Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

wtorek, 18 listopada 2014

7. Sex al­le­viates ten­sion, lo­ve causes it


Następny rozdział nie wiem kiedy dodam, mam masę nauki :(

Ashley
W mieszkaniu usiadłem na fotelu przed telewizorem, upijając łyk świeżo otwartego piwa. Ostrość gazu drażniła przyjemnie mój język i podniebienie, kiedy próbowałem obmyślić plan. Wytężyłem mózg, nie mogąc na nic konkretnego wpaść. W głowie totalna pustka, gdzie wiał wiatr z jednego ucha do drugiego. To doprowadzało mnie do totalnego szału. Wyciągnąłem nogi na stolik, beznamiętnie wpatrując się w kolorowy ekran. Nie mogłem przegrać, za wszelką cenę, nawet mój lekko wyrzeźbiony tors nie sprawił, że uklękła mi do stóp. Ciężki orzech do zgryzienia. Upiłem kolejny łyk i jeszcze jeden, myśląc i analizując jak jakiś cholerny filozof. Mój telefon się odezwał, raz i kolejny, leżał tak daleko, aż na drugim końcu kanapy. Tyle kilometrów nie chciało mi się przemierzać, byłem zmęczony, a nawet padnięty. Niczym padlina czyhająca na sępa.
- Dajcie mi święty spokój – mruknąłem w stronę dzwoniącego telefonu. – Jestem, kurwa, cholernie zajęty. – Napiłem się piwa.

I wtedy do mojego durnego łba wpadł genialny pomysł. Podetknąłem pod światło butelkę, sprawdzając jej zawartość, była jedna czwarta. Po kilku sekundach dopiłem resztę. Odświeżyłem się, rozczesałem splątane kosmyki, chciałem przebrać koszulkę, ale w połowie tej czynności, zmieniłem zdanie. W ostatniej chwili zrezygnowałem też z umycia zębów. Tak będzie bardziej demonstracyjnie. Zamówiłem taksówkę, która podwiozła mnie pod studio. Na szczęście miałem klucz do tych wielkich i grubych drzwi, a dalej to już los musiał to rozegrać. Nie byłem nigdy u Lisy, więc nie wiedziałem, gdzie ona mieszkała. Mniej więcej, na czuja ruszyłem do góry, na piętro wyżej niż leżało nasze studio. W duchu modliłem się o to, aby nas wtedy nie okłamała. Utrzymując fakt, że mówiła prawdę, wszedłem na drugie piętro, gdzie miałem do wyboru trzy drzwi, do trzech rożnych mieszkań. Pięknie, wybór nie z tej ziemi. Powiedziała, że mieszka nad studiem, czyli mieszkania po prawej, lecz w jej wypowiedzi mogło się kryć cień prostoty. Piętro wyżej to mogło znaczyć każde z tych mieszkań, niejednokrotnie skracamy sobie życie, mówiąc zamiast dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć, dziesięć.
- Poprawa wyglądu – mruknąłem, targając włosy.
Rękoma gniotłem koszulkę tak, aby wyglądała bardziej na wymiętoloną po długich przejściach. Zrezygnowałem z wyliczanki, pukając do drzwi na prawo. Otworzyła mi jakaś babcia, z wałkami we włosach, mierząc mnie kategorycznym wzrokiem.
- Plose pani, ja sem do Liiiisyy – wystękałem, teatralnie udając pijanego.
- Wie pan co, dziesiąta godzina, a pan już narąbany w trzy dupy. Ten świat schodzi na psy. A jak do Lisy to obok, a nie tutaj! – I zamknęła mi przed nosem, dosłownie, drzwi.
Zaśmiałem się pod nosem, pukając już do właściwych drzwi. Otworzyła mi zszokowana Lisa, w samym szlafroku. Chyba będę miał dzisiaj szczęście!
- Bileciki do kontrrrolii.
- E, Ashley, co ty tutaj robisz? – spytała zdziwiona.
- No szukam jakiejś fajnej laski na imprezę.
I bez krzty nieśmiałości, jak gdyby nic wparowałem jej do mieszkania, biorąc ją do tańca. W moich ramionach była jak marionetka, podatna na ruch przez tego, kto ciągnął za sznurki. Stwierdziłem, że idę na żywioł i niech się dzieje co chce!
- Przestań! – warknęła, wyrywając mi się. Skąd miała tyle siły?
- No co, jest młoda godzina, ubieramy się i jazda. – Klasnąłem w dłonie, unikając chęci przyjrzenia się jej zgrabnym nogom. Puchaty szlafrok, sięgający połowy uda wcale mi tego nie ułatwiał.
- Jesteś pijany!
- Zaraz tam pijany. – Machnąłem ręką. – Wypiłem trochę piw. Pięć? Cztery? A może siedem? – Wzruszyłem ramionami.
Tak naprawdę jedno. Udawałem.
- He. I przemierzyłeś taki odcinek, aby mnie zobaczyć taką? Aż nie chce mi się wierzyć. Lepiej stąd wyjdź zanim będziesz miał przekichane.
Uniosłem brew. Jak na Lisę, którą znałem, ta wersja była spokojniejsza. Spróbowałem to wykorzystać. Podszedłem do niej bliżej, tak, abym mógł usłyszeć jej oddech, a zarazem na tyle daleko, aby w razie jej wybuchu, mógłbym dostatecznie odskoczyć.
- Wcześniej byłaś dla mnie ostra, a teraz jesteś na tyle miła, że mógłbym zrobić z tobą tyle gorących rzeczy, o których jeszcze nie śniłaś.
Słyszałem jak nierównomiernie oddycha. Jak łapie większe hausty powietrza. Oddziaływałem na nią pozytywnie, jej ciało to zdradzało, a ona nie mogła temu zaprzeczyć.
- Powinieneś wyjść. Teraz!
- Zaraz, niech tylko się wysikam, gdzie masz łazienkę?
Lisa westchnęła, wskazując palcem na drzwi. Szybko załatwiłem potrzebę, stając, dokładnie w tym samym miejscu, bo dziewczyna nie ruszyła się ani na milimetr. Jestem wygrany. Uniosłem brew, gdy jej oczy pytająco na mnie spojrzały.
- Miałeś wyjść, zapomniałeś?
- Pod jednym warunkiem – powiedziałem poważnie, delikatnie się uśmiechając. Nie było wyjścia, aby się nie zgodziła. Musiała, kategorycznie.
- Nie było mowy o żadnych warunkach. Wychodzisz, w tej chwili!
- Nie ma takiej opcji, mała! Jeśli się nie zgodzisz, zostanę tutaj i właduję ci się do łóżka, czy ci się to podoba bądź nie. To jak będzie? Powiedz mi jedno słowo: tak.
- Nie zgadzam się na coś w ciemno.
Skrzyżowała ręce na piersi. Przez dekolt w szlafroku zauważyłem linię łączącą jej piersi. Aż zagryzłem wargę z podniecenia.
- No dobra, zatem już tłumaczę. Jutro wieczorem; my wybieramy się na imprezę do mojego przyjaciela Jeff’a. Kapiszyn?
- Nie bardzo zrozumiałam słowo my.
- Ty i ja, razem, to ten warunek. Bo inaczej zabieram ci łóżko na tą noc.
Tłumaczenie, gorsze niż dziecku.
- Ale nie zgadzam się na żadne MY!
- Ależ ja ci się nie oświadczam! Zgadzasz się, kurwa, albo… - Minąłem, ją siadając na jej kanapie. Nawiasem mówiąc, była bardzo mięciutka, aż żal się z nią rozstać. Ciekawe, jaki seks byłby na niej... – Albo zostaję!
- Zapomnij! – warknęła. – Ale mi już, stąd. I to w podskokach!
Spojrzałem na nią jak na wariatkę. Ona była stuknięta, totalnie.
- Tylko, jeśli się zgodzisz. – Uśmiechnąłem się najsłodziej jak tylko potrafiłem. – No chyba, że masz łóżko z jeszcze lepszym materacem.

Lisa
Zgodziłam się. No jak mogłam? Pytam się, kurwa, jak? Bo zrobił maślane oczka… Bo słodko się uśmiechnął… Wymiękłam jak jakaś galaretka. Tak po prostu, powiedziałam „tak”. I czemu odbieram to jak zaręczyny z facetem, którego znam od dwóch dni? Co też mnie podkusiło? Stałam pod szafą z moimi ubraniami i rozmyślałam, zastanawiając się także, co założyć.
Zgodziłam się!
Musiałam się naćpać perfumami, które używa, skoro tak się stało. Raz mnie zapytał, a ja już od razu byłam jego. Jak tania dziwka… Musiał mi ktoś ukraść mózg – zdecydowanie. Tym bardziej nad tym myślałam, tym gorsze pomysły rodziły się w mojej głowie. A może Purdy liczył na coś więcej? Na pewno, toć to facet w końcu, z krwi i kości, myślący tylko penisem. Mimo tego, ubrałam sukienkę; małą czarną i w tym samym kolorze szpilki i lekko kryjące rajstopy. Na ramiona zarzuciłam czerwoną ramoneskę. Włosy rozpuściłam, mierzwiąc je delikatnie. Stanęłam przed lustrem, bacznie się sobie przyglądając, musiałam poćwiczyć kilka seksownych min. Kiedy ostatnio tak zalotnie wyglądałam? Jak po ziemi chodziły dinozaury, taaa… Popatrzy, nie dotknie – postanowiłam. Prezentem, ode mnie dla niego, będzie moje towarzystwo. Starczy, zdecydowanie.
Przed dwudziestą pierwszą zadzwonił dzwonek do drzwi. Punktualność w jego mierze, nie dawała mu wcale korzyści. W pośpiechu, biegiem, aby mu otworzyć, w tych cholernych szpilkach na dodatek, zakładałam srebrne kółka-kolczyki. Za drzwiami stał, niestety, Ashley z uśmiechem od ucha do ucha, mierząc mnie zachłannym wzrokiem.
- Czyżby pan Purdy, widział coś, co mu się podoba? – spytałam słodko, zakładając rękę na biodrze. Myślałam, aby puścić mu jeszcze buziaka w powietrzu, ale starczy mu tyle.
- O, taaak. – jęknął śliniąc się. Wyglądał teraz jak małe dziecko, które potrzebuje śliniaczka.
A co mi tam, zaprezentowałam mu się jeszcze z każdej strony.
- A mogłam ci kupić, taki śliczny śliniaczek z hello kitty.
- Co?! – rzucił, patrząc na mnie z dużymi oczami. Oprzytomniał natychmiastowo.
- Chodźmy już, dzióbasku – mruknęłam, mijając go.
- Nie mów tak do mnie! – jęknął, idąc za mną.
Ash wcale nie wyglądał źle ode mnie. Miał na sobie czarne dziurawe spodnie, biały t-shirt z logiem zespołu, niebieską dżinsową kurtkę oraz swoje nieśmiertelne kowbojki.
Ciasteczko z kremem!
Spróbował mnie złapać za rękę, wyrwałam mu ją.
- Zgodziłam się z tobą pójść, jako kobieta do towarzystwa. Ale nie łap mnie za rękę, jakbyśmy byli parą!
- Zaraz… Jaką kobietą? Zwariowałaś?!
Spojrzałam na niego takim wzrokiem, od którego spojrzenie powinno zabijać. Czyż to nie jest prawda? Skoro facet zaprasza dziewczynę na imprezę, to tylko w jednym celu. Doskonale o tym wiedziałam.
- No to, jako kto? Panie Mądry-Wiem-Wszystko?
Ashley zamyślił się na moment. Szukał zapewne sensownego argumentu.
- Czy już para znajomych, nie może wyjść gdzieś razem – odpowiedział.
Tym jednym cholernym zdaniem, roztopił wszelkie lody. Miał rację, a ja go trochę zbyt szybko oceniłam. Wcześniej, tam skąd pochodzę, miałam styczność jedynie z facetami rangi „przeleć i zrań”. Spotkałam takich na każdym kroku, za każdym razem wierząc w te same kłamstwa, którymi mnie karmili. Na błędach najwyraźniej nie potrafiłam się uczyć, popełniając te same błędy, wciąż i wciąż. Ashley otworzył mi drzwi od taksówki, którą zamówił. To było takie słodkie, mimo wszystko, alarmu nie wyłączyłam, i nie miałam zamiaru tego zrobić w najbliższym czasie.
Kiedy wyszliśmy z taksówki, pod klubem Akbar, Ash nalegał, abym chwyciła jego ramię. Kategoryczna odmowa, wiązała się z jego, ostrym jak brzytwa, spojrzeniem. Co mi w sumie szkodziło? Po prostu nie chciałam zostać rozpoznana… Unikałam takich miejsc między innymi, ze względu na gwar i hałas, które zakłócały tok myślenia. Przeszliśmy przez ten szaleńczy tłum, kierując się bardziej w głąb. Wprost do osobnego pomieszczenia, gdzie było ciszej i przyjemniej. I ciemniej, o tak, poprzednie pomieszczenie aż krzyczało we wszystkich odcieniach koloru pomarańczowego. Oprócz Brides’ów nie znałam żadnej innej twarzy. Kiedy podeszliśmy bliżej, zauważyli nas, spoglądając zaciekawieni.
- O Purdy, chodź tutaj. Jaką piękną panią tutaj przyprowadziłeś, no niech się jej przyjrzę – powiedział facet o jasnych blond włosach spływających na ramiona, niczym morskie fale.
- Cześć, Jeff. To jest Lisa, moja koleżanka. – To słowo zabrzmiało w jego ustach zbyt dwuznacznie. Przerzuciłam oczami, wykrzywiając usta w sztuczny uśmiech.
- Hej, Jeff. Wszystkiego najlepszego – powiedziałam szybko i grzecznie.
- Taka ładna i młoda, wiesz, że popełniasz ogromny błąd. – Spojrzał szybko na Ash’a. – Zawsze możesz zmienić zdanie, z chęcią cię przygarnę, kocie.
Super, z łap jednego zboczeńca, do następnego. Po moim trupie. Chcę do domu! Mam już dosyć tego zoo. Mimo tego, posłałam mu swój firmowy i czarujący uśmiech.
- Pójdę się przywitać – mruknęłam, mijając ich z grymasem. Wolałam towarzystwo reszty zespołu, niżeli tego gościa.
Gdy pojawiłam się na horyzoncie, CC uśmiechnął się promiennie, klepiąc miejsce obok siebie.
- Jednak przyszłaś. – W głosie Jinxx’a wyczułam gram zawiedzenia, aż zrobiło mi się przykro.
- To bardzo dobrze, poznasz moją Juliet. – Andy za to, cieszył się jak małe dziecko.
Posłałam mu serdeczny uśmiech, gdy Ashley pojawił się z niewiadomo skąd.
- To co pijemy? – spytał, zacierając ręce. Mimo kolorowej ciemności jego oczy zabłysnęły z ekscytacji.
Mam nadzieję, że pijany Ash znowu mnie nie odwiedzi. Raz wystarczył.
- Sok, poproszę – powiedziałam słodko, patrząc na niego spod przymkniętych powiek.
- Sok z wódką, ok, rozumiem.
- Nie, sam sok. – Poprawiłam go.
- Zwariowałaś?! Nie jesteś samochodem, więc nawet o tym nie myśl, nie na mojej zmianie!
- Przepraszam bardzo panowie, ale czy on chce mnie upić? – spytałam się reszty.
- Oczywiście! – zawtórowali, a Ashley sprzedał im mordercze spojrzenie.
- Nie mam zamiaru nikogo, kurwa, upijać. Ani wsypywać jakiś cholernych prochów do czyjejś szklanki. Mam odrobinę godności!
Purdy był chyba nadto wrażliwy.
- Dobra, idź po ten alkohol, bo zaraz nam wykitujesz - ponaglił go Andy, wręcz go wypychając jak najdalej od nas. – O, moje maleństwo, wróciło – jęknął, rozkładając w stronę swojej dziewczyny obie ręce. – Chodź, przedstawię cię. To jest moja kochana Juliet, o której ci tyleeeee opowiadałem.
- Lisa – powiedziałam, wyciągając dłoń w stronę krótko obciętej blondynki. Do Andy’ego puściłam oczko. Co za kłamca, nic o niej wspominał.
- Chyba będę musiała was częściej odwiedzać, nie mówił mi, że jesteś taka ładna. Narzekał jedynie, że będziesz ich tyrała od świtu do zmierzchu. – Usiadła obok mnie. Nachyliła się w moją stronę i powiedziała do ucha: - Daj im wycisk.
Już ją lubię!
I wtedy pojawił się Ashley z kilkoma kolorowymi drinkami. Na widok Simms trochę stracił vigor, patrząc smutno na ilość szklanek na tacy.
- Masz! – burknął, podając Juliet swojego drinka. – Przyniosę sobie lepszego.
- Dzięki, Purdy, jesteś taki słodki – odpowiedziała i jak gdyby nic, upiła łyk trunku.
Mój napój był pomarańczowy, a na dnie niczym mgła unosił się czerwony barwnik. Smakował  on pomarańczą, jakimś alkoholem i czymś jeszcze. Ash usiadł przeciwko mnie, trzymając takiego samego drinka. Upił go, unosząc na mnie brew. W mojej głowie zrodził się głupi pomysł, który koniecznie chciałam zrealizować. Przyjrzałam się drinkowy ze wszystkich możliwych stron, nawet podtykając go pod kolorowe, intensywne światło.
- No już go pij! – syknął po irytowany basista. Kładąc brodę na stole, jego brązowe oczy w tym świetle wyglądały jak dwa czarne węgle. Usta ułożyłam w łobuzerski uśmiech, pochylając się w jego stronę.
- Boje się, że coś mi dosypałeś – powiedziałam, siląc się na poważny ton.
- Jedna tabletka gwałtu cię nie zbawi. Jestem ciekawy twojej reakcji.
Przy nim stawałam się kimś innym niż byłam. Zapominałam o tym wszystkim, co mi doskwierało, i zaczynałam żyć na nowo. Oddychając pełną parą. To co czułam; przerażało mnie, jednocześnie przyprawiając o palpitacje serca, które wcześniej skute lodem, w końcu zabiło.
Napiłam się drinka, pod ciężarem jego spojrzenia. Nawet dobry był, nie, był po prostu znakomity, słodko-kwaśny jednocześnie. Chciałam zszokować towarzysza jeszcze bardziej. I jednym haustem wypiłam całą zawartość szklanki.
- Dobry był, szkoda, że się skończył – oznajmiłam z udawanym smutkiem. Przysięgam, Ashley zbierał szczękę z blatu.
- O kurwa, ale zawodnik – zawył mi do ucha CC. Aż musiałam się odsunąć od niego. – Jest lepsza od ciebie.
Ashley spojrzał na niego sceptycznie.
- No to słońce, za kolejnego drinka musisz ze mną zatańczyć – wyszczerzył zęby Purdy.
- Mam nóżki i rączki, skarbie.
- Hooo, co za słodkości tutaj się dzieją – zawył CC. – Przynieś mi piwo, ja z tobą zatańczę z chęcią.
Ashley zmierzyło wzrokiem, odpowiadając: - Zapomnij. To jak będzie?
- Jak dostanę dobrego drinka, to się zastanowię nad twoją propozycją, Ash.
Po trzecim drinku poczułam się już lżej dużo, i swobodniej czując się w obcym dość towarzystwie. Z Juliet odnalazłam wspólny język, z Jake’m ubolewałam, że nie było z nami Elli, a Jeff okazał się miły. Złamałam wszystkie wcześniejsze obiecane przyrzeczenia, pragnąc żyć chwilą. Raz się żyje, prawda? Teraz nie potrafiłam udawać obojętności, wszystkie emocje były wymalowane na twarzy niczym otwarta księga. Nie mogłam zaprzeczyć, że… że co? Obiecałam Purdy’emu następny taniec, a ten zniknął gdzieś, jak kamień w wodę, a miał iść tylko po drinki. Gorzej niż baba w centrum handlowym. Czułam potrzebę, że muszę iść na poszukiwania.
- Zaraz wracam – mruknęłam do Simms, która i tak była zajęta swoim facetem.
Wstałam, lekko się zachwiałam, nie myślałam, że aż tak alkohol już mi zaszumiał w głowie. Zaśmiałam się do siebie, jakby było coś w tym zabawnego. No i poszłam przed siebie, w nieznanym mi w sumie celu.
- Ej, ej, mała – Jeff złapał mnie za rękę. – Gdzie idziesz?
- Tam gdzie faceci nie mają dostępu – powiedziałam, śmiejąc się jak idiotka. Przytknęłam do ust dłoń, aby wyjść jak najmniej debilnie. Poklepałam go po torsie, wyrywając mu się i idąc dalej. Podtrzymywałam się ściany, aby mieć lepszą stabilność. Kiedy doszłam do parkietu, gdzie tłum w najlepsze się bawił, wtedy to dostrzegłam.
Niczego mi nie obiecał.
Cała krew odpłynęła mi z twarzy. A ja poczułam jakby mnie ktoś przypieprzył patelnią w twarz. Czułam jak oddychanie stało się być dla mnie ociężałe, a serce, z nim tylko gorzej, pękło tak po prostu. Bajerował mnie jak tylko mógł, kiedy nie dostał tego, czego chciał, znalazł inny obiekt. Chciało mi się płakać, lecz zdradzieckie łzy nie chciały płynąć, z czasem zamiast smutku zagościła we mnie złość. Blond włosa kobieta uwiesiła mu się na szyi, on wcale jej nie odrzucił, przeciwnie. Nie chciałam na to patrzeć, więc na pięcie obróciłam się, wracając z powrotem do towarzystwa. Wiedziałam, co mogłabym teraz jedynie zrobić, przecież potrafiłam także grać.
- Tańczymy! – nakazałam Ferguson’owi. Facet aż zakrztusił się whisky, patrząc na mnie wielkimi jasnymi oczami. – Dalej, kurwa! – Chwyciłam go za ramię, ciągnąc najmocniej jak tylko potrafiłam.
- Ale, Ash… - bronił się.
- Pieprzyć go! Idziemy się baaaawić.

SPOILER: Ash + Jinxx = Spięcie. I co wy na to? :D

6 komentarzy:

  1. Uwaga, uwaga! Oficjalnie powiadamiam, że twój blog jest jednym z moich trzech ulubionych! <3 Cholernie mi się podoba, no cholernie.! Jezu biedna starsza pani :3 Hahah Purdy nawet nie umie udawać najebanego :D Niczym się w tym nie różni od normalnego ;) Ta, Lisssa zdecydowanie musiała wyglądać gorąco! Wyobrażam sobie minę Deviant'a śliniącego się jak pies na widok zabawki :D W ogóle ta kacja z tym drinkiem! zajebista yhyhy! Jakbym widziała moją Taylor ;* Ash to Ash czego ona się spodziewała? Cóż, trochę jednak słabo...pff..trochę...bardzo słabo! Ale już zdążyłam tą laskę z dyczka poznać to będzie zabawa! "Tańczymy"! "Dalej kurwa" - to by było mega! <3 Ale nie chcę konfliktu Ash+ Jinxx :3 Ogółem nie lubie jak chłopaki się kłócą, a szczególnie jeżeli się kłócą o dziewczynę, niezależnie jaka by to ona nie była :p Co do szkoły to znam twój ból! Tak źle jak mi w tym roku idzie to chyba nigdy. W zeszłym roku pasek a w tym dopuszczający z matmy :3 Tak to tylko ja potrafię! :D Weeeny, czasu i czego tam jeszcze chcesz ;) Buziaki czekam na nexta! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, Ash niezle udaje pijanego xD
    ALE JEST SWINIA! :C
    Z reszta...Jinxx nie jest taki zly xD
    Nie no zajebisty rozdzial *-*
    Czekam na next i zycze weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne, jedno słowo.Wybacz,że krótko..Ide robić matme

    OdpowiedzUsuń
  4. No nieźle...
    Ach ten Ashley, tylko jedno mu w głowie, aczkolwiek mógłby być na tyle rozsądny, żeby na jednej imprezie nie zarywać do dwóch lasek.
    Tak czy inaczej rozdział wyszedł świetnie.
    Pozdrawiam i czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak spieprzyć...Ale to Ash, nie dziwi mnie to.
    Za to Ty rozdziału nie spieprzyłaś ani trochę, wręcz przeciwnie :D
    Zapowiada się ciekawie...Jeszcze ta zapowiedź. Jestem rozdarta. Spięcie między nimi? Nie lubię jak się między sobą kłócą, ale z drugiej strony...więcej akcji! :D Moja pokręcona i ciekawska część wygrywa, czekam na to.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nowy rozdzial demoniczna-melancholia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń