A co do dzisiejszego rozdziału, mam nadzieję, że będziecie się przy nim dobrze bawić, tak jak ja, gdy go pisałam i sprawdzałam.
UWAGA! PROSZĘ SIĘ CZEGOŚ TRZYMAĆ CZYTAJĄC. SZCZEGÓLNIE JAK DOJDZIECIE DO PUNKTU WIDZENIA LISY! ZA WSZELKIE USZCZERBKI NA ZDROWIU, NIE ODPOWIADAM! :D ZAŻALEŃ NIE PRZYJMUJĘ TAKŻE.
No to jazda:
Ashley
Czemu odpływając myślami gdzieś daleko,
myślałem o niej? Tylko o niej. Każda myśl była związana z tą dziewczyną, a nawet
nie wiem o niej praktycznie nic. Wiem jedynie jak wygląda, ale to mi nie
wystarcza. Chcę ją poznać bardziej i bardziej jak nikt dotąd. Pominę już jej
blond włosy, które pod promieniami słońca iskrzyłyby się na złoto oraz jej
oczy, które są skrawkiem trawnika wiosną. Jej malinowe i pełne usta… Cholera! Tak
na marginesie, nie chodzi mi o to co ma pod ubraniami, tylko to co ma w środku
- w głębi duszy. Co się ze mną dzieję? Mi nie chodzi tylko o seks. To na
pewno, ale... w głębi duszy, czuję strach. A jak już zbieram odwagę, chcę się
zmienić, to ktoś lub coś mi to nie umożliwia, a ja głupi nie umiem powiedzieć
STOP lub NIE. Cholera. Jestem nie asertywny. Co się ze mną dzieje? Czymże ja jestem? Człowiekiem, który jako
dziecko się zagubił. Mimo wszystko, idę jego krokami, będąc niestałym w
uczuciach. Nie mogę przestać. Błądzę nadal świadomie. Co za, cholerne błędne
koło. A co najgorsze, nie mogę na głos, wypowiedzieć tego słowa.
Potrzebowałem chwili samotności.
Popadając w obłęd zapomniałem, kim jestem i czego tak naprawdę chcę. Jestem
niewolnikiem swojej głupoty i to mi się wcale nie podobało. Tysiąc myśli w
mojej głowie na sekundę, które się zlewały ze sobą, nadając temu całkowity
bezsens. Spacer po mieście chłonąłem ze spokojem, czując jak powoli
odzyskiwałem równowagę. Lekki letni wietrzyk powiewał mi w twarz. Przy Lisie
czułem się wolny, wyzwolony ze złotej klatki, w której zostałem zamknięty wieki
temu. Mogłem przy niej odetchnąć pełną parą. W punkcie kulminacyjnym, podczas
słabości, która zawładnęła moim ciałem, obudziła się we mnie pragnienie
pocałunku. Tak bardzo, chciałem to zrobić, niczego bardziej nie pragnąłem niż
tego.
A niech to diabli wezmą, brzmię jak
jakiś cholerny romantyk.
Z chwilą zacząłem głośniej oddychać.
Znowu to nie przyjemne uczucie żołądka. Jakby stado… nie! Kurde. Chłopie, bądź
mężczyzną. Masz jaja? No masz, więc działaj! Wrócę do studia i... niech się
dzieje, co chce. Ach, ta spontaniczność.
Każda
książka ma swój los...
Nie myślałem, że zwykły
spacer, tak magicznie może zadziałać, niczym lekarstwo. Odzyskałem tym pewność
siebie oraz częściowo poukładałem sobie to, co ciążyło mi przez większość nocy.
Wróciłem do studia, spoglądając na zegarek; było grubo po godzinie piętnastej,
poczułem głód, który chwilę wcześniej nie dawał się we znaki. Czułem jak po
salonie ulatują resztki po jakimś dobrym obiedzie, aż mi ślinianki ponadto
popracowały. W kuchni, na przezroczystym półmisku dostrzegłem strzępy czegoś,
co kiedyś nazywało się jedzeniem. To chyba była jakaś lasagne, czy coś,
nieważne, spałaszowałem ją na zimno.
- Jestem tak głodny, że zjadłbym
konia z kopytami – westchnąłem, otwierając lodówkę. Aż oczy wyszły mi z orbit,
gdy ujrzałem jej zawartość. A raczej jej brak… oprócz kilku listków sałaty
lodowej, pomidora i serka topionego nie było nic. – Gdzie jest jedzenie?!
Ostatnio byliśmy na zakupach przecież! – warknąłem, z impetem wchodząc do
części nagraniowej. Łupałem na wszystkich tam zgromadzonych spode łba, na
każdego poświęcając równą sekundę. Jinxx wpatrywał się w pustą miskę po
chipsach jakby miał nadzieję, że za sprawą modłów przekąska jakoś powróci. Jake
robił manikiur bez udziału pilniczka, a CC zakrył twarz dłońmi, bo uważał, że
nikt go wtedy nie widzi. – Przecież tutaj nie ma co jeść! – fuknąłem znowu. – I
gdzie do cholery jest Andy?!
- Jesteś dużym chłopcem i sam
umiesz sobie zrobić coś do jedzenia - westchnął Jake, zerkając na mnie
niepewnie. – Przecież zostawiliśmy ci co nieco, prawda ludzie?
- Przepraszam bardzo, sir,
ale że niby, z czego? Mam do dyspozycji dwa listki sałaty lodowej, ćwiartkę
pomidora i serek topiony… O boże, to jakiś cud! – zapiszczałem nagle
ironicznie. – Byłbym zapomniał, jeszcze zostawiliście mi chleb. Aż kromkę! O ja
cię…!
- Możesz zrobić sałatkę! – dodał
Jinxx.
-
Dziękuje za twój pomysł, Jeremy. Na to nigdy bym nie wpadł.
-
Przecież zrobiliśmy dużo canelloni i zostało – broniła się Lisa, patrząc na
mnie przyjaznym wzrokiem.
-
No właśnie tak jakoś wyszło, że zjadłem. Te rurki były tak kurewsko dobre, że
nie mogłem się powstrzymać. Krzyczały do mnie „zjedz nas CC, zjedz!”. No i
musiałem – tłumaczył się CC.
-
Przecież zostało ich dwanaście! Przecież to była porcja jak dla dwóch! –
fuknęła na niego oniemiała Lisa.
Christian
w odpowiedzi beknął, wyszczerzając zęby. – Żałuj, Ash, och żałuj.
-
Zatłukę kiedyś…- mruknąłem.
Lisa
Reszta wczorajszego
czasu w studio minęła nam szybko i w normalnych warunkach. To jest; Purdy nie
łaził już smętny, te jego gwałtownie puszczenie naszej grupy, musiało mu wyjść
na dobre, bo już po kilku minutach po zjedzeniu pizzy, zaczął w moją stronę
puszczać oczka i posyłać swój firmowy zawadiacki uśmiech. Wolałam tę jego
wersję, niż tą z rana, choć wtedy w pewnym momencie zjawił się być tak blisko
mnie, że zapach jego skóry miałam jak na wyciągniecie ręki… Nieistotne, działałam
dalej profesjonalnie, opanowując swoje ciało tak doskonale, nie zdradziwszy,
choć krzty reakcji, jaką na mnie wywoływał. Mam przynajmniej takową nadzieję…
Wieczorem przyszła do
mojego mieszkania Alice, z butelką czerwonego półsłodkiego wina. Które obaliłyśmy
w ekstremalnie szybkim tempie, nie byłyśmy w tej dziedzinie jakimiś
sportowcami, na co dziwne nie było, że faza nastąpiła nade szybko.
Potrzebowałam kobiecego towarzystwa, niekoniecznie do zwierzania się, tylko tak
po prostu. Męskie żarty to jednak były męskimi żartami, a kobiece są
subtelniejsze.
Na drugi dzień spotkała
mnie niespodzianka. Zwariowana, pojebana, szalona – taka, gdzie brakowało słów
i ich synonimów. Przekroczyłam próg studia wypoczęta, pełna energii do pracy i
po kilku krokach, cały ten zapał uleciał jak powietrze z pękniętego balonu. Świat
zaskakiwał na każdym kroku. Mimo myśli, że widziałam już wszystko, fakt, iż się
myliłam był tak bardzo namacalny, że wyprzeć się go nie dało. Nie widziałam
wcześniej czegoś takiego na własne
oczy. Naprawdę można było się pomylić, gdy się nie znało Ash’a.
- Przegrał zakład –
wytłumaczył szybko Andy, zanim wybuchł gromkim śmiechem.
Reszta zespołu
zareagowała tak samo na jego widok. Ashley przebrał się za kobietę. Miał na
sobie różową sukienkę sięgającą połowy uda, która uwydatniała jego walory (tak,
miał stanik czymś wypchany), rajstopy i szpilki na wysokim obcasie. Nie mam
pojęcia, gdzie znalazł takowe w jego rozmiarze. Włosy były związane w kitki, a
jego twarz kryła się pod toną makijażu. Cholera, on miał nawet doklejane rzęsy!
- Czemu też się nie
śmiejesz? – spytał, przybierając seksowną pozę. Czerwone usta wykrzywił w
kpiarski uśmiech.
- Bo zbieram właśnie
szczękę z podłogi! – wytłumaczyłam, mierząc go wzrokiem, już chyba milionowy
raz.
- Te buty są do dupy –
narzekał, patrząc na mnie bacznie z góry. W tych butach przewyższał mnie o
głowę.
- Muszę przyznać, że
wyglądasz seksownie. Widzisz jak się dziewczyny poświęcają dla was, facetów?
Więcej zrozumienia.
- Naprawdę tak uważasz?
– Zatrzepotał zalotnie rzęsami, ściskając rękoma bardziej swój biust. – Ładne?
Myślę, czy aby ich nie powiększyć do rozmiaru D albo nawet E.
- Są idealne, Ash.
- A chcesz je
pomiętosić?
WTF?!
- Ja chcę! – krzyknął
Jinxx, gdy przełknął śmiech.
Ashley bez słowa ruszył
w jego stronę, kręcąc przy tym seksownie tyłkiem. Nikt się nie spodziewał, co
zaraz zrobi basista. Ten w odpowiedzi gitarzysty, jak gdyby nic usiadł na nim
okrakiem, robiąc przy tym seksowny dzióbek. Co jak co, nie tylko na twarzy
Fergusona wkradło się zaskoczenie. Przez głowę mi nie przeszło, że ten facet
może coś takiego zrobić.
- Dotykaj mnie –
wymruczał seksownie Purdy, na domiar złego possał seksownie palec wskazujący,
patrząc wyczekująco na towarzysza.
Wybuchałam
niepohamowanym śmiechem, gdy to zobaczyłam. Nie mogąc ustać, usiadłam na
podłodze pokładając się z komicznej sceny, której byłam świadkiem. Tylko
zdezorientowany Jinxx i Ash będący źródłem kpin, się nie śmieli. Po jakimś
czasie, gdy wszyscy się uspokoili, spytałam:
- Co to był za zakład?
Ash pokręcił głową.
- Nie chcesz wiedzieć –
wtrącił się Jake.
- Głupi zakład. Ash
założył się ze mną, że Jinxx nie zje papryczki chili – powiedział CC. – Ale to
nie wszystko. Idziemy dzisiaj na imprezę i on ma podbić do jakieś faceta, tak
aby dał mu numer telefonu!
- Dałem radę! Nie
uwierzył we mnie, to teraz ma! Będzie kręcił tyłkiem przed facetami!
- Przestań się już tym
szczycić! – fuknął na niego Ash, ściskając go za policzki. Machnął mu przed
nosem kolanem. – Zgrabne mam nóżki, co? Wiem, że nieogolone, ale nie zdążyłbym
się wyszykować. To znaczy; nie zdążyłabym.
Wyszczerzył zęby,
schodząc z niego. Usiadł bok, zakładając nogę na nogę, a ręce seksownie ułożył
na kolanie. Potrząsnęłam głową, mówiąc:
- Dobra, dobra, koniec
tego dobrego. Czas się zabrać do roboty – powiedziałam.
- Nie mogę –
odpowiedział miękko i zarazem kobieco, Ashley. – Mam świeżo pomalowanie
paznokcie, nie mogę grać.
- Ash! – fuknęłam na
niego karcąco.
- No co, ciężko się
przy nich napracowałem.
- Do roboty jazda,
cholera jasna!
Do pomieszczenia wpadł
zziajany Taylor, gdy zobaczył tak siedzącego Ash’a, spytał oniemiały:
- A tobie, co się
stało? Płeć zmieniasz?
Purdy jedynie prychnął
jak kot w odpowiedzi: „że wychodzi stąd, bo nikt nie rozumie jego
preferencji!”.
- No wiesz ty co?! Jak
mogłeś?! On jest taki wrażliwy! – burknęłam z udawaną złością, idąc za
Ashley’em. W części nagraniowej zastałam go, siedzącego beztrosko na krześle.
- Kobiety nie siedzą w
takim rozkroku.
Uniósł na mnie brew.
- W sumie to wyglądasz
oszałamiająco, dla ciebie mogłabym zmienić orientację. –Wyszczerzyłam do niego
zęby.
- Ej! No już nie
przesadzajmy, planuję zostać facetem do kresu mych dni, ok?
- Dobra, dobra. –
Usiadłam obok niego, przyglądając mu się bliżej. – Ale jak na faceta, to
potrafisz perfekcyjnie robić makijaż. To muszę przyznać.
- Naprawdę? –
Zatrzepotał seksownie rzęsami.
- Ale nie rób już tak,
wyglądasz wtedy jak jakiś zniewieściały facet.
Wybuchliśmy śmiechem.
Na pracy nie mogłam się
skupić. Nie dość, że Ash znajdował się tak blisko mnie, to w takim kobiecym
wydaniu rozpraszał jeszcze bardziej. Mało tego, od czasu do czasu smyrał mnie
przypadkowo nogą, doprowadzając mnie do dzikiego szału. Przeszywający prąd od
miejsca, gdzie mnie dotknął, wcale mi tego nie ułatwiał. Ach… Purdy idź do domu poprawić makijaż.
Wieczorem umówiliśmy
się na imprezę. Taylor przyszedł z Alice, a Jake i Andy ze swoimi dziewczynami,
a Jinxx z jakąś koleżanką. CC wydął wargi, marudząc, że on będzie sam.
- Masz mnie –
powiedziałam głośno, przekrzykując muzykę. Dodatkowo pomasowałam jego udo,
facet, aż uśmiechnął się promieniście w odpowiedzi.
- A ja to, co? –
burknął Ash, patrząc na mnie morderczym wzrokiem.
- Masz tłum facetów,
zarywaj! – zaśmiał CC, posyłając mu oczko.
Ash skrzyżował ręce na
piersi. – Bardzo śmieszne.
- Tylko nie zapomnij o
drugiej części zadania. – Jinxx pogroził mu palcem, odrywając się od Samanthy,
rudowłosej kobiety, którą poznał ostatnim razem. Tak się nią opiekował, że nie
miałam jeszcze okazji z nią pogadać.
Ale za to poznałam
dziewczynę Jake, Ellę. Brunetka powitała mnie radośnie, całując obydwa moje
policzki, nie przeczę, że trochę mnie to zaskoczyło. Juliet wybuchła gromkim
śmiechem na widok zapewne mojej miny.
- I wtedy Jake spojrzał
na mnie z taką przerażoną miną, gdy jego siostra podała mu jego chrześniaka na
ręce – opowiadała Ella. – Był tak przerażony jak nigdy, i trzymał go o tak
sztywno. – Zademonstrowała.
Simms pokłada się ze
śmiechu, ja starałam się powstrzymać. W tym momencie przyszli mężczyźni.
- Mogłeś od razu wziąć
od niego numer telefonu – powiedział Andy, a na jego usta wkradł się łobuzerski
uśmiech.
- Nie ma mowy! Złapał
mnie za tyłek! Dupek! – bąknął Ash, siadając obok mnie z naburmuszoną miną. – O
czym rozmawiacie?
- Byś miał z głowy
nasze zadanie! – Zabłysnął CC. – I po sprawie.
- Wieśniak, złapał mnie
za dupę! – przeżywał dalej Purdy. – Poczułem się jak jakaś szmata.
- Widzisz, co my
kobiety musimy czuć w takich momentach. – Pochyliłam się w jego stronę.
- Faceci to świnie! –
Uśmiechnął się, podtykając mi pod nos szklankę. – Mam nadzieję, że dzisiaj ze
mną zatańczysz – rzekł z nadzieją.
- Wybacz mi, ale w
takim wydaniu, nie ma mowy. – Zmierzyłam go wzrokiem.
- No, ej. Nie daj się
prosić – błagał, wtulił się w moje ramię jak w poduszkę, robiąc słodkie
spojrzenie, któremu nie dało się oprzeć.
- Zastanowię się, ale
najpierw musisz zdobyć jakiś telefon od przystojniaka. – Puściłam oczko w
stronę CC, który uśmiechnął się zawadiacko. – Ash, udowodnij nam, że potrafisz
być czarującą kobietą. Cycki do przodu i jazda, piękna.
- Jak będę miał uraz
przez dzisiejszy dzień, to… - mruknął wstając. Zrobił dokładnie to, co mu
poradziłam. – Ładnie wyglądam? No to dobra, idę. Które ciasteczko poleci na
moje wdzięki?
- Szkoda, że nie
sprzedają tutaj popcornu – powiedział CC, śledząc wzrokiem swojego przyjaciela.
- To będzie idealne
przedstawienie, prawda Sam? – mruknął Jinxx, posyłając swojej towarzyszce
promienny uśmiech.
- A jak ktoś go
zgwałci? – spytała Ella, patrząc przerażonym wzrokiem na swojego narzeczonego.
- To się facet zdziwi
jak zobaczy jego penisa, haha – wybuchł Taylor, poklepując po ramieniu
Andy’ego, który już pokładał się ze śmiechu, zjeżdżając po śliskiej strukturze
kanapy.
- Wyobrażacie sobie
minę tego faceta? Bo ja nie potrafię – zaśmiał się Jake, na co oberwał od Cole.
Dalej już zapadła
cisza, każdy oglądał występ z zapartym tchem, pogrążony we własnych myślach.
Ash zagadał do jakiegoś blondyna przy barze, zmysłowo na niego spoglądając,
nogę zarzucił na nogę, a swój sztuczny biust westchnął facetowi prawie pod
nosem. Purdy znał się na rzeczy bardziej niż ja sama. No tak, przecież miał
styczność z takimi odważnymi dziewczynami i to nieraz w życiu. Czule poprawił
facetowi bluzkę, uśmiechając się filuternie. O czymś gadali, subtelnie się
dotykając.
- Nie jesteś, aby
zazdrosna? – Szturchnął mnie Jinxx, pochylając się przez stół w moją stronę.
- Zazdrosna, no proszę
cię, niby o co? – Jeremy przyjrzał się bacznie mojej twarzy, jakby szukał
jakiegoś mankamentu na skórze.
- Cicho! Teraz będzie
dobre! – warknął CC, machając nerwowo rękoma.
Widzieliśmy jak Ash
skrupulatnie coś wystukuje na swoim smartfonie. Numer telefonu. I dumnie z
gracją, schodził z barowego krzesła. Blondyn wstał, szybko łapiąc go za rękę i
zanim Purdy zdążył zareagować, usta nowego kolegi znalazły się na jego. Całe
nasze towarzystwo wybuchło gromkim śmiechem, płacząc wręcz, rozłożeni na stole.
- Co za debil,
szowinistyczna świnia. Dobrze się, kurwa, bawiliście?!
Usłyszeliśmy wściekły
głos Ashley’a. Przez łzy widziałam jak wyciera swoje wyszminkowane usta,
rozcierając pomadkę poza ich kształt.
- To było obrzydliwe –
marudził rozżalony, siadając na miejsce obok mnie, które wcześnie zarezerwował.
– Ale mam ten numer, więc zadanie wykonane. Uch, tyle zamieszania, przez głupią
papryczkę chili…
Tak szczerze, to nie śmiałam się, jak walnięta podczas czytania. Nie, jest świetny, serio. Po prostu... Ja zawsze gdy wyobrażam sobie Ash'a, to właśnie w dość żeńskiej wersji. On mi nie pasuje na chłopa i nieźle się gimnastykuję, żeby u mnie zrobić z niego 100% samca^_^ Te jego romantyczne przemyślenia... Wychodzi na to, że mi kompletnie brakuje romantyzmu, bo nigdy tak o nikim nie myślałam:D A co do pytania Jinxx'a, czy Lisa jest zazdrosna. To raczej Andy powinien być:P Andley tak bardzo♥
OdpowiedzUsuńAshley nazwał kolesia, który go pocałował, szowinistyczną świnią. A niby on jest lepszy?:D
Kurczę, ostatnio tak właśnie rozmawiałam z mamą na temat tego ślubu. Stwierdziła, że jego charakter pasuje do mnie, bo ja raczej myślę, bardziej jak facet, a on jest taki wrażliwy, kobiecy i wgl. Inna sprawa, że powiedziała, że musiałaby go uprzedzić, że mieszkanie ze mną wiąże się z urazem psychicznym, zwłaszcza, gdy się mnie budzi niechcący.
To jedzenie papryczki chili przypomniało mi taki film "Wasabi- Hubert Zawodowiec" :D
Ok, to życzę weny, czasu, mało nauki i czego tam jeszcze chcesz. Buziaki ;)
U mnie 56 myworld-meandblackveilbrides.blogspot.com/
O Boże <3
OdpowiedzUsuńKocham to.
Ashley jako kobieta, nie no nie mogę przestać się śmiać.
Jednym słowem zajebiste.
Pozdrawiam.
Masz nową fankę, boże, uwielbiam ten blog <3
OdpowiedzUsuńO kuźwa nie wierzę, haha xd
OdpowiedzUsuńTo było świetne.
Ashley w kobiecym wydaniu... Bjere :P
Jak poprzedniczka napisała, to przy czytaniu, również pomyślałam, że to Andy powinien być zazdrosny :)
Naprawdę genialny rozdział.
Pozdrawiam i życzę weny :*
Hahhqha, ja tu umieram. Autentycznie leje ze śmiechuXD
OdpowiedzUsuńAsh .....Nie no moja biedna psychikaXD
hahaha Ash jako kobieta hahahhaha padam i nie wstaje
OdpowiedzUsuńczekam na next mam nadzieje że będzie niedługo ;)
życze weny ;*
Przepraszam,że tak późno komentuję.
OdpowiedzUsuńUmieram hahaha z Purdy'ego musiała być niezła dupera,że tak to określę.
Najlepsza końcówka ever.Padłam i nie wstanę.Brzuch mnie już boli od śmiechu hahaha.
Zabiłaś mnie w tym pozytywnym sensie
.Purdy jaki oburzony bo go facet za tyłek złapał.Czy ty też uważasz,że jego tyłek jest seksowny? Dobra ja nic nie mówiłam.
Biedny Ashley nie zostawili mu nic do jedzenia.No ale koniec końców i tak zjadł pizze.
Te jego przemyślenia podczas spaceru.Niezwykle urocze i inteligentne.Jak nie on?
Zakochał się w Lisie ^.^
Purdy podrywacz lepszy niż smutny Ashy.
Życzę dużo weny i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział.
Zapraszam również do siebie.
Wesołych świąt kocie ;)