Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

sobota, 29 listopada 2014

9. Coura­ge is to re­sist fear, mas­te­ry of fear - not ab­sence of fear



Niektórzy wspominali, że musiałam być wkurzona pisząc poprzedni rozdział. To nie tak, na złość wprawia mnie jedynie w to, że nie mam weny, tyle. :P Potrafię pisać depresyjne rozdziały będąc szczęśliwa i odwrotnie :D.
Witam, nowe czytelniczki :* jak miło.


Lisa
Nazajutrz wstałam z uczuciem, że stanie się coś dobrego. Nie wiem, po prostu coś takiego czułam. Kąciki ust aż same powędrowały do góry. Pragnienie zaraz dało o sobie znać; alkohol, noc, Jinxx i Ash. Ostatnia noc wróciła do mnie z powrotem. Tam gdzie wcześniej była radość, zagościł smutek. Czemu faceci są tacy beznadziejni? Najpierw Ashley dał mi nadzieję, tak, nadzieję, którą odebrał w chamski sposób. Chciałam się na nim jakoś odegrać, wplątując w to biednego Jinxx’a. W sumie on aż taki biedny to nie był. Zdradził swoją żonę, tego to akurat się po nim nie spodziewałam. Nie lubiłam zdrady pod żadną postacią. Stykałam się z nią w życiu tak często, mimo to szokowała tak samo, i bolała… Odkryłam się, czując chłód tam, gdzie nocna koszulka nie zakrywała skóry. Poszłam wpierw do łazienki, suchość w gardle wdała się we znaki, na co musiałam upić kilka solidnych haustów wody prosto z kranu. Przyszykowałam się dość szybko, patrząc nerwowo na zegar. W nocy do mieszkania Fergusona nie doszłam, pogadaliśmy jeszcze chwilę tak od serca i się rozdzieliliśmy, on poszedł do domu, a ja wsiadłam do taksówki, którą uparcie opłacił z góry. Na przyjaciela się nadawał, czy na kogoś więcej? Potrzebowałam siły na stracie z Purdy’m, dzisiejszego dnia.

wtorek, 25 listopada 2014

8. Each day is dri­ve through his­to­ry

Jestem bardzo rozżalona. Zamówiłam na Alternative Press paczkę: plakat z autografami i gazetę z BVB. Miesiąc czekania, jest paczka, a tam tylko plakat :(. Wybaczcie, że się żalę, ale muszę. Nawet plakat mnie nie cieszy teraz...

Ten rozdział wstawiam bez poprawek, więc za błędy przepraszam :) Ale przejdźmy do rozdziału:
I bym zapomniała: Dziękuję za komentarze <3 :*



Lisa
Jinxx nie miał oporów. Ja też nie. Przyznam szczerze, że alkohol robił tutaj sporo i to bardzo. Potrafiłam w takiej parze tańczyć jak tylko facet chciał. Nie wyglądaliśmy wcale na parę przyjaciół. Nasze ciała stykały się ze sobą tak blisko, niewidzialna siłą ciągnęła nas do siebie, działając jak magnez. Wiedziałam, że będę żałować wszystkiego, co stanie się dzisiejszej nocy. Czułam supeł podniecenia w podbrzuszu, facet napalał się jeszcze bardziej z każdą sekundą. Jednak nie mogłam wyluzować w pełni, kłamiąc sobie prosto w oczy, wmawiałam sobie, iż nie szukałam w tłumie brązowych ciemnych jak węgiel oczu, seksownych kości policzkowych i czupryny ciemnych włosów. Imię tego człowieka gdzieś zawisło w przestrzeni, jakby bało się, że zostanie rozszarpane przez głód języków ognia płonących w duszy. Wieki temu obiecałam sobie jedno, nie pozwolę już nigdy przenigdy się zakochać i zranić przed tego samego mężczyznę. Nasz taniec był amatorski, zabawny i jednocześnie erotyczny. Jinxx z czasem wyluzował, nie rozumiałam, dlaczego, widząc, że byłam chętna na dosłownie wszystko. No, prawie…

wtorek, 18 listopada 2014

7. Sex al­le­viates ten­sion, lo­ve causes it


Następny rozdział nie wiem kiedy dodam, mam masę nauki :(

Ashley
W mieszkaniu usiadłem na fotelu przed telewizorem, upijając łyk świeżo otwartego piwa. Ostrość gazu drażniła przyjemnie mój język i podniebienie, kiedy próbowałem obmyślić plan. Wytężyłem mózg, nie mogąc na nic konkretnego wpaść. W głowie totalna pustka, gdzie wiał wiatr z jednego ucha do drugiego. To doprowadzało mnie do totalnego szału. Wyciągnąłem nogi na stolik, beznamiętnie wpatrując się w kolorowy ekran. Nie mogłem przegrać, za wszelką cenę, nawet mój lekko wyrzeźbiony tors nie sprawił, że uklękła mi do stóp. Ciężki orzech do zgryzienia. Upiłem kolejny łyk i jeszcze jeden, myśląc i analizując jak jakiś cholerny filozof. Mój telefon się odezwał, raz i kolejny, leżał tak daleko, aż na drugim końcu kanapy. Tyle kilometrów nie chciało mi się przemierzać, byłem zmęczony, a nawet padnięty. Niczym padlina czyhająca na sępa.
- Dajcie mi święty spokój – mruknąłem w stronę dzwoniącego telefonu. – Jestem, kurwa, cholernie zajęty. – Napiłem się piwa.

piątek, 14 listopada 2014

6. A lie can be hal­fway round the wor­ld be­fore the truth has got its boots on



Dziękuję za komentarze :*! Wiedziałam, że poprzedni rozdział przypadnie wam do gustu :) 
Jak wam się podoba mój kursor? Ile się go naszukałam w tych interenetach, ale jest xD

Ashley
Ja pierdolę! Myślałem, że się nie wyrwiemy z tego piekła. Nie mam niczego do zarzucenia naszym fanom, ale to było przegięcie. Kilka młodych dziewczyn zaatakowały nas i nie chciały puścić, mimo że zrobiły sobie z nami milion zdjęć, a autografy pokryły ich bluzki i odkryte ciała po brzegi. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy robią zakupy, bo taka kolej rzeczy. Trzeba było zamówić produkty przez internet… Zabiję Jake, za tą długą listę! Drogę do studia przebrnęliśmy w ciszy. Na miejscu, CC wyskoczył z auta jak poparzony, oglądając go ze wszystkim stron, szukając najmniejszego defektu.
- Chcesz rentgena, albo chociażby lupę? – zadrwił Andy, pokładając się ze śmiechu. CC spojrzał na niego z szałem w oczach, szczerze, to nigdy nie widziałem u niego takiego spojrzenia. Biersack’owi aż zrzedła mina.
- Zaraz ci wepchnę bakłażana w dupę, to ci się odechce takich żartów! – odszczekał się perkusista, przyglądając się masce. – No, jest nieskazitelny!

poniedziałek, 10 listopada 2014

5. To be or not to be, that is the ques­tion

Tadam, przedstawiam wam rozdział, przy którym doskonale się bawiłam. Oczywiście do nastolatek nic nie mam :). 
Zapraszam do czytania i komentowania!



Lisa
Odechciało mi się pracy całkowicie. Wiedziałam, że poznanie Black Veil Brides niczego konkretnego nie wniesie, ale żebym na wstępie czuła takie zażenowanie. Jinxx najpierw mnie opierdolił za to, że jest bałaganiarzem, Ashley natomiast pokazał, jakim jest wspaniałym lowelasem. Jedynie CC trzymał się solidnie, wzbudzając we mnie namiastkę sympatii. Ta jego zabawna część sprawiała, że zapomniałam, z kim mam styczność rozmawiać. Z czasem jakieś spięcia zanikły, a my mogliśmy zacząć spokojnie spędzać ze sobą czas, poznając się przy tym bliżej. Nie zaprzeczę, że alkohol nie odegrał tutaj ważnej funkcji. Jako że faceci są fanami Jack’a Danielsa, ten trunek przejął dowodzenie, mieszając się z colą dla mnie. Purdy jakoś dziwnie na mnie patrzył z Jinxx’em, nie wiem, jak jakaś para psychopatów, czy coś. Najpierw przedyskutowaliśmy sprawy odnośnie nowego albumu, Andy machał mi przed oczami swoim notesem, z którego pokazał mi tekst pierwszej piosenki, od której chciał zacząć. Jedno trzeba mu było przyznać, facet był dość narwany i wszędzie go pełno, już nie wspomnę o przekazywaniu informacji, których było tak mnóstwo, że zdążyłam zapamiętać ledwie połowę. W dalszej części spotkania, gdy języki zaczęły się powoli plątać, przeszliśmy na bardziej osobiste tereny.

czwartek, 6 listopada 2014

4. Whe­re the­re is doubt the­re is freedom



 I jak tam, podekscytowani koncertem? Jedziecie? :)
Ostatnio pisałam nowe rodziały, i jestem na 8 :D, aż sama jestem w szoku. Korzystaw kiedy mogę z tej weny, która jeszcze się tli. Następny rozdział dodam, za ładne komentarze, rozdział 5 jest bardzo zabawny z punktu widzenia Ash'a :D i ogólnie singlom z BVB odbije szajba.

Lisa
Pierwszy raz widziałam jak człowiek, a raczej jego skóra przerabia wszystkie możliwe odcienie począwszy od czerwonego, a skończywszy na fiolecie. Andy mógłby robić za kucyka w bajce dla dzieci. A to wszystko przez to, że nie zgodziłam się na jeden podpunkt z jego cholernej listy! Dziewięć innych zachcianek mogłam spełnić, ale nie to! Na niebiosa, do diabła!
- Ale czemu nie? – spytał Jake, wachlując kolegę.
- Bo nie – burknęłam. – Nie ma takiej opcji. Wszystko, ale nie to.
Wymyślili sobie, że… chcą mieć każdy weekend wolny. Mało tego, chcieli przyjeżdżać do studia na jedenastą. Tyle cennego czasu zaprzepaści. Rockameni od siedmiu boleści.
- Ale podaj mi konkretny argument?! – Andy lekko znowu się wściekł, choć nie dał tego po sobie poznać.

sobota, 1 listopada 2014

3. Drink pro­vokes the de­sire but ta­kes away the per­forman­ce



Wczoraj kurier przywiózł mi płytę, cieszyłam się jak małe dziecko. Crown of thorns, Drag me to the grave i Walka away grają mi naprzemiennie w głowie xD.
Nie wiem kiedy następny, pisze się co prawda, ale przed najbliższe tygodnia nie mam dnia przerwy więc musicie zrozumieć. Postaram się dodać r.4 w następnym tygodniu koło czwartku, ale nie obiecuję :). Wiecie, że to moja pierwsza wolna sobota od czerwca?
Aha, dziękuję za wszystkie komentarze <3, są cholernie motywujące! Na wykładach piszę fragmenty, których  użyję kiedyś w przyszłości :D
_____________________________________________

Lisa
Weekend minął mi nieubłaganie szybko. Zadbałam o siebie porządnie, tj. kosmetyczka, fryzjer i inne bzdety. A co mi tam, zrelaksowałam się, zbierając energię na długi męczący czas, który mnie czekał. Dwa dni wolnego, sprawiły, że zdałam sobie sprawę, iż nie wyobrażam sobie życia bez muzyki od podszewki. Cholera, nawet siedząc na obrotowym krześle u fryzjerki, zastanawiałam się nad jakimiś nowymi motywami. Czy to nie jest już chore? Od pracoholizmu wcześniej uciekałam, a teraz się w nim zatracałam. Dwie sprzeczności, które nacierają na siebie.