęłam w błędach.
Oscylując wokół jednego niczym ryba potrzebująca desperacko wody do życia. Tak
siebie widziałam teraz, sto lat za
późno. Czy żałowałam chwil, które dotychczas przeżyłam?
Czułam
na sobie przeszywające spojrzenie Taylora. Mimo tego, unikałam jego spojrzenia
jak tylko mogłam, co nie było łatwe. Naprawdę, czułam się jak jakiś zdrajca… Musiałam
to jakoś to rozegrać, rozwiać wściekłość kuzyna i odkręcić kłamstwo. Tylko jak?
Przez cały dzień próbowałam go przeprosić, lecz brak odwagi do dokonania tego
czynu, przelał szalę. I straciłam swoją szansę, gdy mężczyzna pojechał do domu.
Lecz w studiu nie zostałam sama, Purdy dotrzymywał mi towarzystwa, posyłając
zawadiackie uśmiechy, których nie potrafiłam odwzajemnić.
-
Mała, co jest? – westchnął nagle, gdy zobaczył moją minę.
-
Co? Nic. Zbieram się do domu. – Założyłam torbę na ramię, kierując się w stronę
wyjścia. Ashley stanął nagle przede mną, a dłonie ułożył na moich ramionach.
Zerknęłam na niego przelotnie, przygryzając wargę.
-
Co się stało, przecież rano wyjaśniliśmy sobie wszystko…
-
Nie chodzi o ciebie. Pokłóciłam się z Taylorem, niby o bzdury. – Półkłamstwo,
ale kłamstwo. Żadna różnica.
-
O co, jeśli mogę wiedzieć?
Pokręciłam
głową.
-
Ok, jak chcesz. A mogę cię gdzieś porwać? – spytał, posyłając mi promienny
uśmiech. – No nie daj się prosić. To tylko kilka metrów stąd.
Tak
po prostu powiedziałam; tak. Czemu? Czemu chciałam być na każde jego skinienie?
Dlaczego tego tak desperacko potrzebowałam? Byłam miękka, tyle.
Jak długo można
ukrywać prawdziwe uczucia?
Zdziwiłam
się, kiedy zaprowadził mnie pod drzwi z napisem „Nieupoważnionym wstęp
wzbroniony”. Otworzył je bez problemu, patrząc na mnie wyczekująco.
-
Chodź – powiedział miękko, Ash.
-
Tutaj nie wolno wchodzić – szepnęłam zaskoczona. Po co chciał mnie tam zabrać?
A jak ktoś nas przyłapie? Czemu czymś takim się przejmowałam?
-
Zasady są po to, aby je łamać. Nie daj się prosić. Obiecuję, że pokażę ci coś
magicznego.
Myśl
o łamaniu przepisów nakręcała mnie coraz bardziej. Moje nogi same z siebie
ruszyły, stając tuż przy nim, że mogłam poczuć bijące od niego ciepło. Co ja
miałam z tym ciepłem? Ruszyliśmy schodami dalej, aż na dach. Była bezchmurna
noc, gwiazdy świeciły mocno, śmiejąc się do nas. Tętniąca magia otuliła nas
niczym ramiona do snu.
-
Lubię przychodzić tutaj w taką pogodę – wytłumaczył, patrząc na mnie spod
wachlarza rzęs. – Nie bez powodu, mam wytatuowane gwiazdy na plecach lub na
ramieniu. Czasami przychodzę tutaj w lepsze bądź gorsze dni, aby porozmyślać. –
Położył się na ziemi, patrząc na mnie wyczekująco. – No chodź do mnie. Chyba
nie boisz się o ubranie?
-
Skądże – odpowiedziałam, kładąc się obok niego. Czułam na sobie jego wzrok,
słyszałam jego równomierny oddech. Czemu liczyłam oddechy?
-
Piękne niebo, piękne gwiazdy…
-
O czym rozmyślasz? – spytałam powoli, nie wiedziałam, czy czasem tym pytaniem
nie będę stąpała po kruchym lodzie.
-
O życiu. Wiesz, czasami zastanawiałam się, jakby wyglądało moje życie w innym
równoległym wymiarze.
Odwróciłam
się na bok, kładąc głowę na ramieniu. Mimo że, była noc, to blask księżyca,
otulał jego spokojną twarz. Milczałam, wiedziałam doskonale, że prędzej czy
później się odezwie. Coś leżało mu na duszy i z pewnością chciał się z tym
podzielić.
-
Straciłem rodziców, kiedy miałem pięć lat. Nie pamiętam ich za dobrze, ale
potrafię sobie przypomnieć zapach perfum mojej mamy, gdy zasypiam. Rodzice
mojego taty mnie wychowywali, dawali mi wszystko, co chciałem, a ja odpłacałem
im, co kroć nowymi, buntowniczymi wyskokami. Próbowałem wszystkiego, aby zatkać
tą stratę. Mówiąc wszystko, mam na myśli wszystko.
Przez swoją głupotę kilka razy znalazłem się na krawędzi śmierci, i dopiero po
którymś tam razem, zdałem sobie sprawę, że robię nie tylko krzywdę sobie, ale i
rodzinie – zerknął, spoglądając na mnie przelotnie.
-
Rozmyślanie o przeszłości jest jak krok do tyłu – powiedziałam, sprzedając
sobie mentalny, siarczysty policzek.
Hipokrytko!
-
Możliwe. Jednak nie mogę się powstrzymać, przed tym, aby nie wyobrażać sobie
mojej mamy, która mnie wita świeżo upieczonym ciastem, gdy wracam do domu. A
mój tata ze śmiechem przekrzycza wiertarkę.
Było
mi go szkoda, że z tęsknoty zbaczał z drogi.
-
Dobrze, że chociaż ty mnie rozumiesz.
Przygryzłam
wargę. Prawda przez tyle lat tkwiąca na dnie mojego żołądka, stała się być
częścią mnie i chciała się wyrwać z pomiędzy zaciśniętych zębów. On był ze mną
szczery, czemu ja nie potrafiłam? Choć trochę.
-
Moja matka żyje – mruknęłam z odrazą, zakrywając twarz dłońmi. Zażenowanie
wgryzało się do środka duszy. Odrzuciłam łzy, które desperacko chciały się
toczyć po moich policzkach. – Miałam powody, aby tak mówić, bo dla mnie ona
jest martwa. Nie chcę o tym mówić. Może z czasem…
Poczułam
jak jego ręce odciągają moje. Pochylał się nade mną i patrzył z taką troską i
zrozumieniem w oczach, że chciałam opowiedzieć mu wszystko. Przez myśl
przebrnęło mi pragnienie „chcę go pocałować”, co za wyczucie…
-
To dlatego uciekłaś z Anglii – stwierdził.
Prawie…
Jego
długie ciemnie włosy zakrywały twarz. Tak bardzo chciałam je odgarnąć i
pocałować w usta. Pragnienie było tak silne, że aż zaschło mi w gardle. Ashley
nie zauważył tej magicznej chwili, w którą odpłynęłam.
-
Kiedyś musisz mi wszystko opowiedzieć. Też mam, co nieco jeszcze do dodania. –
Uśmiechnął się promiennie.
-
Obiecuję.
Kim
jeszcze był? Na pewno nie tym, przed kim ja wciąż uciekałam.
Po
chwili ciszy, usłyszałam jego szept:
-
Czemu jesteś taka? Czasami taka oschła, a czasami słodka? Dla mnie, dla
chłopaków. To trochę dziwne, wybacz, ale muszę to nazwać po ludzku; dwulicowe.
Przymknęłam
powieki, wsłuchując się w odgłosy miasta, przysłuchując się naszym powolnym
oddechom. Głowę napychałam słowami, które ważyłam na szali, nie bardzo wiedząc,
które miały odpowiednią masę. Co też mogłam mu na to pytanie odpowiedzieć?
Prawdę.
Czy
aby potrafiłam?
-
Chciałam, aby nasze stosunki były czysto biznesowe, tyle.
-
Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego? Bo za cholerę, nie potrafię tego zrozumieć,
Lisa. Jak się kogoś darzy sympatią, to spędza się z nim czas. Możesz mi to
wytłumaczyć? Bo to nie daje mi spokoju. Naczytałaś się o nas bzdur, wysnuwając
pochopne wnioski?!
-
Nie! Po prostu… - Urwałam. Jak ja to mam mu powiedzieć?
-
Po prostu, co? – Mimo że jego twarz była ostro napięta, to jego słowa były
miękkie jak poduszka do spania.
-
Wy jesteście sławni, tak? I to tylko dlatego! – Wstałam energicznie, nerwowo
szukając dla rąk jakiegokolwiek zajęcia. Ashley zrobił to samo, tarasując mi
ostatnią drogę ucieczki.
-
Czym sława ci przeszkadza, wyjaśnij mi, proszę.
Westchnęłam,
kręcąc głową.
-
To nie jest takie proste, Ash. Boje się, że jak będę w waszym pobliżu, to… to
moja… eh.
-
Twoja, co? Lisa nie zamykaj się przede mną, powiedz mi.
Ujął
mój podbródek tak, że unosząc go, nie miałam wyjścia i musiałam zatonąć w jego
brązowych oczach, w których odbijały się gwiazdy i cała świetlana część Los
Angeles.
-
Boje się, że moja matka mnie odnajdzie.
I co wy na to? :D
Okej. Ash ma różowe ściany. Dokładnie w takim papierze był zawinięty mój prezent. Ale zawartość już na szczęście w czarnym. Dziś tak krótko i szybko, bo baluję:P Ashley jest tu taki miły, cierpliwy, spokojny, że aż mam ochotę mu mentalnie przyłożyć. Ciekawe, czy w realu też tak ma. W sumie, to dziwię się Lisie. Nie chce się przyjaźnić z BVB, bo się boi, że znajdzie ją matka. Jak dla mnie, to nie ważne co ta baba jej zrobiła, przecież Lisa jest już dorosła. Nikt jej nie może już zagrozić. Sama wiem, jak to jest, gdy ktoś, kto cię skrzywdził, usilnie zabiega o kontakt. Ale właśnie mam ten dowód osobisty i nikt do niczego mnie już nie zmusi. Mam nadzieję, że problemy Lisy szybko się rozwiążą. Weny:)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ash'owi łóżka. Ja na tej mojej małej pojedynce to nie mogę się zbytnio wyspać, za to w tym jego łożu to asdfghjkl żyć nie umierać, hahah :D
OdpowiedzUsuńJezu jak oni do siebie strasznie pasują. Przez cały ten fragment z dachem siedziałam z myślą: "weź już ją pocałuj!", haha.
Chyba muszę się zgodzić z Black Ann - Lisa jest dorosła i nie musi obawiać się matki, a w razie czego... Black Veil Brides ją obronią! ;)
Dobra, życzę weny, czasu, komentarzy i czego tam jeszcze potrzebujesz :) Czekam na następny! ^^
Chciałabym się rozpisać ale nie mam czasu.
OdpowiedzUsuńRozdział podobał mi się jak zwykle. Pokój Ashley'a też mi się podobał. Ciekawa jestem historii Lisy i jej mamy.
Pozdrawiam <3
Ale on ma świetną sypialnię.Też chce taką *.*
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle wspaniały.
Ciekawa jestem następnego rozdziału.Cz się wydarzyło między Lisą i jej matką?
Weny i pijanego Sylwka :*
-Melody
Rozdział genialny, a przeszłość Lisy taka kontrowersyjna D:
OdpowiedzUsuńWow, świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńLisa się trochę pogubiła w Tych kłamstwach, ale przynajmniej się Ash'owi przyznała , za co wielki +
Ashley taki romantyk się zrobił :)
Podoba mi się to, że otworzył się przed Lisą, widać, że mu na niej zależy, bo takich przykrych wspomnień nie opowiada się byle komu.
No i jestem cholernie ciekawa o co chodzi z tą matką Lisy, także pisz szybko ;)
Weny i szczęśliwego Nowego Roku :*
Zapraszam również na nowy rodział:
http://letsshadowsdiesoicanfeelalive.blogspot.com/
Ja nie skomentowalam? Ja? Hanba mi! Rozdział genialny. Urzekłas mnie nim, Ashley serio bujnął się w Lisie, ciekawe czy będzie stały w iczuciach. Ciekawe czemu Lisa boi się matki, nie powinna jest juz dorosla i ma prawo decydowac o wlasnym zyciu. Ash jest taki romantic. Pozdrawiam i zaoraszam na nowy demoniczna-melancholia.blogspot.com
OdpowiedzUsuń