Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

wtorek, 28 października 2014

2. So­me thin­gs will ne­ver chan­ge



Tak na wstępie, muszę się pochwalić jaka ze mnie blondynka i poliglotka. Pracuję w sklepie, i ostatnio podchodzi do mnie facet i po angielsku; gdzie jest cukier? Co mu odpowiedziałam: Tutaj. This is Zucker. Zucker = sugar. Polski, angielski i niemiecki xD. Geniusz.
Nie mogę się dogadać z bloggerem odnośnie czcionki. Ostatnio zrobiłąm jakieś czary-mary i było dobrze. A kit z tym...

Ashley
Ten głód znowu mnie dopadł. On zawsze do mnie wracał jak wierny pies, z tą różnicą, że to nie ja byłem panem. Chwyta mnie w swoje szpony, wyśmiewa prosto w oczy i gardzi jak szmacianą, starą lalką. Zakuwa w kajdany, które wpijają mi się aż do krwi w nadgarstki. Tak, jestem słaby. Czy kiedyś zdołam się od tego uwolnić? Pomóż mi się stąd wydostać! – krzyczę głośno w myślach. Tonę… Czy ktoś usłyszy moje wołanie o pomoc?
Niektórzy mają wszystko, a inni nic. Mimo to, chowają się pod maską.
Czego chce Ashley Purdy? Może gwiazdki z nieba, co?
Chciałbym… pragnę mnóstwa rzeczy. Zawsze chciałem być sławny, a to marzenie się już dawno spełniło, więc zostało już odhaczone z listy moich życzeń. A teraz, jaki ustanowić sobie nowy cel? Tego jeszcze nie wiem – nie mam bladego pojęcia. Wiem jedynie, że to jest bardzo ważne, odbieram pewne sygnały z serca. To jest jak czarna dziura w galaktyce, która wsysa do środka, całą moją życiową energię. Pustka – czuję ją, jednak nie umiem jej zdefiniować – nie wiem, czym jest ona spowodowana. Brakiem odpowiedniej ilości tlenu? Nie, to niemożliwe. Tuszuje ją, tylko zapach kobiecego ciała, ale tylko na krótką chwilę. Działa to tak jak narkotyki dla narkomana; życie jest piękne tylko przez czas działania. Wszystko później wraca jak bumerang, bądź pryska jak bańka mydlana. Pustka, która jest jak nieprzyjemny odcisk. Jest jak echo, odbijające się od ściany. Głucha próżnia, która doprowadza mnie do szału, ponieważ nie mogę jej niczym w pełni wypełnić. Moja dusza tego łaknie, a ja nie potrafię tego uczynić, bo nie wiem jak. Z desperacji niemal wyrywam sobie włosy z głowy.
Zwykłe drzwi od łazienki, nie tłumiły ich krzyków.
– Jestem gitarzystą! – wycedził przez zaciśnięte zęby Jinxx.
- Ty szarpidrucie! – wył na niego Andy, przedrzeźniając dalej gitarzystę.
- Gitarzystą, debilu!
- Szarpiesz druty!
- Jesteś elokwentnym dupkiem, który nosi różowe stringi z batmanem!
Wyszedłem do łazienki na pięć minut. Na pięć minut, do cholery, i te dwa ćwioki zaczęły się wzajemnie mieszać z błotem.
- Teraz to łapię focha!! – wydarł się Biersack, skrzyżował ręce, przeszedł pokój i usiadł w kącie, plecami do nich. – 3… 2… 1…! Największy-Foch-Na-Świecie-Cwelu!
Jinxx spojrzał pobłażliwie na CC, który natomiast patrzył dziwnie na wokalistę. Jake miał to gdzieś, spał sobie w najlepsze, a krzyki Andy’iego wcale mu nie przeszkadzały. Jinxx po chwili się obudził z otępienia, na wielkie oświadczenie wokalisty i w jednej sekundzie zburzył chytry plan w jego głowie. Jak? Och, słowami.
- FOCH to Fachowe Obciąganie CHuja!!! – O tak, właśnie. I psychiczny śmiech wydobył się zza ust gitarzysty.
Skóra Biersacka zapulsowała jak czerwona lampka alarmu.
W pewnym momencie, CC ściągał spodnie. Całe zgromadzenie, z wyjątkiem niczego niespodziewającego się Andy’ego, spoglądało na niego zszokowane. Nikt tego się nie spodziewał, lecz wiedzieli, do czego zmierza ich przyjaciel.
- Co ty, do cholery, wyrabiasz? – Jinxx zmaterializował się przy perkusiście, patrząc intensywnie w brązowe oczy bruneta. CC zdążył już ściągnąć jeansy do kolan.
- No, gorąco mi.
- Nie kłam! My dobrze wiem, co chcesz robić. Ale tak przy wszystkich się masturbować?
- Taki z ciebie świętoszek – zadrwił CC. – Z pewnością latasz pod zimny prysznic co godzinę.
- Tak jak nasza trójka – mruknąłem, siadając na środku pokoju. – Bo tylko Andy i Jake mają dziewczyny, a my musimy sobie jakoś radzić. Więc Jinxx wyluzuj, daj mu pożyć.
- Taa, to może zrobimy sobie teraz kącik Masturbacji, co? Dalej, Ash, siadaj obok CC i jazda. Możemy się wymieniać, tak rekreacyjnie.
- Nie ma mowy! – syknąłem oburzony. – Nie będę dotykał penisa CC’ego, ani nikogo innego, nawet jeśli mielibyście mi za to zapłacić!
- Nawet nie chcę, żebyś mnie dotykał! – odpyskował mi perkusista.
*
Otworzyłem oczy, a zegar tik, tak. Nie ruszyłem się, nawet o centymetr, a zegar tik, tak. Głowa pulsowała niczym aorta transportująca krew do tkanek. Przemogłem swoje lenistwo i odwróciłem się na bok, a zegar tik, tak. Ciągle to samo. Żyjemy, by wstać i potem znowu się położyć. Gówniana monotonność. Pieprzona, nudna egzystencja. Łeb mi pękał i pulsował jednocześnie. Cholera – westchnąłem, chwytając ją w obie ręce, jakbym mógł tym załagodzić ten ból. Przerzuciłem ciało na plecy i poczułem coś ciepłego. Natychmiastowo znalazłem się w pionie.
- Kurde… - jęknąłem, gdy ból się nasilił, poprzez owy gwałtowny ruch.
Jednak to nie było najgorsze. Obok mnie, pod tą samą kołdrą leżała jakaś dziewczyna. A jej falowane, brązowe pukle rozsypały się w nieładzie. Co też się wczoraj zdarzyło? Pojechaliśmy do klubu, piliśmy i bawiliśmy się w najlepsze. Poznając nowe panienki zachwycone takimi gwiazdami jak my. Jak ja! Ta nieznajoma obok mnie to była moja nowa zdobycz, odhaczona w mentalnej ankiecie. Wytężyłem wzrok, który przyzwyczaił się do panującej w pokoju jasności, musiało być rano, bo słońce mocno wdrapywało się przez południową szybę. Chwyciłem pobliskie bokserki i wymknąłem się do łazienki. Miałem gromką nadzieję, że jak się obudzę, dziewczyny nie będzie. Co mnie interesuje, że łazienkę zająłem? Wziąłem prysznic, relaksując się pod strumieniem ciepłej wody, a biczami, którymi ona wypływała, masowała moje zbolałe plecy. Gdy wróciłem do sypialni, mając na sobie jedynie bokserki, zaobserwowałem, że nieznajoma nadal śpi w moim łóżku. Podszedłem do łóżka, od strony, po której spała. Zacisnąłem mocno wargi.
- Wstawaj, śpiąca królewno – burknąłem, wprost do jej ucha. Słyszałem jak coś szepcze pod nosem, nie, zaraz, to było mruczenie, przypominające kota. Prychnąłem; co za idiotka. – Wstawaj! – Mój głos zabrzmiał ostrzej. Chwyciłem za kołdrę i pociągnąłem. Stawiała opór mojej sile, dziewczyna się jej kurczowo trzymała.
- Jeszcze pięć minut, Ash – mruknęła. Wyczułem w jej głosie rozbawienie. Tyle, że mi do śmiechu nie było.
- Do cholery, laska, wstawaj. Masz pięć minut!
- Zmuś mnie – powiedziała zalotnie. I z tymi słowami spojrzała na mnie zza kurtyny brązowych włosów. Zrobiła dzióbek chcąc wyglądać seksownie.
Marny efekt; stwierdziłem.
- Kobieto… - zacząłem mówić powoli, by ten bezmózgi człek, był w stanie to zrozumieć. – Nie obchodzi mnie, co wczoraj między nami zaszło i jaki to miało wpływ na twoje życie. Masz minutę, by się ubrać i wypieprzać z mojego mieszkania, rozumiesz?
Przeciągnęła się jak kot, nie kwapiąc się na wykonanie tego, co powiedziałem. A moja złość narastała we mnie, przygotowując się do wybuchu. Jeszcze chwila, a wyjdę z równowagi.
– Słyszałam, co nieco o tobie, panie Purdy. Niekoniecznie od ciebie.
Poczułem jej delikatne opuszki palców, które dotknęły mój brzuch. Obudziło się na ułamek sekundy pożądanie, które szybko stłumiłem. Brunetka wykrzywiła usta w łobuzerski uśmiech, a ja poczułem, że jestem przy kresu wytrzymałości. Nawet nie zauważyłem, kiedy chwyciłem ją za ramię, w uścisk niezdradzający ani krzty delikatności.
- Wynoś się stąd! – warknąłem jak rozszalały wilk.
Nie panowałem teraz nad sobą. Zauważyłem zmianę w jej oczach; wpierw zdziwienie zamieniające się w strach. Bała się mnie – część mojej osobowości się ucieszyła. Jednak sumienie przejęło ster, puściłem ją. Sięgnąłem ku stolika nocnego, po telefon. Odblokowałem klawiaturę i wybałuszyłem oczy, gdy ujrzałem: 13 nieodebranych połączeń i 7 nieodebranych wiadomości. Od Blasko, Rock’a. Jak miło... Troszczą się o mnie. Zbytnio mi się nie spieszyło, był poniedziałek... 10:37 O, cholera! O dziesiątej mieliśmy być wszyscy w studio, kurde w dupę. Nasz menadżer nas zamorduje, utopi albo poćwiartuje.
W ekstremalnie szybkim tempie zarzuciłem na swoje piękne ciało, pierwsze lepsze ubrania. A marzył mi się jeszcze prysznic, a niech to wszystko, cholera weźmie! Toć oni nas zamordują, powieszą za jaja, albo co gorsza wykastrują... A może po drodze skoczę do sklepu… Nie! Żadne żelki teraz nie pomogą, o ja biedny… W salonie zauważyłem tylko Jinxxa i CC, którzy ze zmęczonymi twarzami wpatrywali się we włączony telewizor.
- Pracowita noc? – zapytał CC, siląc się na zawadiacki uśmiech. Posłałem mu poirytowane spojrzenie.
- Bez komentarza, chłopie, była beznadziejna w łóżku – wtrącił się Jinxx, z głupim uśmieszkiem. Na dodatek poruszył sugestywnie brwiami.
Olałem ich, kierując się do kuchni. Byłem głodny i spragniony – o dziwo, że dopiero teraz o tym pomyślałem. Wyjąłem z lodówki dwulitrową butelkę zimnej wody, połknęłam tabletkę przeciwbólową i za jednym pociągnięciem upiłem pół. Teraz rozglądałem się nad czymś do jedzenia, może jajecznica? I tak też zrobiłem, podczas ścinania się białka na patelni, moje uszy zakodowały głośny trzask drzwi. Moje kąciki ust wygięły się pod takim katem, że wargi zapewne przybrały drwiący uśmiech. A drogie panie, wiedzcie jedno – nie każdy facet jest przychylny na wasze kokieteryjne gierki. Usłyszałem także jakieś komentarze moich kumpli, jednak skwierczący dźwięk zagłuszył ich słowa. Wiecie, mam to gdzieś. Zjadłem jeszcze gorący posiłek, który poparzył mój język, jednak zassały żołądek sie tym nie przejmował. Nagle znalazłem się w pionie jak naprężona struna od gitary i zmaterializowałem się w salonie, tuż obok chłopaków.
- Nie powinniśmy być w studiu?! – Pytanie bardziej zabrzmiało jak stwierdzenie.
- Twoja panienka właśnie się ulotniła. Była zła jak osa, lepiej do niej nie dzwoń – zadrwił Jeremy z łobuzerskich uśmiechem. A CC się zaśmiał na jego słowa.
- W dupie ją mam! – Zacząłem ostrzejszym głosem. – Czemu jesteśmy tutaj, do cholery, przecież Rob nas zamorduje! – Irytowałem się ich żartami.
– Spokojnie, stary, mamy wszystko już omówione. Mamy wpaść później, jak się „ogarniemy”. Myślisz, że zdążysz się wyrobić na czternastą? – zachichotał CC, drwiąc ze mnie.
- Dajcie spokój, łeb mi pęka – poskarżyłem się. – Cholera, czuje się jak zdechły pies. Prysznic na chwilę pomógł.
- Spokojnie, nie ty jeden. To co robimy, chłopaki?
- Wyłącz najpierw ten cholerny telewizor – burknąłem w stronę CC, który trzymał w ręku pilot od telewizora. W jednej sekundzie ekran zrobił się czarny, a moja głowa wręcz westchnęła z ulgi.
Kiedy ta tabletka zacznie działać?
Jinxx jakby się rozbudził, krzyknął w odpowiedzi: - Włącz to cholerstwo!
- No chyba cię, chłopie, pogrzało. CC nie słuchaj go – odparłem poirytowany, jego głośnym tonem. Czy on zwariował, łeb mi pęka, a on chce w pudło się lampić jak jakiś kretyn.
- Włącz to, mówię! Byliśmy w telewizji!
CC tym argumentem zrobił to, co kolega mu nakazał. Ujrzeliśmy na wstępie zdjęcia całego zespołu z różnych sesji. A później na białym tle wykwitł pogrubioną czcionką napis: czy chłopaki z Black veil brides nagminnie odwiedzają klub dla transwestytów?
- Co jest, kurwa, grane?! – warknąłem. Spojrzałem na chłopaków, którzy również wpatrywali się zszokowani na ekran z rozdziawionymi szeroko ustami.
- Jaki znowu klub?! – syknął CC, wyrywając włosy z głowy.
- Pieprzyć to – warknąłem. – Mamy gorsze problemy teraz na głowie. – Zerknąłem przelotnie na Jinxxa, który jak w transie kiwał głową. I wtem wypowiedziałem jedno słowo, imię, od którego CC’emu zjeżyły się włosy na głowie. – Rob!

4 komentarze:

  1. Sieeeema :* Mówiłam Ci już, że zajebiście piszesz? Kurwa, też bym tak chciała xD Ym...podobają mi się chłopaki w takim wydaniu. Co noc inna, imprezy itd..super, super na razie ;) Wzmianka o klubie dla transwestytów mnie zwaliła z nóg. Ahahahaha :D Początek z Purdy'm i jego odczuciami zajebisty!, ale mam przez to teraz dziwne rozkminy :3 "Szarpidrut" Jezu sikam normalnie Hahahaha..dobre, dobre laska! *.* No i foch, foch, foch, foch, a myślałam, że tylko ja mam skojarzenia hihih:D Taaa i coś czuję, że będzie wpierdol niemiłosierny od Rob'a :) Dobra misia, kończę bo to mój taki pierwszy, w miarę ogarnięty komentarz więc buziaki, weny i pozdrawiam :* No i zapraszam :D
    http://rebelyellbvb.blogspot.com/
    http://unbroken-bmth.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to dobrze czytając jednego dobrego bloga, trafić na kolejnego dobrego bloga. Życie bywa piękne.
    Fabuła zapowiada się mega ciekawie. No i podoba mi się jak piszesz. Cieszę się, że tu trafiłam - tyle wygrać XD
    Czekam na kolejny!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. JA pierdole, dziewczyno jaki ty masz zajebisty talent...Ten początek mnie rozwalił, a potem było już tylko lepiej. Uwielbiam cię po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno będę czytać tego bloga :)

    OdpowiedzUsuń