Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

wtorek, 16 grudnia 2014

13. Being a wo­man is a ter­ribly dif­fi­cult task, sin­ce it con­sis­ts prin­ci­pal­ly in dealing with men



A co do dzisiejszego rozdziału, mam nadzieję, że będziecie się przy nim dobrze bawić, tak jak ja, gdy go pisałam i sprawdzałam.
UWAGA! PROSZĘ SIĘ CZEGOŚ TRZYMAĆ CZYTAJĄC. SZCZEGÓLNIE JAK DOJDZIECIE DO PUNKTU WIDZENIA LISY! ZA WSZELKIE USZCZERBKI NA ZDROWIU, NIE ODPOWIADAM! :D ZAŻALEŃ NIE PRZYJMUJĘ TAKŻE.
 No to jazda:

Ashley
Czemu odpływając myślami gdzieś daleko, myślałem o niej? Tylko o niej. Każda myśl była związana z tą dziewczyną, a nawet nie wiem o niej praktycznie nic. Wiem jedynie jak wygląda, ale to mi nie wystarcza. Chcę ją poznać bardziej i bardziej jak nikt dotąd. Pominę już jej blond włosy, które pod promieniami słońca iskrzyłyby się na złoto oraz jej oczy, które są skrawkiem trawnika wiosną. Jej malinowe i pełne usta… Cholera! Tak na marginesie, nie chodzi mi o to co ma pod ubraniami, tylko to co ma w środku - w głębi duszy. Co się ze mną dzieję? Mi nie chodzi tylko o seks. To na pewno, ale... w głębi duszy, czuję strach. A jak już zbieram odwagę, chcę się zmienić, to ktoś lub coś mi to nie umożliwia, a ja głupi nie umiem powiedzieć STOP lub NIE. Cholera. Jestem nie asertywny. Co się ze mną dzieje? Czymże ja jestem? Człowiekiem, który jako dziecko się zagubił. Mimo wszystko, idę jego krokami, będąc niestałym w uczuciach. Nie mogę przestać. Błądzę nadal świadomie. Co za, cholerne błędne koło. A co najgorsze, nie mogę na głos, wypowiedzieć tego słowa.

Potrzebowałem chwili samotności. Popadając w obłęd zapomniałem, kim jestem i czego tak naprawdę chcę. Jestem niewolnikiem swojej głupoty i to mi się wcale nie podobało. Tysiąc myśli w mojej głowie na sekundę, które się zlewały ze sobą, nadając temu całkowity bezsens. Spacer po mieście chłonąłem ze spokojem, czując jak powoli odzyskiwałem równowagę. Lekki letni wietrzyk powiewał mi w twarz. Przy Lisie czułem się wolny, wyzwolony ze złotej klatki, w której zostałem zamknięty wieki temu. Mogłem przy niej odetchnąć pełną parą. W punkcie kulminacyjnym, podczas słabości, która zawładnęła moim ciałem, obudziła się we mnie pragnienie pocałunku. Tak bardzo, chciałem to zrobić, niczego bardziej nie pragnąłem niż tego.
A niech to diabli wezmą, brzmię jak jakiś cholerny romantyk.
Z chwilą zacząłem głośniej oddychać. Znowu to nie przyjemne uczucie żołądka. Jakby stado… nie! Kurde. Chłopie, bądź mężczyzną. Masz jaja? No masz, więc działaj! Wrócę do studia i... niech się dzieje, co chce. Ach, ta spontaniczność.
Każda książka ma swój los...
Nie myślałem, że zwykły spacer, tak magicznie może zadziałać, niczym lekarstwo. Odzyskałem tym pewność siebie oraz częściowo poukładałem sobie to, co ciążyło mi przez większość nocy. Wróciłem do studia, spoglądając na zegarek; było grubo po godzinie piętnastej, poczułem głód, który chwilę wcześniej nie dawał się we znaki. Czułem jak po salonie ulatują resztki po jakimś dobrym obiedzie, aż mi ślinianki ponadto popracowały. W kuchni, na przezroczystym półmisku dostrzegłem strzępy czegoś, co kiedyś nazywało się jedzeniem. To chyba była jakaś lasagne, czy coś, nieważne, spałaszowałem ją na zimno.
- Jestem tak głodny, że zjadłbym konia z kopytami – westchnąłem, otwierając lodówkę. Aż oczy wyszły mi z orbit, gdy ujrzałem jej zawartość. A raczej jej brak… oprócz kilku listków sałaty lodowej, pomidora i serka topionego nie było nic. – Gdzie jest jedzenie?! Ostatnio byliśmy na zakupach przecież! – warknąłem, z impetem wchodząc do części nagraniowej. Łupałem na wszystkich tam zgromadzonych spode łba, na każdego poświęcając równą sekundę. Jinxx wpatrywał się w pustą miskę po chipsach jakby miał nadzieję, że za sprawą modłów przekąska jakoś powróci. Jake robił manikiur bez udziału pilniczka, a CC zakrył twarz dłońmi, bo uważał, że nikt go wtedy nie widzi. – Przecież tutaj nie ma co jeść! – fuknąłem znowu. – I gdzie do cholery jest Andy?!
- Jesteś dużym chłopcem i sam umiesz sobie zrobić coś do jedzenia - westchnął Jake, zerkając na mnie niepewnie. – Przecież zostawiliśmy ci co nieco, prawda ludzie?
- Przepraszam bardzo, sir, ale że niby, z czego? Mam do dyspozycji dwa listki sałaty lodowej, ćwiartkę pomidora i serek topiony… O boże, to jakiś cud! – zapiszczałem nagle ironicznie. – Byłbym zapomniał, jeszcze zostawiliście mi chleb. Aż kromkę! O ja cię…!
- Możesz zrobić sałatkę! – dodał Jinxx.
- Dziękuje za twój pomysł, Jeremy. Na to nigdy bym nie wpadł.
- Przecież zrobiliśmy dużo canelloni i zostało – broniła się Lisa, patrząc na mnie przyjaznym wzrokiem.
- No właśnie tak jakoś wyszło, że zjadłem. Te rurki były tak kurewsko dobre, że nie mogłem się powstrzymać. Krzyczały do mnie „zjedz nas CC, zjedz!”. No i musiałem – tłumaczył się CC.
- Przecież zostało ich dwanaście! Przecież to była porcja jak dla dwóch! – fuknęła na niego oniemiała Lisa.
Christian w odpowiedzi beknął, wyszczerzając zęby. – Żałuj, Ash, och żałuj.
- Zatłukę kiedyś…- mruknąłem.

Lisa
Reszta wczorajszego czasu w studio minęła nam szybko i w normalnych warunkach. To jest; Purdy nie łaził już smętny, te jego gwałtownie puszczenie naszej grupy, musiało mu wyjść na dobre, bo już po kilku minutach po zjedzeniu pizzy, zaczął w moją stronę puszczać oczka i posyłać swój firmowy zawadiacki uśmiech. Wolałam tę jego wersję, niż tą z rana, choć wtedy w pewnym momencie zjawił się być tak blisko mnie, że zapach jego skóry miałam jak na wyciągniecie ręki… Nieistotne, działałam dalej profesjonalnie, opanowując swoje ciało tak doskonale, nie zdradziwszy, choć krzty reakcji, jaką na mnie wywoływał. Mam przynajmniej takową nadzieję…
Wieczorem przyszła do mojego mieszkania Alice, z butelką czerwonego półsłodkiego wina. Które obaliłyśmy w ekstremalnie szybkim tempie, nie byłyśmy w tej dziedzinie jakimiś sportowcami, na co dziwne nie było, że faza nastąpiła nade szybko. Potrzebowałam kobiecego towarzystwa, niekoniecznie do zwierzania się, tylko tak po prostu. Męskie żarty to jednak były męskimi żartami, a kobiece są subtelniejsze.
Na drugi dzień spotkała mnie niespodzianka. Zwariowana, pojebana, szalona – taka, gdzie brakowało słów i ich synonimów. Przekroczyłam próg studia wypoczęta, pełna energii do pracy i po kilku krokach, cały ten zapał uleciał jak powietrze z pękniętego balonu. Świat zaskakiwał na każdym kroku. Mimo myśli, że widziałam już wszystko, fakt, iż się myliłam był tak bardzo namacalny, że wyprzeć się go nie dało. Nie widziałam wcześniej czegoś takiego na własne oczy. Naprawdę można było się pomylić, gdy się nie znało Ash’a.
- Przegrał zakład – wytłumaczył szybko Andy, zanim wybuchł gromkim śmiechem.
Reszta zespołu zareagowała tak samo na jego widok. Ashley przebrał się za kobietę. Miał na sobie różową sukienkę sięgającą połowy uda, która uwydatniała jego walory (tak, miał stanik czymś wypchany), rajstopy i szpilki na wysokim obcasie. Nie mam pojęcia, gdzie znalazł takowe w jego rozmiarze. Włosy były związane w kitki, a jego twarz kryła się pod toną makijażu. Cholera, on miał nawet doklejane rzęsy!
- Czemu też się nie śmiejesz? – spytał, przybierając seksowną pozę. Czerwone usta wykrzywił w kpiarski uśmiech.
- Bo zbieram właśnie szczękę z podłogi! – wytłumaczyłam, mierząc go wzrokiem, już chyba milionowy raz.
- Te buty są do dupy – narzekał, patrząc na mnie bacznie z góry. W tych butach przewyższał mnie o głowę.
- Muszę przyznać, że wyglądasz seksownie. Widzisz jak się dziewczyny poświęcają dla was, facetów? Więcej zrozumienia.
- Naprawdę tak uważasz? – Zatrzepotał zalotnie rzęsami, ściskając rękoma bardziej swój biust. – Ładne? Myślę, czy aby ich nie powiększyć do rozmiaru D albo nawet E.
- Są idealne, Ash.
- A chcesz je pomiętosić?
WTF?!
- Ja chcę! – krzyknął Jinxx, gdy przełknął śmiech.
Ashley bez słowa ruszył w jego stronę, kręcąc przy tym seksownie tyłkiem. Nikt się nie spodziewał, co zaraz zrobi basista. Ten w odpowiedzi gitarzysty, jak gdyby nic usiadł na nim okrakiem, robiąc przy tym seksowny dzióbek. Co jak co, nie tylko na twarzy Fergusona wkradło się zaskoczenie. Przez głowę mi nie przeszło, że ten facet może coś takiego zrobić.
- Dotykaj mnie – wymruczał seksownie Purdy, na domiar złego possał seksownie palec wskazujący, patrząc wyczekująco na towarzysza.
Wybuchałam niepohamowanym śmiechem, gdy to zobaczyłam. Nie mogąc ustać, usiadłam na podłodze pokładając się z komicznej sceny, której byłam świadkiem. Tylko zdezorientowany Jinxx i Ash będący źródłem kpin, się nie śmieli. Po jakimś czasie, gdy wszyscy się uspokoili, spytałam:
- Co to był za zakład?
Ash pokręcił głową.
- Nie chcesz wiedzieć – wtrącił się Jake.
- Głupi zakład. Ash założył się ze mną, że Jinxx nie zje papryczki chili – powiedział CC. – Ale to nie wszystko. Idziemy dzisiaj na imprezę i on ma podbić do jakieś faceta, tak aby dał mu numer telefonu!
- Dałem radę! Nie uwierzył we mnie, to teraz ma! Będzie kręcił tyłkiem przed facetami!
- Przestań się już tym szczycić! – fuknął na niego Ash, ściskając go za policzki. Machnął mu przed nosem kolanem. – Zgrabne mam nóżki, co? Wiem, że nieogolone, ale nie zdążyłbym się wyszykować. To znaczy; nie zdążyłabym.
Wyszczerzył zęby, schodząc z niego. Usiadł bok, zakładając nogę na nogę, a ręce seksownie ułożył na kolanie. Potrząsnęłam głową, mówiąc:
- Dobra, dobra, koniec tego dobrego. Czas się zabrać do roboty – powiedziałam.
- Nie mogę – odpowiedział miękko i zarazem kobieco, Ashley. – Mam świeżo pomalowanie paznokcie, nie mogę grać.
- Ash! – fuknęłam na niego karcąco.
- No co, ciężko się przy nich napracowałem.
- Do roboty jazda, cholera jasna!
Do pomieszczenia wpadł zziajany Taylor, gdy zobaczył tak siedzącego Ash’a, spytał oniemiały:
- A tobie, co się stało? Płeć zmieniasz?
Purdy jedynie prychnął jak kot w odpowiedzi: „że wychodzi stąd, bo nikt nie rozumie jego preferencji!”.
- No wiesz ty co?! Jak mogłeś?! On jest taki wrażliwy! – burknęłam z udawaną złością, idąc za Ashley’em. W części nagraniowej zastałam go, siedzącego beztrosko na krześle.
- Kobiety nie siedzą w takim rozkroku.
Uniósł na mnie brew.
- W sumie to wyglądasz oszałamiająco, dla ciebie mogłabym zmienić orientację. –Wyszczerzyłam do niego zęby.
- Ej! No już nie przesadzajmy, planuję zostać facetem do kresu mych dni, ok?
- Dobra, dobra. – Usiadłam obok niego, przyglądając mu się bliżej. – Ale jak na faceta, to potrafisz perfekcyjnie robić makijaż. To muszę przyznać.
- Naprawdę? – Zatrzepotał seksownie rzęsami.
- Ale nie rób już tak, wyglądasz wtedy jak jakiś zniewieściały facet.
Wybuchliśmy śmiechem.
Na pracy nie mogłam się skupić. Nie dość, że Ash znajdował się tak blisko mnie, to w takim kobiecym wydaniu rozpraszał jeszcze bardziej. Mało tego, od czasu do czasu smyrał mnie przypadkowo nogą, doprowadzając mnie do dzikiego szału. Przeszywający prąd od miejsca, gdzie mnie dotknął, wcale mi tego nie ułatwiał. Ach… Purdy idź do domu poprawić makijaż.
Wieczorem umówiliśmy się na imprezę. Taylor przyszedł z Alice, a Jake i Andy ze swoimi dziewczynami, a Jinxx z jakąś koleżanką. CC wydął wargi, marudząc, że on będzie sam.
- Masz mnie – powiedziałam głośno, przekrzykując muzykę. Dodatkowo pomasowałam jego udo, facet, aż uśmiechnął się promieniście w odpowiedzi.
- A ja to, co? – burknął Ash, patrząc na mnie morderczym wzrokiem.
- Masz tłum facetów, zarywaj! – zaśmiał CC, posyłając mu oczko.
Ash skrzyżował ręce na piersi. – Bardzo śmieszne.
- Tylko nie zapomnij o drugiej części zadania. – Jinxx pogroził mu palcem, odrywając się od Samanthy, rudowłosej kobiety, którą poznał ostatnim razem. Tak się nią opiekował, że nie miałam jeszcze okazji z nią pogadać.
Ale za to poznałam dziewczynę Jake, Ellę. Brunetka powitała mnie radośnie, całując obydwa moje policzki, nie przeczę, że trochę mnie to zaskoczyło. Juliet wybuchła gromkim śmiechem na widok zapewne mojej miny.
- I wtedy Jake spojrzał na mnie z taką przerażoną miną, gdy jego siostra podała mu jego chrześniaka na ręce – opowiadała Ella. – Był tak przerażony jak nigdy, i trzymał go o tak sztywno. – Zademonstrowała.
Simms pokłada się ze śmiechu, ja starałam się powstrzymać. W tym momencie przyszli mężczyźni.
- Mogłeś od razu wziąć od niego numer telefonu – powiedział Andy, a na jego usta wkradł się łobuzerski uśmiech.
- Nie ma mowy! Złapał mnie za tyłek! Dupek! – bąknął Ash, siadając obok mnie z naburmuszoną miną. – O czym rozmawiacie?
- Byś miał z głowy nasze zadanie! – Zabłysnął CC. – I po sprawie.
- Wieśniak, złapał mnie za dupę! – przeżywał dalej Purdy. – Poczułem się jak jakaś szmata.
- Widzisz, co my kobiety musimy czuć w takich momentach. – Pochyliłam się w jego stronę.
- Faceci to świnie! – Uśmiechnął się, podtykając mi pod nos szklankę. – Mam nadzieję, że dzisiaj ze mną zatańczysz – rzekł z nadzieją.
- Wybacz mi, ale w takim wydaniu, nie ma mowy. – Zmierzyłam go wzrokiem.
- No, ej. Nie daj się prosić – błagał, wtulił się w moje ramię jak w poduszkę, robiąc słodkie spojrzenie, któremu nie dało się oprzeć.
- Zastanowię się, ale najpierw musisz zdobyć jakiś telefon od przystojniaka. – Puściłam oczko w stronę CC, który uśmiechnął się zawadiacko. – Ash, udowodnij nam, że potrafisz być czarującą kobietą. Cycki do przodu i jazda, piękna.
- Jak będę miał uraz przez dzisiejszy dzień, to… - mruknął wstając. Zrobił dokładnie to, co mu poradziłam. – Ładnie wyglądam? No to dobra, idę. Które ciasteczko poleci na moje wdzięki?
- Szkoda, że nie sprzedają tutaj popcornu – powiedział CC, śledząc wzrokiem swojego przyjaciela.
- To będzie idealne przedstawienie, prawda Sam? – mruknął Jinxx, posyłając swojej towarzyszce promienny uśmiech.
- A jak ktoś go zgwałci? – spytała Ella, patrząc przerażonym wzrokiem na swojego narzeczonego.
- To się facet zdziwi jak zobaczy jego penisa, haha – wybuchł Taylor, poklepując po ramieniu Andy’ego, który już pokładał się ze śmiechu, zjeżdżając po śliskiej strukturze kanapy.
- Wyobrażacie sobie minę tego faceta? Bo ja nie potrafię – zaśmiał się Jake, na co oberwał od Cole.
Dalej już zapadła cisza, każdy oglądał występ z zapartym tchem, pogrążony we własnych myślach. Ash zagadał do jakiegoś blondyna przy barze, zmysłowo na niego spoglądając, nogę zarzucił na nogę, a swój sztuczny biust westchnął facetowi prawie pod nosem. Purdy znał się na rzeczy bardziej niż ja sama. No tak, przecież miał styczność z takimi odważnymi dziewczynami i to nieraz w życiu. Czule poprawił facetowi bluzkę, uśmiechając się filuternie. O czymś gadali, subtelnie się dotykając.
- Nie jesteś, aby zazdrosna? – Szturchnął mnie Jinxx, pochylając się przez stół w moją stronę.
- Zazdrosna, no proszę cię, niby o co? – Jeremy przyjrzał się bacznie mojej twarzy, jakby szukał jakiegoś mankamentu na skórze.
- Cicho! Teraz będzie dobre! – warknął CC, machając nerwowo rękoma.
Widzieliśmy jak Ash skrupulatnie coś wystukuje na swoim smartfonie. Numer telefonu. I dumnie z gracją, schodził z barowego krzesła. Blondyn wstał, szybko łapiąc go za rękę i zanim Purdy zdążył zareagować, usta nowego kolegi znalazły się na jego. Całe nasze towarzystwo wybuchło gromkim śmiechem, płacząc wręcz, rozłożeni na stole.
- Co za debil, szowinistyczna świnia. Dobrze się, kurwa, bawiliście?!
Usłyszeliśmy wściekły głos Ashley’a. Przez łzy widziałam jak wyciera swoje wyszminkowane usta, rozcierając pomadkę poza ich kształt.
- To było obrzydliwe – marudził rozżalony, siadając na miejsce obok mnie, które wcześnie zarezerwował. – Ale mam ten numer, więc zadanie wykonane. Uch, tyle zamieszania, przez głupią papryczkę chili…

7 komentarzy:

  1. Tak szczerze, to nie śmiałam się, jak walnięta podczas czytania. Nie, jest świetny, serio. Po prostu... Ja zawsze gdy wyobrażam sobie Ash'a, to właśnie w dość żeńskiej wersji. On mi nie pasuje na chłopa i nieźle się gimnastykuję, żeby u mnie zrobić z niego 100% samca^_^ Te jego romantyczne przemyślenia... Wychodzi na to, że mi kompletnie brakuje romantyzmu, bo nigdy tak o nikim nie myślałam:D A co do pytania Jinxx'a, czy Lisa jest zazdrosna. To raczej Andy powinien być:P Andley tak bardzo♥
    Ashley nazwał kolesia, który go pocałował, szowinistyczną świnią. A niby on jest lepszy?:D
    Kurczę, ostatnio tak właśnie rozmawiałam z mamą na temat tego ślubu. Stwierdziła, że jego charakter pasuje do mnie, bo ja raczej myślę, bardziej jak facet, a on jest taki wrażliwy, kobiecy i wgl. Inna sprawa, że powiedziała, że musiałaby go uprzedzić, że mieszkanie ze mną wiąże się z urazem psychicznym, zwłaszcza, gdy się mnie budzi niechcący.
    To jedzenie papryczki chili przypomniało mi taki film "Wasabi- Hubert Zawodowiec" :D
    Ok, to życzę weny, czasu, mało nauki i czego tam jeszcze chcesz. Buziaki ;)
    U mnie 56 myworld-meandblackveilbrides.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże <3
    Kocham to.
    Ashley jako kobieta, nie no nie mogę przestać się śmiać.
    Jednym słowem zajebiste.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz nową fankę, boże, uwielbiam ten blog <3

    OdpowiedzUsuń
  4. O kuźwa nie wierzę, haha xd
    To było świetne.
    Ashley w kobiecym wydaniu... Bjere :P
    Jak poprzedniczka napisała, to przy czytaniu, również pomyślałam, że to Andy powinien być zazdrosny :)
    Naprawdę genialny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahhqha, ja tu umieram. Autentycznie leje ze śmiechuXD
    Ash .....Nie no moja biedna psychikaXD

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha Ash jako kobieta hahahhaha padam i nie wstaje
    czekam na next mam nadzieje że będzie niedługo ;)
    życze weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam,że tak późno komentuję.
    Umieram hahaha z Purdy'ego musiała być niezła dupera,że tak to określę.
    Najlepsza końcówka ever.Padłam i nie wstanę.Brzuch mnie już boli od śmiechu hahaha.
    Zabiłaś mnie w tym pozytywnym sensie
    .Purdy jaki oburzony bo go facet za tyłek złapał.Czy ty też uważasz,że jego tyłek jest seksowny? Dobra ja nic nie mówiłam.
    Biedny Ashley nie zostawili mu nic do jedzenia.No ale koniec końców i tak zjadł pizze.
    Te jego przemyślenia podczas spaceru.Niezwykle urocze i inteligentne.Jak nie on?
    Zakochał się w Lisie ^.^
    Purdy podrywacz lepszy niż smutny Ashy.
    Życzę dużo weny i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział.
    Zapraszam również do siebie.
    Wesołych świąt kocie ;)

    OdpowiedzUsuń