Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

poniedziałek, 8 grudnia 2014

11. The good ti­mes of to­day are the sad thou­ghts of to­mor­row



Dziękuję za komentarze <3
Za rozdział 12 możecie mnie znienawidzić, ale wynagrodzę wam to rozdziałem 13 :).


Ashley
Widziałem, że dziewczyna nie była zadowolona z miejsca, które sama wybrała. Śmiać mi się chciało, gdy widziałem jak Lisa sączy tą przeklętą kawę, usiłując udawać, że jej smakowała. Ja wziąłem herbatę, bezpieczniejszy wybór. Gdy wyjawiła mi, że nie ma rodziców, poczułem coś takiego magicznego w środku mnie, coś jakby zrozumienie. Paląca się iskra zapłonęła gwałtownie, a w głowie zrodziła się myśl: bratnia dusza. Wcześniej się nad tym zastanowiłem raz, wyciągając wniosek, iż nie wierzę w coś takiego. Teraz, gdy poznałem Greene, sam nie wiedziałem już, co w życiu mogło być możliwe, a co nie. Z czasem rodziła się między nami więź czysto przyjacielska, kiedy to zaczęliśmy opowiadać sobie nawzajem historie, które akurat przychodziły nam do głowy. Starałem się być sobą, hamując swój popęd seksualny, aby jej nie zrazić do siebie. Nie wiem, czy dostałbym od niej kolejną szansę.
Mimo zwierzeń Lisa w jakimś tam stopniu była skryta, stwierdziłem, gdy zasypiałem w swojej pościeli, a wokół rozchodził się zapach lawendowego płynu do prania. Nie tylko wyzwaniem, ale też i prezentem-niespodzianką, gdzie nie wie się, co jest w środku. Pragnąłem poznać każdy zakamarek duszy. I z takim postanowieniem, usnąłem.
Chyba czasami, nawet najsilniejsza osoba, wymaga ciągnięcia w odpowiednią stronę życia przez drugą osobę. Kto jest twoim drogowskazem, Ashley Purdy?
Nazajutrz wyskoczyłem z pod kołdry jak oparzony, natychmiast lądując pod prysznicem. Rozczesałem włosy po kąpieli, myjąc zęby, ubrałem dżinsy i czerwony t-shirt z napisem „Purdy 69”. Uśmiechnąłem się na samą wizję, miny Lisy na tą koszulkę. Nie mogłem się po prostu oprzeć. Zadzwonił mój telefon, odruchowo odebrałem, nie patrząc na wyświetlacz.
- Cześć kociaku.
Usłyszałem w słuchawce seksowny głos, aż prawie opuściłem z wrażenia telefon. Czego ona chciała? Tanya to dziewczyna poznana w… Gdzieśtamowie, to takie maleńkie, cholerne miasteczko, wręcz zadupie, krótko ujmując… Spotkaliśmy się kilka razy na niezobowiązujący seks. Tyle. Westchnąłem ociężale, nie mając ochoty wdrażać się z nią w dyskusję. Przypominałem sobie o niej, kiedy tylko miałem chętkę na „co nieco”. Nigdy nie byliśmy razem na jakiejś dyskotece, czy kawiarni, bo w naszej znajomości chodziło tylko o seks. Nic więcej nie wchodziło w grę. Dla dobra swojego napięcia seksualnego, musiałem iść na pewne ustępstwa.
- Co się stało, kochanie? Nie ma, kto chłopcu zrobić dobrze?
- Tanya, mam trzydzieści lat, nie uważasz, że mówienie o mnie chłopiec, jest nie na miejscu?
- Nikt się tobą dawno nie zajął, no, no.
Przerzuciłem oczami, wykrzywiając ustaw grymasie. Mój kciuk drgnął, abym rozłączył rozmowę, nie wiem, ostatecznie tego nie zrobiłem. Tylko pozwoliłem, aby mój mózg słuchał dalej jej jęków. Jestem jakimś popapranym masochistą. Wystarczyło jedno zdanie, aby do mnie przyjechała i dała się przerżnąć na wylot. Taką była dziwką. Nie mógłbym się z taką nigdy związać na stałe. Swoją sferę one night stand’ów odgradzałem od życia grubą kotarą, jedna suka dla rozluźnienia podniecenia, tyle, nic więcej. Niektóre mimo wszystko szukały uwagi próbując wszelakich sposobów, nie wiedziały jedynie, że przekraczając próg mojego łóżka, niszczyły drogę do mojego serca. Byłem tylko facetem o zdrowym popędzie seksualnym, który marzył o żonie i gromadce dzieci, kiedyś.
- Przyjadę…
- Co?! Nie ma mowy, nie ma mnie w domu zresztą – powiedziałem oschle, rozłączając rozmowę. Miałem już dość, jej perfidnie płytkich wypowiedzi. Jeszcze by brakowało, aby nazwała mojego penisa „małym”!
Zajechałem pod studio samochodem, bo mogłem, zerknąłem na miejsce pasażera, na którym widniało styropianowa podstawka z dwoma zamkniętymi kubkami z kawą. Wziąłem jej ulubioną kawę tyle, że z Starbucka, niech mi nie kituje, że oni mają beznadziejną kawę! Warstwy z pewnością się wymieszały podczas dość krótkiej drogi, nieważne, Lisa musiała mi to wybaczyć. Przygryzłem wargę, lekko zdenerwowany, zastanawiając się nad tym, czy tak powinienem. Rozważałem wszystkie opcje, nawet tą o wylaniu kawy do śmietnika. Czy to nie było desperackie? Jak tak dalej pójdzie, to odgryzę wargę. Spojrzałem szybko w lusterko, moja szrama w kąciku ust ładnie się goiła. Raz się żyje? Nieważne, wziąłem obie kawy, idąc do studia.
W środku zastałem Taylora, który wyszczerzył się na mój widok. Zaraz, chyba nie na mój, tylko tego, co trzymałem akurat w dłoniach. Uśmiechnąłem się łobuzersko, wyprzedzając jego myśl:
- To nie dla ciebie.
Zrobił smutną minkę. Po chwili jednak dodał:
- I tak się z tobą nie umówi.
- Już to zrobiła.
Taylor uniósł na mnie brew.
- A co, nie powiedziała ci? Wczoraj byliśmy w kawiarni.
Najtańszej i najgorszej w okolicy – dodałem w myślach.
Brązowe oczy Greene pociemniały, iskrząc się szatańsko.
- Jeśli ją skrzywdzisz, będziesz sam kopał swój grób, jasne!? Łyżeczką!
Myślałem, że spędzenie czasu wczoraj z Lisą, zmieni jakoś stosunki między nami. Myliłem się, będąc wściekły, że znalazłem się znowu w punkcie wyjścia. Lisa nie była wzywaniem, była kurde nie do zdobycia! Kiedy się zjawiła dzisiaj w studiu, przywitałem ją z łobuzerskim uśmiechem, łudząc się, że odwzajemni ten gest. Coś mi odpyskowała, wzburzając we mnie krew. CC uniósł brew, szczerząc zęby jak głupi. Kretyn. Postanowiłem, że to wyjaśnię, nie będzie, że mnie żadna dziewczyna drwiła.
- Kawa ci wystygnie – mruknąłem, nie kryjąc złości w głosie.
Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona, zanim pojęła wagę słów.
- Tak, tak. Dzięki za kawę, tak w ogóle.
- Podziękowałaś mi, a to ci nowina. Najpierw powinnaś to zrobić, a później być dla mnie wredną.
- O co ci chodzi?
Nachyliłem się tak, aby bez problemu szeptać jej do ucha:
- Wczoraj byłaś dla mnie miła, teraz jest znowu dla mnie oschła. Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, a ty ponownie wałkujesz to samo. Możesz mi to wyjaśnić, zanim popadnę w obłęd?
Widziałem jak przygryza wargę. Czemu to było takie seksowne?
- Bo jesteśmy w pracy. Możemy tutaj zachowywać się profesjonalnie w pełni? Za tamtymi drzwiami. – Wskazała na nie palcem. – Niech się dzieje, co chce. Ale tutaj, będziemy tworzyć genialną muzykę, w której zakocha się miliard waszych fanów, jasne?
- A myślisz, że jak będziesz tak dalej przygryzała tą cholerną wargę, będę wstanie się skupić? Puszczą mi nerwy i stanę się nieobliczalny.
- Chciałabym to zobaczyć.
*
Po obiedzie postanowiliśmy, że udamy się do centrum handlowego na małe zakupy. W niespełna kwadrans całe centrum handlowe znalazło się w sklepie Adidas. Mimo krzyków i fleszów staraliśmy się zachowywać normalnie, co było trudnym zadaniem, przy trzęsących się rękach ekspedientki, która nie była wstanie wydać reszty. Wygłupialiśmy się co nie miara, szybko stwierdzając, że wypad całą piątką facetów w czerni był bzdurnym pomysłem. Najwyraźniej plan podziału musiał ujrzeć światło dzienne, a normalność takowa już nigdy nie powróci. Czy taką drogę chciałem? Nie, lecz to są skutki podjęcia innych decyzji. I pretensji do boga, który obdarował mnie nieprzeciętną urodą.
- I jak wyglądam? – zapytał Andy, w którymś z kolei sklepie. Miał na sobie cienką, poliestrową bluzę w odcieniu żółtego mazaka. Oczojebna żółć, o ble…
- Założę się o stówę, że jej nie kupisz i nie ubierz – wtrącił szybko Jinxx, mierząc go wzrokiem.
- Wchodzę to!
Zerknęliśmy z Jake’m na siebie, obydwaj rozbawieni tym wdziankiem.
- Chłopie. – Podszedł do niego CC i poklepał go po ramieniu. – Jest lato, a gdy to założysz, to obsiądą cię czarne, małe robaczki.
- Robaki?! – warknął roztrzęsiony. Spojrzał jeszcze raz na bluzę, potem znowu na Comę i w końcu na Fergusona. – Tą stówą to ty sobie możesz, wiesz co podetrzeć. – Ściągnął bluzę i odwiesił na wieszak z obrzydzeniem.
- Tchórz! Boi się małych robaczków – zadrwił z niego gitarzysta.
- Burak!
- Chodźcie, dalej. Wstyd nam przynoszą – powiedziałem do CC i Jake. Zaczęliśmy kierować się ku wyjściu z owego butiku. – Może jakieś żarcie, co?
- Jedliśmy jakieś… - zaczął Pitts, spoglądając na swój telefon. – Prawie trzy godziny temu? Jak to zleciało, nawet nie wiem, kiedy…?
Zachichotałem na wypowiedź przyjaciela. Skinąłem na jego rękę, w której trzymał kilka kolorowych siatek. Spojrzał na mnie sceptycznie, burcząc pod nosem „to tylko trochę szmatek, wyluzuj”. Te kilka szmatek to nie było nic innego jak kilka par spodni Wranglera i czarnych t-shirtów z kilku jakiś firm. Ja natomiast nie kupiłem nic.
- Jestem za! – krzyknął niedaleko mnie Jinxx. Zareagował tak szybko, że nie zauważyłem, kiedy znalazł się tuż przy nas. – Andy, chodź szybciej! Chcą jeść bez nas!
Szturchnąłem go w ramię, nie każdy musiał wiedzieć, że idziemy jeść. Jeszcze tego brakowało, aby małe dziewczynki wpatrywały mi się w talerz.
- Chcę dużego… burgera, z… wielgaśnym…, soczystym mięskiem – mamrotał, zziajany od biegu Andy. Oblizywał wargi tonąc w swoich marzeniach.
– I do tego świeża sałateczka – dodał rozmarzony CC.
- Cisza! – warknąłem na ową dwójkę. – Przez was zaczynam się robić bardziej głodny – poskarżyłem się wszystkim członkom zespołu. – Chodźcie wreszcie, bo przysięgam zjem wasze udka tu i teraz!
Chłopaki zerknęli na siebie nawzajem przelotnie i wzruszyli ramionami. Udaliśmy się wszyscy do Burger Kinga na ucztę. Ze względu na obszerny apetyt i dość dużą naszą liczbę musieliśmy złączyć kilka metalowych stolików. Jake zamówił jakąś sałatkę w jakimś barze ze zdrową żywnością.
- Jinxx! – burknął wściekle Jake, besztając kolegę za beknięcie. – Fuuuuj. Sama cebula. – Zatkał teatralnie nos.
Ferguson spiorunował go swoim błękitnookim spojrzeniem. I wgryzł się w ostatni kawałek burgera. – Nie bądź taki delikatny. Bądź facetem – powiedział spokojnie, gdy skończył konsumować kanapkę. Mało tego, pięścią uderzył się w pierś jak połowa podróbki Tarzana.
- Idziemy w tango, dzisiaj? – wtrącił nagle Jinxx.
- Możemy pójść do The Eve! – zakomunikował CC, nieznacznie ożywiony swoim pomysłem.
I jakże się okazało wszyscy byliśmy za. Wejście do klubu zaczynało się od godziny dwudziestej pierwszej, zanim impreza się rozkręci to potrzeba trochę czasu. Razem postawiliśmy na godzinę; po dwudziestej drugiej. W międzyczasie wziąłem prysznic i ubrałem czyste ciuchy. Na telefonie, jakże się okazało miałem jedną nieodebraną wiadomość, zgadnijcie, od kogo? Wzburzyłem się na jej treść „możemy się dzisiaj spotkać?”. Rozumiem, że jestem wspaniały, ale czy obiecywałem jej coś? Nic! Zatem, kurwa, po cholerę do mnie pisze? Przecież powtarzałem jej już kilka razy, że spotykamy się tylko, kiedy ja tego chcę! I tylko na seks. Usunąłem szybko wiadomość, obrzucając ją błotem, wszystkimi znanymi mi obelgami.
W klubie, sącząc drinka rozmyślałem. Tak, kurde myślałem o blondwłosej Greene. Oszalałem kompletnie na jej punkcie, nawet nie wiem jak i dlaczego. Kiedy to mogło się stać? Poznałem ją i PUF, zaprząta moje myśli niczym duch w nawiedzonej posiadłości. I nic nie mogłem na to poradzić. Ta jej niedostępność wkurwiała mnie maksymalnie, jednocześnie rodząc we mnie większy żar i chęć zdobycia jej góry lodowej. Czy tak wygląda zakochanie się?
- Ash… Ashley Purdy, mówię do ciebie debilu jeden! – krzyczał na mnie CC.
- Co się drzesz?! Bo zaraz dostaniesz wylewu krwi do mózgu!
- Może i dobrze, przynajmniej nie będę musiał patrzeć jak robisz z siebie idiotę, siedząc i kołysząc się jak jakiś upośledzony zakochaniec!
- Nie jestem zakochany – prychnąłem, upijając drinka do dna. – Zadowolony?
- Bardzo. Zobacz, Jinxx wyrwał jakąś fajną rudą. Czyżbym został jedynym singlem w zespole?
- Zaraz!... Też jestem singlem.
Coma uniósł brew, a usta zacisnął w cienką linię.
- No co. Z Lisą się nawet nie całowaliśmy.
I wtem na horyzoncie spostrzegłem tlenione włosy. Po sylwetce poznałem. Przełykając głośno ślinę, zacisnąłem dłoń na szklance. Nie wiedziałem co robić, a to było do mnie niepodobne.

To poznaliśmy podział kobiet przez Ash'a. Kogo Purdy dostrzegł? O tym w następnym rozdziale. 
I jak?

8 komentarzy:

  1. Super rozdział z perspektywy Ash'a. Może to była ta cała "pani na zlecenie" XD Czemu mi się to wszystko skojarzyło z 50 Shades of Grey ? XD
    Kiedy następny ? Bo jestem "nienajedzona" :(

    My nightmare

    OdpowiedzUsuń
  2. Znienawidziłam Ashleya za jego szufladkowanie kobiet.Gr...koszmar.Lisa za to zadziwia mnie w dalszym ciągu.Purdy nie wie co zrobić buahaha.Dobrze mu tak.Z tym zakupem bluzy to Andy był bezbłędny.Oni jędzą z 15 razy tyle co ja.Przepraszam za nieskładny komentarz.Życzę weny i czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam <3
    Mi rozdział podoba tak dużo Ashley'a 3:)
    Podejrzewa, że to będzie Kina :-)
    Pozdrawiam, trzymaj się cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu tu dotarłam. Postaram się napisać śliczny komentarz, prawie na miarę moich rozdziałów. (I tak mi się nie uda, ale cicho)
    No więc sama fabuła mi się podoba. Jak już wiesz po moim blogu, lubię tajemnice, niedopowiedzenia, twarde główne bohaterki, które nie płaczą w każdym rozdziale, jakie to one pokrzywdzone.
    Ashley jest tu... cóż, taki jak Ashley. Z tym podziałem kobiet, to serio bym się nie zdziwiła, gdyby to prawda była. Ten facet ewidentnie czegoś szuka w swoim życiu. Tylko czego? A że przy tym jest palantem, bo próbuje pokazać jaki to on fajny, to już inna sprawa. Ale ja się kiedyś WSZYSTKIEGO dowiem. Choćbym miała na to zmarnować 30 lat.
    Chłopcy jak zwykle są przezabawni, przeuroczy i w ogóle cud miód.
    Jednak najbardziej podoba mi się tutaj Jinxx. Nie wiem, na ile widzę w nim postać, wykreowaną przez Ciebie, a na ile to moje prywatne zauroczenie nim. Jednak miłość nie wybiera...
    Tak teraz myślę, że cokolwiek bym nie przeczytała o Purdy'm, to już mnie nic nie zdziwi. Ja wiem, czemu on udaje poszczególne rzeczy, tylko jeszcze muszę mu to uświadomić. Żeby podszkolił warsztat aktorski. Ogólnie nie jest tu tak przesłodzony jak w większości blogów (w tym u mnie.).
    A co do końcówki, to tlenione włosy kojarzą mi się tylko i wyłącznie z dwiema laskami. Albo w sumie jedną. Nie jestem pewna, czy druga ma tlenione, czy prawdziwy blond.
    Dobrze, to chyba tyle. Wiedziałam, że mi nie wyjdzie ten komentarz... No nic, weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko super.
    Andy boi się małych robaczków ^-^
    To takie urocze ;)
    Myślę, że tam w klubie będzie Kina.
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawaj następny rozdział bo jestem ciekawa którą z dziewczyn zobaczył ;)
    Ale rozdział extraaaaa *,*

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko, no super wyszło genialnie.
    Lubie,że opisujesz ich jako zwykłych ludzi a nie idealne we wszystkim gwiazdki. Hahha Andy no robaczków się boisz? Nie przesadzaj XD

    OdpowiedzUsuń
  8. Ekhem, nadal jestem w szoku...
    W skrócie: zajebiaszczo, pisz dalej, czekam na więcej ^_^
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń