Niektórzy wspominali, że musiałam być wkurzona pisząc poprzedni rozdział. To nie tak, na złość wprawia mnie jedynie w to, że nie mam weny, tyle. :P Potrafię pisać depresyjne rozdziały będąc szczęśliwa i odwrotnie :D.
Witam, nowe czytelniczki :* jak miło.
Lisa
Nazajutrz wstałam z uczuciem, że
stanie się coś dobrego. Nie wiem, po prostu coś takiego czułam. Kąciki ust aż
same powędrowały do góry. Pragnienie zaraz dało o sobie znać; alkohol, noc,
Jinxx i Ash. Ostatnia noc wróciła do mnie z powrotem. Tam gdzie wcześniej była
radość, zagościł smutek. Czemu faceci są tacy beznadziejni? Najpierw Ashley dał
mi nadzieję, tak, nadzieję, którą
odebrał w chamski sposób. Chciałam się na nim jakoś odegrać, wplątując w to
biednego Jinxx’a. W sumie on aż taki biedny to nie był. Zdradził swoją żonę,
tego to akurat się po nim nie spodziewałam. Nie lubiłam zdrady pod żadną
postacią. Stykałam się z nią w życiu tak często, mimo to szokowała tak samo, i
bolała… Odkryłam się, czując chłód tam, gdzie nocna koszulka nie zakrywała
skóry. Poszłam wpierw do łazienki, suchość w gardle wdała się we znaki, na co
musiałam upić kilka solidnych haustów wody prosto z kranu. Przyszykowałam się
dość szybko, patrząc nerwowo na zegar. W nocy do mieszkania Fergusona nie
doszłam, pogadaliśmy jeszcze chwilę tak od serca i się rozdzieliliśmy, on
poszedł do domu, a ja wsiadłam do taksówki, którą uparcie opłacił z góry. Na
przyjaciela się nadawał, czy na kogoś więcej? Potrzebowałam siły na stracie z
Purdy’m, dzisiejszego dnia.