Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

wtorek, 23 grudnia 2014

14. Ex­pe­rien­ce is the na­me that eve­ryone gi­ves to his mis­ta­kes



Dobra, dodaję rozdział szybko i lecę ozdabiać choinkę :D.
Wesołych Świąt życzę! :*

Lisa
- Wolę cię w tradycyjnym ubraniu – powiedziałam, ciągnąc go mocno za materiał sukienki.
Ostatnio złamałam obietnicę dotyczącą tańca, teraz postanowiłam się z tego wywiązać. Nie przeczę, że alkohol nie odegrał tutaj małej roli. Jednakże nie tak wyobrażałam sobie nas pierwszy taniec. Jak w spódniczce, on w sukience. To jakiś obłęd, ale pieprzyć to. Niech sobie ludzie myślą co chcą.
- Zaraz, czy to są damskie perfumy? – spytałam, próbując się nie zaśmiać.
- Dobry węch, pozwoliłem sobie je pożyczyć od Juliet. W sumie to ona mi je wcisnęła, zanim zdążyłem się sprzeciwić – szepnął mi do ucha, mocno obejmując mnie w talii.
Czułam się jak… No właśnie, jak? Dobrze, wyśmienicie, czując, że znajduję się w odpowiednim miejscu, we właściwym czasie. To było niesłychanie zaskakujące. I chodź zamykałam oczy, dając się ponieść emocjom, wciąż czułam ten damski zapach.
- To jest dziwne, pachniesz jak laska – westchnęłam rozbawiona, odsuwając się od niego na kilka centymetrów. – To nie przejdzie.
- Zaraz się rozbiorę – rzucił, a na jego usta wskoczył łobuzerski uśmiech.

Spojrzałam na niego zaskoczona i skonfundowana.
- Nie to miałem na myśli, zboczeńcu. Chociaż gdybyś chciała…
- Czyli jedziemy do ciebie? – spytałam z rozbawieniem w głosie. – Nie uważasz, że brzmi to dwuznacznie?
- Sama to zaproponowałaś! Ale tak, pokażę ci z chęcią moje mieszkanie.
Alice z Taylorem pożegnali się ze mną buziakiem, wracając do domu. Andy z Juliet oraz Jake z Ellą także nas opuścili, faceci na ich deklarację zaczęli wyć jak wilki do księżyca. Biersack posłał im oczko pokazując zboczony znak. No tak, faceci. Tak więc, CC i Jinxx wraz z Samanthą, pojechaliśmy do Ashley’a. Pierwsze co Ash do nas pojechał, zanim znikł za drzwiami so swojej sypialni (zapewne), to było: „Czujcie się jak u siebie”. Chłopaki bez krępacji wzięli jego słowa do serca, buszując od razu w jego barku.
- Naprawdę ma piękne mieszkanie – mówiła Sam. – Twój chłopak ma gust.
- To nie jest mój chłopak – poprawiłam machinalnie. – Jestem tutaj pierwszy raz jak ty.
Nie spodziewałam się takiego mieszkania, nie po muzyku. Było… przytulnie i swojsko. Ściany parzyście i naprzemiennie pomalowano na brąz i czerwień. Wielkie okna zajmowały ponad trzy czwarte ściany od północy, dodając tym tyle przestrzeni, że można było poczuć wolność na opuszkach palców. Podłoga została obłożona drewnianymi panelami w kolorze jasnego dębu. A fragment sufitu nad ciemnobrązowymi kanapami został częściowo wysunięty i pomalowany czerwienią, a w nich utkwiono lampy.
- Sam robiłem, z moim wujkiem. – Usłyszałam, gdy wlepiałam się jak w sufit, zahipnotyzowana.
- Tak, jasne. Bo uwierzę – mruknęłam, mierząc go wzrokiem.
Facet nie miał już na sobie sukienki ani makijażu. Włosy związał, a na ciało zarzucił ciemne podarte dżinsy i czarny t-shirt.
- Nawet nie wiesz, co ja potrafię, Lisa. Ale z chęcią ci to pokażę, lecz nie dzisiaj. I co podoba się wam dziewczyny, mój salon? – Po czym Ash objął nas w pasie, prowadząc w stronę kanapy, na której usiedliśmy. – Strasznie mnie nogi bolą. Może zdejmijcie też, te cholerne buty. – Spojrzał na nasze stopy. – Dziwnie to zabrzmiało.
Nagle przed nami pojawił się CC, podtykając nam pod nos drinki.
- Jestem ciekawa, co też wymyśliliście. Mam nadzieję, że nie zwykłe drinki; wódka z sokiem, bo to nudne – mruknęła Sam, natychmiastowo zatapiając usta w alkoholu. – Och… mhm. Dobre.
- Co to jest? Co zrobiliście? – Ash prawie wepchnął nos w moją szklankę.
- Ej, poczekaj na swojego shota. To jest dla pań! – bąknął CC gromiąc go wzrokiem. – Lisa smakuj, bo zaraz zeświruję.
Upiłam łyk. Poczułam mieszankę ananasa z kokosem. Osobiście nie wybrałabym takiego połączenia, ale no cóż. Nie chciałam zrobić mu przykrości.
- Bardzo dobre – odpowiedziałam grzecznie.
- Mówiłem Jinxx! – fuknął Coma, wracając do Fergusona.
- Powiedz mi, co to jest? – mruknął Purdy, desperacko patrząc raz na mnie, a raz na nową koleżankę.
- Kokos z ananasem – odpowiedziała mu Sam.
- A… Malibu. Słabo się postarali.
Zakrapiania impreza U Purdy’ego rozkręciła się bardziej niż w klubie. Trochę przesadziliśmy z alkoholem. Ja przesadziłam… I głupie pomysły przechodziły mi do głowy…

Ashley
Martwiłem się. To dziwne, ale tak było. Patrzyłem jak Lisa się zatacza, odbijając się od ściany, jak wesoła wpada na rozbawioną Sam. CC zabawiał je wielce uradowany, gdy Jinxx posyłał mi karcące spojrzenie. Co mogłem na to poradzić? Któryś z kolei drink był bezalkoholowy, nawet dziewczyny nie zauważyły.
I wtedy to się stało. Widziałem to jak na filmie we zwolnionym tempie. Lisa przewróciła się niebezpiecznie, wpadając na stół jak długa. Nawet nie wiem, skąd miałem w sobie tyle siły, aby znaleźć się w ułamku sekundy tuż przy niej, łapiąc jej głowę i oglądając ze wszystkich stron.
- Gdzie cię boli?! Cholera, nie widzę krwi.
- To chyba dopsze – wysepleniła, gdy ścisnąłem mocno jej policzki.
- Koniec imprezy! – warknąłem kategorycznie.
- Nieee… - wymruczała Greene, próbując się wyrwać z mojego uścisku.
W milczeniu przerzuciłem ją sobie przez bark. Wyrywała, krzycząc w niebogłosy, jednak to mnie nie zniechęciło. CC nie miał jeszcze dość, głośno oznajmiał światu swój sprzeciw. Nieważne, nimi później się zajmę, najpierw okiełznam Lisę.
- Puszczaj! – wrzeszczała, bijąc mnie pięścią w plecy.
To było cholernie niekomfortowe, lecz musiałem to przetrwać. Jeszcze przez chwilę. Rzuciłem ją na łóżko, najdelikatniej jak tylko potrafiłem.
- Traktujesz mnie jak worek kartofli! – Wiła się na łóżku jak nakręcona.
Taki widok był gorszy niż wszystko inne na świecie.
- Idź spać – mruknąłem, patrząc na jej ciało na białej pościeli.
Dziewczyna wstała, patrząc chwilę na mnie spod przymrużonych powiek, a potem zaczęła robić coś, od czego dostałem gęsiej skórki. Przełknąłem głośno ślinę, przybierając z pewnością minę wygłodniałego wilka. Lisa zaczęła ściągać koszulkę.
- Co ty… robisz? – spytałem, aż głos mi zadrżał. Nogi miałem jak przyspawane do podłoża.
- Wiem, że chcesz uprawiać ze mną seks. Przecież po to, mnie tutaj przyprowadziłeś, nieprawdaż? – Bez krzty krępacji ściągnęła bluzkę, pozostając w samym staniku.
- Nie, Lisa! – powiedziałem kategorycznie.
- Czemu? Każdy facet przecież tego chce – mówiła, odpinając guzik od spodni. Moje ręce automatycznie zatrzymały się na jej.
- Nie! – powtórzyłem desperacko. – Tak, bardzo tego chcę, ale nie teraz. Nie tak!
- Bardzo byś chciał? – zabrzmiała niemalże płaczliwie.
- Jak niczego bardziej na świecie. Jesteś cholernie podniecająca. – Objąłem jej rozżalona twarz dłońmi. – Pod warunkiem, że ty też tego byś chciała. Chodź spać, dam ci jakąś koszulkę.
Później zająłem się resztą gości. Na szczęście mam dwuosobowy materac i miejsce na kanapie. Mogłem ulokować jeszcze ze dwie osoby. Kiedy wróciłem do Lisy, dziewczyna już spała w mojej białej koszulce z napisem mojego zespołu. Mimowolnie się uśmiechnąłem na ten widok. Zastanawiam się, czy aby położenie się obok niej, było dobrym pomysłem. Czy tego nie odbierze źle? Zresztą byłem przecież u siebie… zatem położyłem się obok.
Nazajutrz obudziłem się z ładnym widokiem przed oczami. Lisa spała spokojnie, swobodnie leżąc na drugiej połowie mojego łóżka. Westchnąłem, wstając. Noc przysporzyła mi seksualnych problemów, potrzebowałem prysznica, teraz! Po półgodzinie byłem gotowy, a dziewczyna jeszcze spała, no cóż, mogłem przyszykować śniadanie. A raczej obiad… Najpierw do mnie dołączył perkusista.
- Hej, ale kiepsko się śpi na tej kanapie… – mruknął CC.
- Cześć, kanapkę? – zaproponowałem, podsuwając w jego stronę stos kromek chleba z… dżemem.
- Nie! – wydarł się Christian, szukając jakiego bezpiecznego miejsca.
Takim miejscem okazały się być ramiona Jinxx’a, który zdezorientowany akurat wszedł do kuchni. Nogi skrzyżował mu w pasie, aż Ferguson podskoczył przerażony.
 - Co, ty, do diaska robisz?!
- Nie chcę dżemiku! – powtórzył CC, bardziej zniesmaczony. – Czy ty pachniesz truskawkami?
- Szampon Ash’a.
– CC, skoro nie jesteś głodnym to wystarczyło powiedzieć – mruknąłem skonfundowany.
- Nie chcę dżemu!
- Ekm, CC, czy zechciałbyś ze mnie zejść? – poprosił ładnie Jinxx.
- Jer u ciebie jest tak bezpiecznie i cieplutko. – Chłopak jeszcze bardziej się w niego wtulił, zachłystując się jego zapachem.
- Chyba oszalałeś! – Jinxx zrzucił go brutalnie na ziemię.
Coma nie miał wyjścia, po krótkim, ale głośnym łup, musiał jęknąć i pomasować się po obolałym tyłku.
- Cholera! Ja tu ubolewam, miałem taki koszmar, że prawie nabawiłem się marskości wątroby – narzekał CC.
Zerknęliśmy na siebie z Fergusonem z pobłażliwością.
- Mądrość CC sięgnęła zenitu – posumował go Jeremy, a ja mu przytaknąłem. – Marskości można się nabawić jedynie przez toksyny i wirusy, a nie przez krwiożercze koszmary. A powtarzałem ci to nie raz, przestań oglądać te durne japońskie horrory!
Coma wydymał wargi, wielce urażony. – To nie były zombie! Tylko prześladujący mnie dżem truskawkowy! Który był wszędzie!
- Ojej, biedactwo! CC, boże, za tobą stoi litrowy dżem w twojej bandamie!
- Nie! – wydarł się, szukając jak najlepszej kryjówki.
- Głąbie – zacząłem pobłażliwe. – Nic za tobą nie stoi, Jinxx robi z ciebie jaja.
Powieka perkusisty aż zapulsowała ze złości. Na jego malinowych wargach zabłądził wredny uśmiech.
- BIEDRONKA! – wydarł się CC, doskonale udając przerażenie. Na domiar złego wskazał miejsce, gdzie owy stwór rzekomo miał się znajdować.
- Kurwa! – warknął Jinxx, odrzucając gdzieś w bok gazetę. Wskoczył na blat stołu, nie zważając na kanapki z dżemem. – Gdzie?! Zabierzcie tego potwora ode mnie! Jestem taki młody! Nie chcę umierać!
Spojrzałem na niego ze wzrokiem wyrażającym pełne ubolewanie do całej sytuacji. Potrzebny był szmat czasu, aby Jinxx wrócił z powrotem na ziemię. Najpierw rozglądał się nerwowo, potem wszedł na wyższy stopień, zorientował się z komedii, w którą został wciągnięty. Zacisnął dłonie w pięści, aż mu kłykcie pobielały. Odwrócił się w stronę Comy, całym napiętym ciałem.
- Zemszczę się CC, słyszysz? Moja zemsta będzie słodka, i będzie smakowała najlepiej na zimno! Nie znasz dnia, ani godziny, CC, zapamiętaj to!
- Tyle afery o głupią biedronkę. Miałbyś odrobinę godności, koleś, co? - wtrącił, bezczelnie się uśmiechając.
 Jinxx zawył biorąc gazetę, wychodząc.
- Napięcie przed miesiączkowe – stwierdziliśmy razem.
Coma patrzył na mnie takim przeszywającym spojrzeniem, szczerząc się jak jakiś idiota. Pokręciłem głową z dezaprobatą. Nagle wziął do ręki puste opakowanie po jogurcie i zaczął czytać:
- Skład: mleko, mleko w proszku, białka mleka, żywe kultury bakterii jogurtowych: Lactobacillus delbruecki, Streptococcus thermophilus. – Przy ostatnich słowach CC słowa sylabował.
- Ej, koleś, przestań łamać sobie język. I tak tego nie rozumiesz.
- To nie ma tutaj L.casei z Actimela? – mruknął do siebie, odrzucając opakowanie po jogurcie.
Skrzyżował ręce na gołej piersi, nagle jego twarz pojaśniała.
- I jak tam noc z Lisą? – spytał niespodziewanie CC, upijając solidny haust wody. – Było gorąco?
Spojrzałem na niego pobłażliwie.
- Oczywiście, że nie, CC. Za kogo mnie masz?
- Ona nie chciała!? Czy ty? – syknął zaskoczony. – No tego się nie spodziewałem.
- Christian! Przestań pierdolić dyrdymały i zrób sobie coś porządnego do jedzenia, a nie. Aż taką świnią nie jestem, ok?
Człowiek jest istotą ludzką, która popełnia błędy. To nic zaskakującego ani wstydliwego. To takie naturalne, że postępujemy pochopnie, spontanicznie, wbrew temu, co podpowiada nam serce.
Zagubiona dusza, która szuka szczęścia.

I poznaliśmy wskazówkę dotyczącą Lisy, hm...

6 komentarzy:

  1. To jest... Zajebiste! Strasznie mi się podoba :) Masz talent, dziewczyno! No i nie dopatrzyłam się żadnych błędów, co jest kolejnym plusem. Bardzo przyjemnie się to czyta. Używasz takiego naturalnego języka, nie ma w tym sztuczności, po prostu świetnie. No i akcja strasznie wciąga, z niecierpliwością czekam na rozwój sytuacji.
    Weny! ;*
    Pozdrawiam, Wesołych Świąt! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O hahaha! To było mega!
    Myślałam, że z łóżka spadne, tak się turlać ze śmiechu zaczęłam xd
    Co ten alkohol robi z ludźmi... Cnotkę niewydymkę zamienił w napaloną kocicę ;)
    Podoba mi się ta zmiana Ashley'a, jak zaniósł ją do sypialni, to myślałam, że jednak ją przeleci, a tu proszę..
    A trójca święta z tą poranną akcją mnie po prostu rozwaliła :)
    Pozdrawiam, życzę weny i Wesołych Świąt!

    A i zapraszam na nowy rozdział: http://letsshadowsdiesoicanfeelalive.blogspot.com/2014/12/angels-never-die-ii.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam, że dopiero teraz komentuję. Zawaliłam, wiem. Ale nadrobiłam już wszystkie zaległości i mogę skomentować.
    Jezu jaki zakład. Chciałabym to zobaczyć. Nawet nie wiesz jak się śmiałam czytając to wszystko, haha, a nie chcesz wiedzieć jak moja wyobraźnia nagle zaczęła działać :D

    O Lisa pokazuję się trochę z innej strony, ale tak, to przez alkohol, ja wiem. Mimo to aż jestem zdziwiona, że Ash był w stanie odmówić. Widać nie ciągnie go do niej tylko fizycznie i dobrze.
    Podobają mi się Twoje rozdziały, jeju uwielbiam je czytać.

    Życzę Ci wesołych Świąt i czego jeszcze tam chcesz,a przede wszystkim weny, komentarzy i czasu na pisanie!! <3
    Czekam i zapraszam do siebie ;)
    http://let-the-bastards-sing.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, że komentuję dopiero dziś, ale jestem padnięta.
    Napiszę tylko, że mi się podobało i czekam na kolejny
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Bosze...
    Normalnie plakalam ze smiechu xddd
    Jinxx sie boi biedronek, a CC dzemu, no ja pierdole xdddd
    Przepraszam, ze nie komentowalam, ale czasu brakowalo, w dodatku te cholerne swieta ;-;
    Zajebisty rozdzial, czekam na nastepny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej czemu tu nie ma komentarza ode mnie? Przepraszam cie bardzo.Ostatnio komentowałam ale jak widać komentarz się nie dodał.
    Hahaha rozdział jest taki zabawny.
    Jeremy serio?! Biedronek się boisz? Ciekawe jakby się CC za biedronkę przebrał i go nastraszyć chciał.Taka akcja by była bezcenna.
    CC się boi dżemu hahaha.Jego inteligencja jest tak przerażająco niska.Koszmary pełne dżemiku.
    Ej a jakby się Jerry w ramach zemsty przebrał za słoik dżemu i przyszedł Christian'a w nocy.Haha wyobraziłam to sobie.
    Rozdział tradycyjnie świetny.Bardzo mi się podoba.
    Ten zakład był świetny hahaha.Chciałabym zobaczyć taką Ashley (bo to również damskie imię).
    Dobra.
    Czytając te dwa rozdziały uśmiałam się jak nigdy.
    Lisa przesadziła z alkoholem.No i troszkę jej się pomieszało.
    Ashley ty tego nie wykorzystałeś? Nie przeleciał jej choć mógł i chciał.No Ashy podziwiam cię.Powstrzymałeś się,bo nie chciałeś jej skrzywdzić.Czyli ona mu się trochę bardziej niż podoba.
    Ojej no uwielbiam czytać twojego bloga.Piszesz tak wspaniale.
    Życzę miłego poniedziałku.Dużo weny i równie arcyciekawych pomysłów.
    Do następnego rozdziału na który bardzo niecierpliwie czekam.
    Zapraszam również do siebie.

    OdpowiedzUsuń