Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

poniedziałek, 29 grudnia 2014

15. A man can be des­troyed, but not de­feated


 Ze względu na to, że zbliża się nowy rok, muszę oznajmić iż: rozdziały będę dodawać minimum raz w tygodniu! Muszę zacząć pisać pracę magisterską!
A tak w ogóle to wszystkiego dobrego w Nowym Roku, miłej zabawy :*
Ładną Ash ma sypialnię? :D


Obudziłam się spragniona, lecz gdy ujrzałam różowo-szare całkiem nieznane mi ściany, wpadłam w panikę. Zerknęłam pośpiesznie pod kołdrę, naga nie byłam, ale bluzki, którą wczoraj na wieczór założyłam też nie. I gdzie były kurwa moje spodnie? Przyjrzałam się bardziej swojej koszulce; Black Veil Brides – było odpowiedzią na moje wszelkie pytania. Wyskoczyłam z łóżka jak z procy. Trochę na oślep ruszyłam przed siebie, szukając wściekle tego, który mi to zrobił. Znalazłam winowajcę w kuchni.
- Ty zboczeńcu! Wykorzystałeś mnie! – syknęłam, wskazując palcem na spokojnie pijącego kawę Ashley’a. Facet aż zachłysnął się napojem. – Jak mogłeś?!
- Może by tak „cześć, jak ci się spało?”. I tam masz całe dwa litry wody do dyspozycji. Chcesz tabletkę przeciwbólową? – Jego miękki głos trochę mnie zbił z pantałyku.

- Wykorzystałeś mnie! – powtórzyłam nieco ciszej.
- No chyba, kobieto, oszalałaś?! Spaliśmy w jednym łóżku, owszem, ale trzymałem ręce przy sobie. Tak samo jak ty!
- Jak to ja?!
- Nie pamiętasz nic, z tego co zrobiłaś przed snem?
Pokręciłam głową. Cholera, nie pamiętam jak znalazłam się w jego łóżku!
- Ale… nie zmienia faktu, że mnie rozebrałeś! – fuknęłam, upijając solidny łyk wody. W ustach miałam Saharę.
- Sama to zrobiłaś. Byłaś taka chętna do odegrania przede mną striptizu.
- Sama? Czemu nie wykorzystałeś okazji? – spytałam spokojnie, siadając naprzeciw niego. Jego mokre ciemne włosy zakrywały jedno oko, aż chciałam je odgarnąć. – Większość facetów by to zrobiła.
- Dokładnie to samo mi powiedziałaś, gdy oznajmiłem kategoryczne; nie. Nie kocham się z dziewczynami, które nie potrafią ustać na nogach. – Pomachał mi przed oczami łyżeczką, uśmiechając się delikatnie.
Kochać się? Czemu użył takie słowo? To do niego nie pasowało…
- A czemu nie powiedziałeś: bzykać, ruchać, pieprzyć…?
- Pieprzyć to można dziwkę, która daje dupy na prawo i lewo, ale nie kobietę, którą się szanuje i kocha.
Westchnęłam. Przecież mnie nie kochasz… To jednak utkwiło mnie w myśli, że są na świecie jacyś normalni faceci. Jest szansa, że… Przygryzłam wargę, spuszczając wzrok. Moje ręce potrzebowały zajęcia, ochoczo bawiąc się odchodzącą etykietą od butelki. Czemu tak bardzo intrygowała mnie to, co mówił, a nie jak się wysławiał? Ashley zboczył z tematu, pytając:
- Jesteś głodna? – Usłyszałam. – Mogę ci coś zrobić. Jajecznicę, kanapki…?
- Chyba na razie zostanę przy wodzie. Głowa na szczęście mnie nie boli, jakiś plus. Ale dzięki za propozycję.
- Ładną mam sypialnię? – spytał Ash, wyszczerzając zęby.
- Bardzo profesjonalne zdjęcie. Sam projektowałeś? – Na ustach zagościł mi uśmiech. Przed oczami stanęło zdjęcie nagiej modelki w czarno-białej kolorystyce.
- No oczywiście, że tak! – Aż klasnął w dłonie entuzjastycznie. – Co prawda zdjęcie wykupiłem, nie mając wpływu na pozycję, ale jest genialne i tak.
- Doskonale cię odzwierciedla – stwierdziłam. Ashley wytchnął mi język.
- Jak blisko łączą cię relacje z Taylorem? Pytam z czystej ciekawości.
- Aha, w porządku. Nasze matki były siostrami. Z tym, że moja wyjechała na studia do Wielkiej Brytanii.
- Wiesz, Lisa, mogę coś stwierdzić?
- Proszę bardzo.
Purdy nachylił się w moją stronę, a zza jego ust wypłynęło zdanie:
- Nie jesteście z Taylorem w ogóle podobni – powiedział zamyślony. – W życiu nie powiedziałbym, że łączą was tak bliskie więzy krwi.
- Bo on… jest adoptowany – wymyśliłam na poczekaniu. - Ale ty nic o tym nie wiesz, jest przewrażliwiony na tym punkcie.
- Lisaaa, jak się czujesz po wczorajszym?! – zaszczebiotał mi do ucha, nagle perkusista. Odwzajemniłam jego wesoły uśmiech.
- Trzymam się, nie widać? – Wytchnęłam mu język. – A jak tam Sam i Jinxx?
- Jinxx bardzo dobrze, drażliwy jest jak zawsze, więc ok. A Sam, to już grubsza sprawa, masz cięższą głowę niż ona.
- Zaraz, złapał ją kac-morderca? – wtrącił Ash, po czym wybuchł gromkim śmiechem. CC dołączył do niego natychmiastowo, a ja nie bardzo widziałam w tym cokolwiek śmiesznego…
*
Czułam się cholernie źle z faktem, iż go okłamałam. Kłamstwo ciążyło mi tak nieprzyjemnie w żołądku, że aż straciłam sens na wszystko. Nawet zaczerpnięcie świeżego haustu powietrza nie urodziło we mnie ukojenia. Taylor mnie zamorduje z zimną krwią. Co z tego było gorsze? Maleńki płomyczek nadziei, który ledwo co się tlił w sercu, utwierdzał mnie, że może mój kuzyn w jakimś stopniu mnie zrozumie. I co najważniejsze, poprze.
W studiu wzięłam Taylora na słówko.
- Powiedziałam Ashley’owi, że jesteś adoptowany – bąknęłam szybko, czekając na jego odpowiedź niczym skazaniec.
- Że co?! Czyś ty oszalała?!
- Bo on zaczął mówić, że nie jesteśmy do siebie w ogóle podobni, jak na dzieci sióstr. To palnęłam bez namysłu. Nie mogłam przecież powiedzieć, że ja, bo przecież wcześniej powiedziałam, iż moja matka zmarła krótko po mojej osiemnastce.  Sam rozumiesz, nie?
- No właśnie nie! Skoro pozwalasz mu się tak do siebie zbliżyć, to wypadałoby powiedzieć prawdę. Zamiast brnąć w coraz gorsze kłamstwa. Lisa, sama kopiesz sobie grób, i nie zdziw się jak kiedyś w niego wpadniesz.
Słyszałam jak odchodzi, zostawiając mnie z brutalnymi myślami. Taylor, cholera miał rację, ciężko to przyznać. Jednakże, co miałam z tym zrobić? Przyznać się i urosnąć w jego oczach, jako bezlitosny kłamczuch? Uważa się, że to mózg i świadomość odpowiadają za nasze czyny. Podejmowane decyzje, najpierw przeanalizowane, dopiero wtedy wychodzą na światło dzienne. Wyjątkowo można stwierdzić, że czynniki, które znacząco odrywają nas od racjonalizmu, odpowiadają za niezrozumiałe poczynanie. Utwierdza się, zatem fakt, że człowiek rutynowo popełnia błędy, rzadko kiedy wyciągając z nich wnioski. Tonęłam w błędach. Oscylując wokół jednego niczym ryba potrzebująca desperacko wody do życia. Tak siebie widziałam teraz, sto lat za późno. Czy żałowałam chwil, które dotychczas przeżyłam?
Czułam na sobie przeszywające spojrzenie Taylora. Mimo tego, unikałam jego spojrzenia jak tylko mogłam, co nie było łatwe. Naprawdę, czułam się jak jakiś zdrajca… Musiałam to jakoś to rozegrać, rozwiać wściekłość kuzyna i odkręcić kłamstwo. Tylko jak? Przez cały dzień próbowałam go przeprosić, lecz brak odwagi do dokonania tego czynu, przelał szalę. I straciłam swoją szansę, gdy mężczyzna pojechał do domu. Lecz w studiu nie zostałam sama, Purdy dotrzymywał mi towarzystwa, posyłając zawadiackie uśmiechy, których nie potrafiłam odwzajemnić.
- Mała, co jest? – westchnął nagle, gdy zobaczył moją minę.
- Co? Nic. Zbieram się do domu. – Założyłam torbę na ramię, kierując się w stronę wyjścia. Ashley stanął nagle przede mną, a dłonie ułożył na moich ramionach. Zerknęłam na niego przelotnie, przygryzając wargę.
- Co się stało, przecież rano wyjaśniliśmy sobie wszystko…
- Nie chodzi o ciebie. Pokłóciłam się z Taylorem, niby o bzdury. – Półkłamstwo, ale kłamstwo. Żadna różnica.
- O co, jeśli mogę wiedzieć?
Pokręciłam głową.
- Ok, jak chcesz. A mogę cię gdzieś porwać? – spytał, posyłając mi promienny uśmiech. – No nie daj się prosić. To tylko kilka metrów stąd.
Tak po prostu powiedziałam; tak. Czemu? Czemu chciałam być na każde jego skinienie? Dlaczego tego tak desperacko potrzebowałam? Byłam miękka, tyle.
Jak długo można ukrywać prawdziwe uczucia?
Zdziwiłam się, kiedy zaprowadził mnie pod drzwi z napisem „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Otworzył je bez problemu, patrząc na mnie wyczekująco.
- Chodź – powiedział miękko, Ash.
- Tutaj nie wolno wchodzić – szepnęłam zaskoczona. Po co chciał mnie tam zabrać? A jak ktoś nas przyłapie? Czemu czymś takim się przejmowałam?
- Zasady są po to, aby je łamać. Nie daj się prosić. Obiecuję, że pokażę ci coś magicznego.
Myśl o łamaniu przepisów nakręcała mnie coraz bardziej. Moje nogi same z siebie ruszyły, stając tuż przy nim, że mogłam poczuć bijące od niego ciepło. Co ja miałam z tym ciepłem? Ruszyliśmy schodami dalej, aż na dach. Była bezchmurna noc, gwiazdy świeciły mocno, śmiejąc się do nas. Tętniąca magia otuliła nas niczym ramiona do snu.
- Lubię przychodzić tutaj w taką pogodę – wytłumaczył, patrząc na mnie spod wachlarza rzęs. – Nie bez powodu, mam wytatuowane gwiazdy na plecach lub na ramieniu. Czasami przychodzę tutaj w lepsze bądź gorsze dni, aby porozmyślać. – Położył się na ziemi, patrząc na mnie wyczekująco. – No chodź do mnie. Chyba nie boisz się o ubranie?
- Skądże – odpowiedziałam, kładąc się obok niego. Czułam na sobie jego wzrok, słyszałam jego równomierny oddech. Czemu liczyłam oddechy?
- Piękne niebo, piękne gwiazdy…
- O czym rozmyślasz? – spytałam powoli, nie wiedziałam, czy czasem tym pytaniem nie będę stąpała po kruchym lodzie.
- O życiu. Wiesz, czasami zastanawiałam się, jakby wyglądało moje życie w innym równoległym wymiarze.
Odwróciłam się na bok, kładąc głowę na ramieniu. Mimo że, była noc, to blask księżyca, otulał jego spokojną twarz. Milczałam, wiedziałam doskonale, że prędzej czy później się odezwie. Coś leżało mu na duszy i z pewnością chciał się z tym podzielić.
- Straciłem rodziców, kiedy miałem pięć lat. Nie pamiętam ich za dobrze, ale potrafię sobie przypomnieć zapach perfum mojej mamy, gdy zasypiam. Rodzice mojego taty mnie wychowywali, dawali mi wszystko, co chciałem, a ja odpłacałem im, co kroć nowymi, buntowniczymi wyskokami. Próbowałem wszystkiego, aby zatkać tą stratę. Mówiąc wszystko, mam na myśli wszystko. Przez swoją głupotę kilka razy znalazłem się na krawędzi śmierci, i dopiero po którymś tam razem, zdałem sobie sprawę, że robię nie tylko krzywdę sobie, ale i rodzinie – zerknął, spoglądając na mnie przelotnie.
- Rozmyślanie o przeszłości jest jak krok do tyłu – powiedziałam, sprzedając sobie mentalny, siarczysty policzek.
Hipokrytko!
- Możliwe. Jednak nie mogę się powstrzymać, przed tym, aby nie wyobrażać sobie mojej mamy, która mnie wita świeżo upieczonym ciastem, gdy wracam do domu. A mój tata ze śmiechem przekrzycza wiertarkę.
Było mi go szkoda, że z tęsknoty zbaczał z drogi.
- Dobrze, że chociaż ty mnie rozumiesz.
Przygryzłam wargę. Prawda przez tyle lat tkwiąca na dnie mojego żołądka, stała się być częścią mnie i chciała się wyrwać z pomiędzy zaciśniętych zębów. On był ze mną szczery, czemu ja nie potrafiłam? Choć trochę.
- Moja matka żyje – mruknęłam z odrazą, zakrywając twarz dłońmi. Zażenowanie wgryzało się do środka duszy. Odrzuciłam łzy, które desperacko chciały się toczyć po moich policzkach. – Miałam powody, aby tak mówić, bo dla mnie ona jest martwa. Nie chcę o tym mówić. Może z czasem…
Poczułam jak jego ręce odciągają moje. Pochylał się nade mną i patrzył z taką troską i zrozumieniem w oczach, że chciałam opowiedzieć mu wszystko. Przez myśl przebrnęło mi pragnienie „chcę go pocałować”, co za wyczucie…
- To dlatego uciekłaś z Anglii – stwierdził.
Prawie…
Jego długie ciemnie włosy zakrywały twarz. Tak bardzo chciałam je odgarnąć i pocałować w usta. Pragnienie było tak silne, że aż zaschło mi w gardle. Ashley nie zauważył tej magicznej chwili, w którą odpłynęłam.
- Kiedyś musisz mi wszystko opowiedzieć. Też mam, co nieco jeszcze do dodania. – Uśmiechnął się promiennie.
- Obiecuję.
Kim jeszcze był? Na pewno nie tym, przed kim ja wciąż uciekałam.
Po chwili ciszy, usłyszałam jego szept:
- Czemu jesteś taka? Czasami taka oschła, a czasami słodka? Dla mnie, dla chłopaków. To trochę dziwne, wybacz, ale muszę to nazwać po ludzku; dwulicowe.
Przymknęłam powieki, wsłuchując się w odgłosy miasta, przysłuchując się naszym powolnym oddechom. Głowę napychałam słowami, które ważyłam na szali, nie bardzo wiedząc, które miały odpowiednią masę. Co też mogłam mu na to pytanie odpowiedzieć?
Prawdę.
Czy aby potrafiłam?
- Chciałam, aby nasze stosunki były czysto biznesowe, tyle.
- Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego? Bo za cholerę, nie potrafię tego zrozumieć, Lisa. Jak się kogoś darzy sympatią, to spędza się z nim czas. Możesz mi to wytłumaczyć? Bo to nie daje mi spokoju. Naczytałaś się o nas bzdur, wysnuwając pochopne wnioski?!
- Nie! Po prostu… - Urwałam. Jak ja to mam mu powiedzieć?
- Po prostu, co? – Mimo że jego twarz była ostro napięta, to jego słowa były miękkie jak poduszka do spania.
- Wy jesteście sławni, tak? I to tylko dlatego! – Wstałam energicznie, nerwowo szukając dla rąk jakiegokolwiek zajęcia. Ashley zrobił to samo, tarasując mi ostatnią drogę ucieczki.
- Czym sława ci przeszkadza, wyjaśnij mi, proszę.
Westchnęłam, kręcąc głową.
- To nie jest takie proste, Ash. Boje się, że jak będę w waszym pobliżu, to… to moja… eh.
- Twoja, co? Lisa nie zamykaj się przede mną, powiedz mi.
Ujął mój podbródek tak, że unosząc go, nie miałam wyjścia i musiałam zatonąć w jego brązowych oczach, w których odbijały się gwiazdy i cała świetlana część Los Angeles.
- Boje się, że moja matka mnie odnajdzie.

I co wy na to? :D

7 komentarzy:

  1. Okej. Ash ma różowe ściany. Dokładnie w takim papierze był zawinięty mój prezent. Ale zawartość już na szczęście w czarnym. Dziś tak krótko i szybko, bo baluję:P Ashley jest tu taki miły, cierpliwy, spokojny, że aż mam ochotę mu mentalnie przyłożyć. Ciekawe, czy w realu też tak ma. W sumie, to dziwię się Lisie. Nie chce się przyjaźnić z BVB, bo się boi, że znajdzie ją matka. Jak dla mnie, to nie ważne co ta baba jej zrobiła, przecież Lisa jest już dorosła. Nikt jej nie może już zagrozić. Sama wiem, jak to jest, gdy ktoś, kto cię skrzywdził, usilnie zabiega o kontakt. Ale właśnie mam ten dowód osobisty i nikt do niczego mnie już nie zmusi. Mam nadzieję, że problemy Lisy szybko się rozwiążą. Weny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę Ash'owi łóżka. Ja na tej mojej małej pojedynce to nie mogę się zbytnio wyspać, za to w tym jego łożu to asdfghjkl żyć nie umierać, hahah :D
    Jezu jak oni do siebie strasznie pasują. Przez cały ten fragment z dachem siedziałam z myślą: "weź już ją pocałuj!", haha.

    Chyba muszę się zgodzić z Black Ann - Lisa jest dorosła i nie musi obawiać się matki, a w razie czego... Black Veil Brides ją obronią! ;)
    Dobra, życzę weny, czasu, komentarzy i czego tam jeszcze potrzebujesz :) Czekam na następny! ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym się rozpisać ale nie mam czasu.
    Rozdział podobał mi się jak zwykle. Pokój Ashley'a też mi się podobał. Ciekawa jestem historii Lisy i jej mamy.
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale on ma świetną sypialnię.Też chce taką *.*
    Rozdział jak zwykle wspaniały.
    Ciekawa jestem następnego rozdziału.Cz się wydarzyło między Lisą i jej matką?
    Weny i pijanego Sylwka :*
    -Melody

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział genialny, a przeszłość Lisy taka kontrowersyjna D:

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, świetny rozdział.
    Lisa się trochę pogubiła w Tych kłamstwach, ale przynajmniej się Ash'owi przyznała , za co wielki +
    Ashley taki romantyk się zrobił :)
    Podoba mi się to, że otworzył się przed Lisą, widać, że mu na niej zależy, bo takich przykrych wspomnień nie opowiada się byle komu.
    No i jestem cholernie ciekawa o co chodzi z tą matką Lisy, także pisz szybko ;)
    Weny i szczęśliwego Nowego Roku :*

    Zapraszam również na nowy rodział:
    http://letsshadowsdiesoicanfeelalive.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie skomentowalam? Ja? Hanba mi! Rozdział genialny. Urzekłas mnie nim, Ashley serio bujnął się w Lisie, ciekawe czy będzie stały w iczuciach. Ciekawe czemu Lisa boi się matki, nie powinna jest juz dorosla i ma prawo decydowac o wlasnym zyciu. Ash jest taki romantic. Pozdrawiam i zaoraszam na nowy demoniczna-melancholia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń