Ogłoszenie

Rozdziału w tym tygodniu nie będzie, ale obiecuję, że wstawię w poniedziałek. Z powodów osobistych, nie jestem w stanie ani pisać ani poprawić rozdziału. Moje życie trochę się sypnęło stąd ta przerwa, czasami tak bywa, w końcu życie nie jest łatwe i idealne. Nastrój mój jest lepszy niż wcześniej, nadal nad tym pracuję, zatem jeszcze kilka dni i będę sobą. Mam nadzieję, że wena także wróci.

Oj, coś słabo też komentujecie :). Wstawię chyba także limit na bloga. Zobaczę jeszcze...

poniedziałek, 19 stycznia 2015

17. A bad woman is a sort of woman a man never gets tired of



 Czuję się lepiej. Ale widząc 5 komentarzy, wcale nie mam ochoty dodawać rozdziału. Zatem: 7 komentarzy następny!

Lisa
Dochodziła dwudziesta trzecia, a ja tego nie odczuwałam. Milion myśl tliły się w głowie, przekrzykując siebie nawzajem. Męczyłam się, nie mogąc znaleźć żadnego zajęcia. Wyszłam na zewnątrz, owionął moje ciało delikatny ciepły wietrzyk, a niebo przysłoniły w większości gęste chmury. Usiadłam na pierwszym stopniu, rękoma obejmując nogi. Poczułam jak ktoś siada obok. Nie podniosłam wzroku nawet o milimetr, doskonale wiedząc, kto uraczył mnie swoją obecnością. Zresztą zapach jego szamponu utwierdzał mnie w tym fakcie. Mimo że go trochę unikałam, ten jak miał w zwyczaju, wcale się nie zraził. Przeciwnie. Na niego nie ma mocnych.
- Nie odpisywałaś mi, dlaczego? – mruknął, przerywając ciszę.
- Byłam zajęta – skłamałam.
Usłyszałam jak głośno wzdycha.
- Co tutaj robisz? Nie możesz spać? – stwierdziłam, czując na sobie jego przeszywający wzrok. – Dlaczego? – szepnęłam, kiedy nie usłyszałam odpowiedzi.
- A ty? – odpowiedział na moje pytanie pytaniem.
- Pierwsza spytałam. – Spojrzałam na niego.
Ash wykrzywił usta w delikatnym uśmiechu.
 - Nie mogę zasnąć, gdy ty nie śpisz.

środa, 7 stycznia 2015

16. So­me thin­gs ne­ver die; they just go quiet for a ti­me but ne­ver go die



Rozdział miał być w poniedziałek, ale mam pewne ee... problemy, więc daję dzisiaj... Do tego brak weny, postaram się zaraz przysiąść do pisania, zobaczymy co z tego wyjdzie :).

Ashley
Wczorajszy wieczór na dachu był magiczny. Do czasu, aż wszystko spieprzyłem. W ułamku sekundy wybudowałem ponownie mur, który przez kilka dni powoli rozbierałem; cegła po cegle. Jej zielone oczy przygasły natychmiastowo, a w nich dało się dostrzec taki smutek, który rozdzierał serce na pół. Lisa wyminęła mnie, a ja pozwoliłem jej odejść, wiedząc, że tego na pewno potrzebowała. Mi towarzyszyła jedna jedyna zmora, która swoją potęgą przypalała mi piętno każdej samotnej nocy. Lecz z tym, co ona musiała walczyć, to musiało być coś strasznego… Byłam tak rozemocjonowany, że nie mogłem długo usnąć. Jeszcze w pościeli czułem delikatny kobiecy zapach, który jedynie mnie bardziej przytłaczał jak głaz.
Gdy to już nastąpiło, mogłoby być bardzo późno w nocy, że gdy zadzwonił budzik, gwałtownie wstałem, lądując z hukiem na ziemi. W lustrze ujrzałem zmęczoną twarz trzydziestolatka, pokręciłem głową z dezaprobatą, opłukując twarz chłodną wodą. To było tak kurewsko kojące. Wziąłem szybki prysznic, stając w samym ręczniku przed szafą. Zarzuciłem na ciało bokserki, czarną koszulę i spodnie - nic nadzwyczajnego. Ogarnięcie włosów zajęło mi znacznie więcej czasu niż ostatnio, na co się spóźniłem o pięć minut. Lisa wcale nie była zła, jedynie posłała mi delikatny uśmiech.
Super, weszliśmy na wyższy poziom.
Jednak potrzebowałem z kimś pogadać, natychmiastowo.
- Taylor, możemy pogadać, sami.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

15. A man can be des­troyed, but not de­feated


 Ze względu na to, że zbliża się nowy rok, muszę oznajmić iż: rozdziały będę dodawać minimum raz w tygodniu! Muszę zacząć pisać pracę magisterską!
A tak w ogóle to wszystkiego dobrego w Nowym Roku, miłej zabawy :*
Ładną Ash ma sypialnię? :D


Obudziłam się spragniona, lecz gdy ujrzałam różowo-szare całkiem nieznane mi ściany, wpadłam w panikę. Zerknęłam pośpiesznie pod kołdrę, naga nie byłam, ale bluzki, którą wczoraj na wieczór założyłam też nie. I gdzie były kurwa moje spodnie? Przyjrzałam się bardziej swojej koszulce; Black Veil Brides – było odpowiedzią na moje wszelkie pytania. Wyskoczyłam z łóżka jak z procy. Trochę na oślep ruszyłam przed siebie, szukając wściekle tego, który mi to zrobił. Znalazłam winowajcę w kuchni.
- Ty zboczeńcu! Wykorzystałeś mnie! – syknęłam, wskazując palcem na spokojnie pijącego kawę Ashley’a. Facet aż zachłysnął się napojem. – Jak mogłeś?!
- Może by tak „cześć, jak ci się spało?”. I tam masz całe dwa litry wody do dyspozycji. Chcesz tabletkę przeciwbólową? – Jego miękki głos trochę mnie zbił z pantałyku.

wtorek, 23 grudnia 2014

14. Ex­pe­rien­ce is the na­me that eve­ryone gi­ves to his mis­ta­kes



Dobra, dodaję rozdział szybko i lecę ozdabiać choinkę :D.
Wesołych Świąt życzę! :*

Lisa
- Wolę cię w tradycyjnym ubraniu – powiedziałam, ciągnąc go mocno za materiał sukienki.
Ostatnio złamałam obietnicę dotyczącą tańca, teraz postanowiłam się z tego wywiązać. Nie przeczę, że alkohol nie odegrał tutaj małej roli. Jednakże nie tak wyobrażałam sobie nas pierwszy taniec. Jak w spódniczce, on w sukience. To jakiś obłęd, ale pieprzyć to. Niech sobie ludzie myślą co chcą.
- Zaraz, czy to są damskie perfumy? – spytałam, próbując się nie zaśmiać.
- Dobry węch, pozwoliłem sobie je pożyczyć od Juliet. W sumie to ona mi je wcisnęła, zanim zdążyłem się sprzeciwić – szepnął mi do ucha, mocno obejmując mnie w talii.
Czułam się jak… No właśnie, jak? Dobrze, wyśmienicie, czując, że znajduję się w odpowiednim miejscu, we właściwym czasie. To było niesłychanie zaskakujące. I chodź zamykałam oczy, dając się ponieść emocjom, wciąż czułam ten damski zapach.
- To jest dziwne, pachniesz jak laska – westchnęłam rozbawiona, odsuwając się od niego na kilka centymetrów. – To nie przejdzie.
- Zaraz się rozbiorę – rzucił, a na jego usta wskoczył łobuzerski uśmiech.

wtorek, 16 grudnia 2014

13. Being a wo­man is a ter­ribly dif­fi­cult task, sin­ce it con­sis­ts prin­ci­pal­ly in dealing with men



A co do dzisiejszego rozdziału, mam nadzieję, że będziecie się przy nim dobrze bawić, tak jak ja, gdy go pisałam i sprawdzałam.
UWAGA! PROSZĘ SIĘ CZEGOŚ TRZYMAĆ CZYTAJĄC. SZCZEGÓLNIE JAK DOJDZIECIE DO PUNKTU WIDZENIA LISY! ZA WSZELKIE USZCZERBKI NA ZDROWIU, NIE ODPOWIADAM! :D ZAŻALEŃ NIE PRZYJMUJĘ TAKŻE.
 No to jazda:

Ashley
Czemu odpływając myślami gdzieś daleko, myślałem o niej? Tylko o niej. Każda myśl była związana z tą dziewczyną, a nawet nie wiem o niej praktycznie nic. Wiem jedynie jak wygląda, ale to mi nie wystarcza. Chcę ją poznać bardziej i bardziej jak nikt dotąd. Pominę już jej blond włosy, które pod promieniami słońca iskrzyłyby się na złoto oraz jej oczy, które są skrawkiem trawnika wiosną. Jej malinowe i pełne usta… Cholera! Tak na marginesie, nie chodzi mi o to co ma pod ubraniami, tylko to co ma w środku - w głębi duszy. Co się ze mną dzieję? Mi nie chodzi tylko o seks. To na pewno, ale... w głębi duszy, czuję strach. A jak już zbieram odwagę, chcę się zmienić, to ktoś lub coś mi to nie umożliwia, a ja głupi nie umiem powiedzieć STOP lub NIE. Cholera. Jestem nie asertywny. Co się ze mną dzieje? Czymże ja jestem? Człowiekiem, który jako dziecko się zagubił. Mimo wszystko, idę jego krokami, będąc niestałym w uczuciach. Nie mogę przestać. Błądzę nadal świadomie. Co za, cholerne błędne koło. A co najgorsze, nie mogę na głos, wypowiedzieć tego słowa.

piątek, 12 grudnia 2014

12. My one reg­ret in li­fe is that I am not so­meone el­se



Dziękuję za komentarze :*. Tadam, rozdział 12, czyli już po weekendzie wstawię 13  yes, yes.
Jestem ciekawa waszych reakcji na ten rozdział.

Ashley
Odchodziłem od zmysłów. Będąc niewolnikiem samego siebie. Moje serce zrobiło fikołka, gdy żołądek uniósł się wprost do przełyku. Czy facet może zemdleć ze strachu? CC szturchał mnie w ramię bezskutecznie, tak bardzo zatonąłem we własnym świecie; we wspomnieniach, które mną ogarnęły ze dwojaką siłą.
- Stary, przerażasz mnie. Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha.
- A jeśli ci powiem, że tak jest. Uwierzyłbyś?
Obróciłem się w jego stronę tak, aby zakryć twarz. Nazwać można to jak chcecie, nawet ukrywaniem się, mam to w dupie.
- Tam jest Jessica – szepnąłem unikając jego wzroku.
- No i co z tego? Minęło, już tyle lat, Ash. No chyba ty jej jeszcze… - CC nie dokończył zdania.
- Nie! – zaprzeczyłem gwałtownie.
- To czemu się chowasz? Powinieneś mieć ją w dupie, znaleźć jakąś fajną laskę i pokazać całemu światu swoją zajebistość.
- Ależ ja jestem zajebisty – powiedziałem odruchowo.
- Nie słyszę cię.
- Jestem najlepszym facetem na świecie!  - warknąłem ostro, uderzając mocno w stół.
- Ale to zaraz po mnie – zaśmiał się perkusista.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

11. The good ti­mes of to­day are the sad thou­ghts of to­mor­row



Dziękuję za komentarze <3
Za rozdział 12 możecie mnie znienawidzić, ale wynagrodzę wam to rozdziałem 13 :).


Ashley
Widziałem, że dziewczyna nie była zadowolona z miejsca, które sama wybrała. Śmiać mi się chciało, gdy widziałem jak Lisa sączy tą przeklętą kawę, usiłując udawać, że jej smakowała. Ja wziąłem herbatę, bezpieczniejszy wybór. Gdy wyjawiła mi, że nie ma rodziców, poczułem coś takiego magicznego w środku mnie, coś jakby zrozumienie. Paląca się iskra zapłonęła gwałtownie, a w głowie zrodziła się myśl: bratnia dusza. Wcześniej się nad tym zastanowiłem raz, wyciągając wniosek, iż nie wierzę w coś takiego. Teraz, gdy poznałem Greene, sam nie wiedziałem już, co w życiu mogło być możliwe, a co nie. Z czasem rodziła się między nami więź czysto przyjacielska, kiedy to zaczęliśmy opowiadać sobie nawzajem historie, które akurat przychodziły nam do głowy. Starałem się być sobą, hamując swój popęd seksualny, aby jej nie zrazić do siebie. Nie wiem, czy dostałbym od niej kolejną szansę.
Mimo zwierzeń Lisa w jakimś tam stopniu była skryta, stwierdziłem, gdy zasypiałem w swojej pościeli, a wokół rozchodził się zapach lawendowego płynu do prania. Nie tylko wyzwaniem, ale też i prezentem-niespodzianką, gdzie nie wie się, co jest w środku. Pragnąłem poznać każdy zakamarek duszy. I z takim postanowieniem, usnąłem.